DECONSTRUCTING: SEPULTURA - BLOOD-ROOTED
Zastanawiałem się, o czym chcę napisać? Mało Sepultury na blogu, to stwierdziłem, że trochę sobie rozbiorę na części tą nieco zapomnianą kompilację rarytasów. Bo Sepultura, to jest pełna kultura. I troszkę opowiem z własnej perspektywy, więc będzie nieco gawędziarsko i dużo subiektywności.
Zabawne na pewno dla mnie jest to, że dzisiaj tego typu naciąganie na kasę bym ocenił zgoła negatywnie, ale 20 lat temu, to wydawała mi się to niemała gratka. No nie ma to jak cofnąć się w czasie. Ziiiup.
Kompilacja dzieli się mniej więcej logicznie - Covery, wersje próbne, remix, odrzut i nagrania koncertowe. Takich prawdziwych rarytasów to niestety tutaj nie ma, bardziej należy szukać na specjalnej edycji jubileuszowych "Roots", które miały kilka nagrań z prób, które zawierały różnorakie riffy, niektóre użyte, a niektóre odrzucone. Tu mamy bardziej zbiór numerów, które pojawiały się na singlach, ale nie zamierzam się bawić i mówić, co z jakiego singla pochodzi, bo to strata czasu i mało to kogo obchodzi.
- Procreation (of the Wicked) (Celtic Frost cover) - na tamtym etapie, już mniej więcej wiedziałem, kto to jest Tomek Wojownik i miałem świadomość tego, jak bardzo jego postać jest ceniona w podziemiu. Ale jeszcze nie miałem jego płyt i twórczości, co jednam miałem w ciągu następnych lat naprawić. Tłusty riff, tłusty bas, ale generalnie dobrze oddaje pierwowzór, aczkolwiek gdy w końcu usłyszałem oryginał, to trochę się zdziwiłem, bo wersja Sepultury jest nie tylko krwawsza i bardziej drapieżna, ale również szybsza
- Inhuman Nature (Final Conflict cover) - niezwykle udany cover kompletnie anonimowego dla mnie zespołu. Co prawda, po latach próbowałem coś ich przesłuchać, ale muszę przyznać, że niespecjalnie mi się spodobali. Ba, jest to na tyle dobra przeróbka, że uważam iż Sepultura ukradła ten numer dla siebie i spokojnie mogliby go podpisać swoim imieniem i nikt by się nie skapnął, że to cover. I choć Sepultura od samego początku miała podobne ciągoty do opisywania brutalnej rzeczywistości, nie ma wątpliwości, że ten numer mógł ich zainspirować do nagrania płyty "Chaos AD".
- Polícia (Titãs cover) - Titas to jest jakby nie patrzeć, klasyk w Brazylii, trochę nieco jak "Oddział Zamknięty", czy "Lady Pank" w Polsce. Oryginalna wersja generalnie jest pokoleniowym hymnem, ale reszta świata niekoniecznie musi o tym wiedzieć. Sepultura oczywiście zagrała to lepiej i w jakimś stopniu jest to leitmotif, że grupa doskonale odnajduje się w graniu Punk'a.
- War (Bob Marley cover) - a tutaj mamy coś zgoła odmiennego. Wersja Sepultury ma bardzo mało wspólnego z oryginałem, to wręcz brzmi jak nowe dzieło, oparte na motywach starszej wersji, niżli cover. Co jest jednak ważniejsze, słychać skąd się pojawiły te wszystkie dziwne eksperymenty na "Roots", a przynajmniej w niektórych kwestiach. Zamiast typowego riffu, mamy tzw. technikę pisku gitarowego, którego używał m. in. KoRn, czy RATM. To oczywiście ma swoją nazwę (pinch harmonics?), ale jest to bardzo znamienne dla lat '90. Grupa tworzy słuchowisko, gdzie wersy są wypowiadane megafonem, a agresywnie się robi dopiero w refrenach. Dostajemy też nieco brazylijskiego folkloru pod koniec. Dla wielu ludzi będzie to gówno, ale mnie osobiście to bardzo fascynowało, bo bynajmniej nie jest to standardowy numer.
- Crucificados pelo Sistema (Ratos de Porão cover) - RDP to kumple Sepy, którzy kręcili się za nimi jak kupa w gaciach. Numer ten wydaje się być oczywistym wyborem, gdyż jakby nie patrzeć, debiutancki album Ratosów jak najbardziej jest klasykiem samym w sobie. I też trzeba oddać, że Sepultura miała talent do czynienia coverów "swoimi", zamiast nudnego powielania oryginału, jak to ma zazwyczaj miejsce.
- Symptom of the Universe (Black Sabbath cover) - zapewne ciężko w to uwierzyć, ale blask Black Sabbath nieco przygasał w latach '80 i '90, w dużej mierze z powodu niestabilnego składu, który zmieniał się z płyty na płytę, jak i też chyba braku chęci management'u, do promowania klasyki, gdyż Led Zeppelin i Deep Purple nie mieli tego problemu. Aby więc nieco przypomnieć światu geniusz B.S., stworzono tribute "Nativity in Black" w 1994 r., gdzie m. in. pojawił się Type O' Negative, Megadeth, Biohazard, Therapy? i Faith No More. Sepultura nieco poszła na łatwiznę, gdyż dużo chętniej bym usłyszał "Sweet Leaf", albo "War Pigs". O ile poprzednie covery wyszły naprawdę dobrze, czasem doskonale, tak tutaj mamy raczej skuchę. Sepultura nigdy nie grała Doom Metalowych riffów i to słychać, bo nawet jeśli "Symptoms" jest proto-Thrashowy, to wciąż ma ten charakterystyczny ciężar, przez to jakoś ta wersja nie brzmi zbyt najlepiej, a raczej sprawia wrażenie wymęczonej.
- Mine - odrzut z Mike Patton'em na wokalu. I tu słychać echa eksperymentów przy coverze Bob'a Marley'a. Bo jest to dość podobny numer, z podobnymi patentami. Jak to też w ogóle nazwać? Slow Jam Metal? Co udało im się wcześniej, tu już niekoniecznie daje rade. Numer raczej mało ciekawy
- Lookaway (Master Vibe mix) - alterantywny remix numeru "Lookaway" z "Roots". Mianowicie, mniej plemienny, mniej Metalowy, a bardziej Trip Hopowy. I po raz trzeci właśnie dostajemy Slow Jam. I gościnnie wokalista KoRn i DJ Lethal.
- Dusted (demo)
- Roots Bloody Roots (demo) - wersje demo numerów znanych z "Roots". Różnią się przede wszystkim jakością nagrania, mniejszą ilością efektów, overdubs, mniejszą ilością solówek i bardziej szorstkim, niedoszlifowanym wokalem. "Dusted" nawet jest chyba lepsze od wersji albumowej, ale "Roots" już nie daje tak bardzo rady.
- Drug Me (Dead Kennedys cover) - ło jej, gdzieś się zapodział jeszcze jeden cover. Jello Biafra coś tam kumał się z Sepą, więc nie dziwi fakt, że zrobili mały hołd. Po raz kolejny Sepultura udowadnia, że doskonale radzi sobie z graniem Punk'a.
- Refuse / Resist (live)
- Slave New World (live)
- Propaganda (live)
- Beneath the Remains / Escape to the Void (live)
- Kaiowas (live)
- Clenched Fist (live)
- Biotech Is Godzilla (live) - reszta płyty to nagrania typu Live. Sepultura poza tym, że umie w covery, to również bardzo naturalnie brzmi na żywo, mimo efekciarstwa studyjnego. Zresztą, polecam ostatni koncert Max'a z Sepą, wydany jako "Under a Pale Grey Sky". Niekoniecznie są to lepsze wersje, ale różnią się na tyle, że warto je posłuchać. Można też zauważyć, które elementy był ważne dla zespołu, aby je eksponować na koncercie, a jakie fragmenty zbywali, zwłaszcza przy combosie "Beneath ... / Escape". Styl Sepultury ulegał ewolucji na przestrzeni lat i przez to te starsze numery brzmiały już nieco inaczej, w swej odświeżonej wersji. Chyba tylko "Kaiowas" zdaje się być zbędny, bo najmniej się różni od wersji studyjnej, choć też rozumiem dlaczego został wybrany - wszak był to niecodzienny, akustyczno-plemienny utwór. Ogólnie, Sepultura nie nudzi swymi koncertami, jak wiele innych zespołów Metalowych.

Komentarze
Prześlij komentarz