Beyond Metal? GG Allin
Zawsze fascynował mnie Shock Rock i tacy artyści, którzy byli nad wyraz oryginalni. Bjork, czy Marilyn Manson są tymi bardziej znanymi. Natomiast dzisiejszy kontrowersyjny bohater, do którego nie do końca chyba opłaca się przyznawać, to jest zgoła zupełnie inna para kaloszy. A jak przeczytacie post, to możecie sobie zadać pytanie, po cholerę w ogóle opowiadam o tym degeneracie. Ale od początku...
Krótkie bio: urodzony jako Jezus Chrystus Allin, jego ojciec, będący fanatykiem religijnym i mając tak z 30+ lat chajtnął się z 17-latką i założył z nią rodzinę. Swój fanatyzm objawiał również tym, że kazał dzieciom kopać doły na ich trumny i straszył ich śmiercią z ręki boga i apokalipsą. Żyli bez prądu i wody, aż matka podrosła, nabrała pewności siebie i wyprowadziła się od przemocowego męża wraz z dziećmi. Zmieniła też imię Jezusowi na Kevin. Aczkolwiek nasz gieroj i tak był znany wszem i wobec jako GG (bo tak imię "Jezus" wymawiał jego starszy brat).
I generalnie, początkowo nie zapowiadało się, że to będzie jeden z największych performerów wszech czasów, gdyż prowadził stosunkowo normalne życie. Najpierw był perkusistą (m. in. w Malpractice), ale ze względu na charyzmę, przeszedł na wokal. Bodajże jego pierwszą (poważną) grupą, z którą się zadawał, było The Jabbers. Na tamtym etapie, choć grali bardziej taki typowo Rockowy Pop Punk, to od strony lirycznej już pojawiały się pierwsze wulgarne i zboczone tematy, a sam Allin przeszedł metamorfozę pod wpływem odkrycia świata narkotyków. Zaczął się robić coraz bardziej chaotyczny i agresywny. Ale na tym etapie jeszcze był relatywnie normalny.
Rozszedł się z The Jabbers i generalnie przez swoje życie będzie brał do współpracy różnorakie mało znane i obskurne ekipy, jak m. in. Scumfucs (od których to zostanie ochrzczona nowa forma Punk'a, bardziej interaktywnego, ale o tym niżej), Texan Nazis, Aids Brigade, Holy Men, Shrinkwrap, Antiseen, czy chyba najbardziej owocny Murder Junkies. Tu pierwsza ciekawostka istotna z naszego punktu widzenia: była planowana współpraca z Chris'em Reifert'em (Autopsy - Chris jest zresztą wielkim fanem twórczości GG i miał projekt, który był mu dedykowany - Eat My Fuc - od nazwy płyty, o czym niżej), oraz Seth'em Putnam'em (Anal Cunt - właściwie cały zespół był brany pod uwagę, jako back-up band, no ale szyki pokrzyżowała śmierć Allina - ups, spoiler).
Allin starał się przekraczać wszelkie granice smaku w tekstach, ale również i na żywo szedł na całość. Oszczędzę wam opisu większości jego wybryków (zwłaszcza tych fekalnych - dosłownie), ale jego koncerty trwały stosunkowo krótko, bo dość szybko robiła się zadyma i jeden wielki burdel. Rzucanie krzesłami, bijatyki z publiką, próby gwałtu (na obu płciach), samookaleczenia, zażywanie substancji niedozwolonych i obnażanie się w miejscu publicznym. I to się właśnie nazywa "scumfuc punk". Dość wspomnieć, że GG szybko dostawał bana (stąd częste zmiany nazw zespołów), a i sam zainteresowany lądował w areszcie. W więzieniu był zresztą powyżej 60 razy, przy różnych okazjach, nie tylko koncertowych, gdyż GG żył tak, jak o tym ryczał - zdarzały mu się napady z bronią w ręku, kradzieże, włam do aut, itp. itd. Ciężko uwierzyć, że taki człowiek w ogóle istniał.
Od strony muzycznej to GG Allin również przechodził radykalizację stopniowo. Z albumu na album jego muzyka robiła się coraz cięższa, brutalniejsza, a i jego głos też zaczynał przypominać krwawy growling. Dlatego też zadałem pytanie w tytule posta, gdyż jego ostatnie dokonania z Murder Junkies, jak właśnie "Brutality & Bloodshed for All" (1993), to w pewnym stopniu podchodzą już pod mocny Heavy Metal. Robiąc przekrój twórczości Allin'a, to nie bał się on eksperymentów. Również wizualnie. Znana jest historia, że się potrafił ze swym zespołem przebierać się za baby, po to, aby właściciele klubów się nie pokapowali, kto tak naprawdę będzie za chwilę grał.
"Eat My Fuc" (1984) reprezentuje Hardcore i jest protoplastą pod-stylu "Pigfuck" (nie pytajcie co to jest, taki opis widziałem w necie). Numer "Suck My Ass It Smells" z płyty "Freaks, Faggots, Drunks & Junkies" 1988 przywodzi już na myśl Grindcore, co przestaje dziwić, jak się człowiek dowie, że jego ówczesna kapela (Bulge), składała się z ludzi, którzy grali na co dzień w Psycho / Gonkulator i współpracowali z Nasum. "Suicide Sessions" (1991) prezentuje Noise Rock + wczesny Sludge Metal, a "War in My Head - I'm Your Enemy" (1993) to z kolei Sound Collage / Spoken Word / Industrial. Z lżejszych klimatów, pojawia się muzyka Country (?) na pośmiertnie wydanym "Carnival of Excess" (1995). Jeśli chodzi o produkcję, to bardzo blisko mu było do mentalu Black Metalowców. Kto wie, może gdyby pożył dłużej, to by zaczął palić kościoły i słuchać norweskich zespołów? Zresztą, jak będziecie szukać coverów GG Allina, to bardzo dużo wam się wyświetli Metalowych wersji.
Allin'owi zmarło się w połowie 1993 r., gdzie po jednym z koncertów poszedł z ekipą na domówkę. Coś tam sobie przyćpał, popił whiskey i siadł gdzieś w kącie i złapał zgona, który okazał się być śmiertelny. Miał tylko 37 lat. Można się tylko dziwić, że wcześniej nie wykorkował, patrząc na jego styl życia.
Chciałbym zaznaczyć, że to jest tylko czubek góry lodowej, bo materiału i historii o Allinie jest bardzo dużo i mógłbym tak sobie pisać i pisać jeszcze długo. Jak ktoś ma odwagę, może sobie obejrzeć "Hated: GG Allin and the Murder Junkies" z 1993 r. (jest na youtube) - tylko uwaga, bo dość często się tam pojawiają męskie siusiaki, tak więc, żebyście byli świadomi czym ryzykujecie. Ja w każdym bądź razie nie wiedziałem. Na szczęście dla oczu, Allin miał mikropenisa od ciągłego zażywania kokainy i heroiny (czasem naraz).
Innymi artystami typu "scumfuc" byli m. in. Dwarves, czy The Mentors (choć ci bardziej się określali mianem "Kings of Sleaze"). Ale chyba nikt nie może się równać zarówno szaleństwu Allin'a, jak i ogromu jego materiału, który zdążył nagrać. Do "fanów" GG zaliczali się inny performerzy, jak Gwar, ale również, uwaga, uwaga, Kurt Cobain i jego żona Courtney. Ba, jest anegdota, że Kurt odwiedził GG w więzieniu z kumplem, po czym GG wziął ich za męskie prostytutki, które chcą mu zrobić loda (był tym zresztą zainteresowany). Klawisze więzienni jednak się wtrącili i przerwali zdarzenie. Z drugiej strony, pojawiały się też i głosy, że wiele z jego wybryków było stricte pod publiczkę i gdy nagrywał płyty, to był zaskakująco profesjonalny i... trzeźwy?
Na ile był to eksperyment społeczny i prowokacja, to można domniemywać, gdyż istnieją również nagrania wideo, gdzie Allin potrafił być nad wyraz uprzejmy i miły dla ludzi. To co chyba w tym wszystkim najważniejsze, że co by o nim nie mówić, żył jak chciał i był naprawdę autentycznie wolny. Podejrzewam, że jakby nie zmarł od nadmiaru używek, to i tak by go pewnie prędzej czy później dorwał urząd podatkowy. Co dziwne, FBI uważa, że GG Allin nigdy nie istniał i był fabrykacją, tak więc robi się już w ogóle kuriozalnie i komediowo.
Miałem odpowiedzieć na zadane pytanie w pierwszym akapicie - po co w ogóle o nim pisać? Można filozofować, że GG ukazuje obleśną i do tego prawdziwą twarz Ameryki. Że uczynił ze swojego życia sztukę. Ale byłoby to zbyt pretensjonalne. Sama muzyka po prostu bardzo mi odpowiada i niekoniecznie też traktuję jego teksty na poważnie, czy też zwracam uwagę na jego tzw. "przekaz". Może i jestem już znieczulony dzięki słuchaniu Death Metalu od ponad 20 lat, ale też zbyt wiele widziałem, aby to robiło na mnie wrażenie.
Niemniej jednak, na jego koncert raczej bym się nie udał
Co mi się natomiast podoba, to pewien luz i pojawiające się Metalowe aspekty jego muzyki, bo w pewnym stopniu GG Allin wychodził na przeciw oczekiwaniom i zmianom, jakie następowały w muzyce i nie tylko w Metalu. Nie muszę przypominać o cudakach z The Prodigy i to jak oni się prezentowali, ale faktem jest, że lata '90 były pewnym ewenementem w muzyce popularnej, gdyż rządziła szeroko rozumiana alternatywa. Samego zaś Allin'a można uczciwie określić mianem ostatniego, prawdziwego "Króla Rock'a".
Komentarze
Prześlij komentarz