Anatomia USA: Left To Die

 

Wyjątkowo będzie więcej materiału w tym tygodniu. Ale wydarzyło się kilka rzeczy, które mnie sprowokowały do wypowiedzi. I muszę je wypuścić teraz!

Jak byłem dzieciakiem, który gówno wiedział o życiu, to lubiłem sobie robić własne kompilacje pod nowymi nazwami. Bardzo dużo robiłem tego typu rzeczy z Nirvaną, bo mieli mnóstwo niepublikowanych numerów, które nigdy nie wyszły. Uwielbiałem robić to z Bjork. A ostatecznie, pamiętam, jak próbowałem to zrobić z Death i Schuldinerem.

Zastanawiałem się, jakby wyglądał pierwszy album Death przed Scream Bloody Gore, gdyby Chuck miał kasę i możliwości. Pamiętajcie o tym, że on miał nadmiar materiału, ograniczał go brak kasy i niechęć wytwórni. Musiał czekać ze 3 lata, zanim Monte Conner (swoją drogą, ten sam koleś, który odkrył Sepulturę) walczył o wydanie debiutu Death. Uważam, że Monte Conner jest niedocenionym bohaterem Death Metalu, bo walczył o artystów, o których nikt inny normalny nie dbał. To właśnie on stworzył popyt na Death Metal. Tu jest jego zdjęcie, na pamiątkę:

 Chwała na wieki wieków, buziaczek się należy

Moja "własna" wersja pierwszego albumu Death się nieco różniła. Po pierwsze wziąłem jakąś darmową okładkę bootlega Death. Nazwałem to chyba Witches Bells.

Coś w tym klimacie, tylko tam jeszcze był cmentarz w tle.
 
Dobór tracków był ten sam, tylko inna kolejność, bo jakby nie patrzeć, jestem fanem Death i zależało mi na różnicowaniu tempa i napięcia. Taki "Archangel" znałem głównie z wersji Atrocity, z ich drugiego albumu "Todesehnsucht" (pragnienie za śmiercią), więc dałem go bodajże jako trzeci, po "Legion of Doom". Ale główna różnica była u mnie taka że u mnie jeszcze był ten numer "Grandma's Revenge". I nie było "Slaughterhouse", bo to był numer napisany dla Slaughter, podobnie jak "Corpsegrinder" był numerem Massacre. Taki tam szczegół. Ale cała reszta się zgadza. Gdy wyszła kompilacja demówek Death pod nazwą Mantas, byłem rozczarowany, bo to była tylko jedna płyta, a powinien był wyjść box set z 8 CD.
 
Jest jak jest - nigdy nie ma tego co chcesz. A rzeczywistość kruszy twoje marzenia.
 
Ale wyobraźcie sobie moje zdziwienie, gdy całe moje kujońskie miazmaty się urzeczywistniły w postaci tego projektu. Powiem uczciwie - jestem Za. Ale pod warunkiem, że jest to jednorazowa rzecz. Jeśli oni dalej chcą funkcjonować, to nie ma takiej opcji. Już Gruesome okazał się być niewypałem, choć ja oceniam ich pozytywnie i będę ich bronił. Bo taki ze mnie fanatyk stylu Schuldinera.
 
W każdym bądź razie, cieszmy się, bo dostaliśmy faktycznie "Ground Zero" album. Potwierdzam to swoimi badaniami.
 
To samo próbowałem zrobić z Metallicą, Slayer, wszystko oparte na demach. Wyobrażałem sobie też Acid Drinkers (pod nazwą Los Desperados, kiedy to Titus growlował i grali wesoły Death Metal - III Wojnaaaa), oraz Vader, gdyby wydał ich Metal Mind w 1985 r. (miałem namalowaną okładkę przeze mnie z byczym szatanem jedzącym ludzi, inspirowanym starym filmem z lat '30 XX wieku - na podstawie Fausta, oraz tracklistę - dużo czerni i błękitno-złocistego tła, niestety nie przetrwało i mam ochotę sobie zadać kopa w odbyt za to, bo to byłby zajebisty temat na post)
 
Ale fakt faktem, fajnie jest czasem sobie wyobrazić kultowy zespół sprzed pierwszej płyty. I w przypadku Death jest przynajmniej ku temu podstawa. Czekam na re-edycję "Fuck of Death" od Slaughter, która będzie zawierała nagrania Slaughter, kiedy to Chuck był członkiem tego kanadyjskiego zespołu. To się musi wydarzyć, to tylko kwestia czasu.

W każdym razie, że to wyszło, to jest jakieś podsumowanie amerykańskiej kultury, albo jej braku, albo jej desperackiej próby bycia na topie, choć żyjemy w 2026, a nie w 1996. Ameryka co prawda, straciła siłę imponowania, choć ciągle jeszcze finansowo stoi. Jeszcze.

W każdym bądź razie, jeśli to jest jednorazowa zabawa - BRAĆ. A jak będą kombinować, w co wątpię, to należy im powiedzieć: "Wuppertaler." W każdym bądź razie, DZIĘKUJĘ SZCZERZE ZA TE NAGRANIA.

_______________________________________

Okładka Vader była wypadkową tych dwóch, bo się tym inspirowałem. Nie pamiętam, jaki nadałem tytuł pierwszej płycie Vader, ale chyba było to "Tyrants of Hell". Wśród numerów znajdował się "Metalowy Kot", czy "Necropolis", zanim to nagrali ponownie na którejś z płyt. Ogromna szkoda, że Vika nigdy nie nagrał nic na pełnoprawnej płycie Vader. I myślę, że chyba sam Peter tego żałuje.

Komentarze