Metal Cinema: Carry the Darkness (2025)

 

Dawno nie było o filmach i trzeba trochę nadrobić.

"Carry the Darkness" z 2025 to dość niszowa produkcja, o której mało można coś znaleźć w sieci, poza oficjalną stroną promującą film. Choć nie jest to wysokobudżetowa produkcja, to wypełnia ona minimalne standardy i zrobione jest wystarczająco profesjonalnie. Za film nie odpowiadają duże wytwórnie, a zdaje się, pasjonaci gatunku.

Kreśląc fabułę, również nie jest ona wyszukana. Mianowicie, mamy rok 1993. Typ o imieniu Travis Baldwin jest takim nieco casualowym Metalem, w tym sensie, że lubi ten gatunek, ale nie obnosi się też jakoś specjalnie z tym (bardziej wygląda na punkowca). Lubi sobie słuchać na walkmanie Slayer, lub Possessed, przechadzając się po opuszczonych miejscach i lasach (a tego w USA jest piekielnie dużo).

Oczywiście, nie byłoby tematu do filmu, gdyby nie wplątał się on w jakąś kabałę. W jego mieścinie dochodzi do tajemniczych morderstw, które sprawiają wrażenie rytualnych, co w oczywisty sposób rzuca podejrzenie na słuchaczy ciężkich brzmień. Sam Travis zaczyna mieć zresztą wątpliwości co do siebie samego, gdyż przydarzają mu się niepokojące rzeczy, łącznie z jego odbiciem w lustrze, toczącym z nim kłótnię. Czyżby grasowała jakaś bliżej nieznana, diabelska siła? Co też uda się odkryć Travis,owi? Na to pytanie odpowiedź przyniesie seans filmowy.

Nie unikniemy klasycznych archetypów postaci, jak szkolni bykowce, telewizyjni ewangeliści, oraz małomiasteczkowa nuda i brak perspektyw, choć jest to bardziej odbębnione, na zasadzie, żebyśmy nie zapomnieli, że nasz bohater i jego kumple są wyrzutkami, niż żeby się pastwić nad tymi stereotypami. I na szczęście, film woli się skupić na budowaniu napięcia i bawieniu się z widzem, poprzez wplątanie wątków paranormalnych.

Z drugiej strony, trudno jest się oprzeć wrażeniu, że reżyser wykorzystał Heavy Metal bardziej jako rekwizyt, niżli pełnokrwiste odniesienie, czy studium subkultury. Postacie równie dobrze mogłyby sobie słuchać Techno, czy Rapu i kompletnie niczego by to nie zmieniło ani w fabule, ani w wymowie filmu. Niemniej jednak, mimo wszystko props, że akurat wybrał Heavy Metal. 

Natomiast największą wadą tego dzieła jest to, że ani z niego kryminał / Thriller, ani tym bardziej horror. Nie ma jakiś zwrotów akcji, fabuła się ciągnie niemiłosiernie i strasznie się dłuży. Nie ma wybitnych scen, a same postacie są nieciekawe. Główny bohater nie ma w sobie za grosz charyzmy i zdaje się być protagonistą z przypadku.

Reasumując i kończąc, film nie wciąga i nadaje się tylko do puszczania w tle. I trzeba mieć to na uwadze, zanim się zdecydujecie, czy go chcecie oglądać. Mi jakakolwiek rekomendacja przychodzi z dużym oporem.

 

ADDENDUM: 

*** 

Doskonałym dla mnie smaczkiem był mały easter egg, jakim jest parodia gry Mortal Kombat, w którą gra główny bohater na początku filmu. Jest to o tyle mądre puszczenie oka, gdyż to właśnie gry komputerowe miały poniekąd przejąc pałeczkę po muzyce, jako głównego deprawatora młodzieży.

*** 

Ważnym kontekstem dla filmu, jest tzw. zjawisko "Satanic Panic", który choć nie jest w ogóle egzaminowane, czy specjalnie poruszane, ale stanowi ważne tło dla filmu. Co prawda, kojarzę, że omawiałem to zjawisko przy okazji innego filmu, ale nie zaszkodzi jeszcze raz poruszyć ten temat.

Swe największe szaleństwo, "Satanic Panic" miało w latach '80, i podobno też w '90, choć my w Polsce bardziej zmagaliśmy się z problemami sekt i piramidami finansowymi typu MLM. Inna sprawa, że w latach '90 Metal i Alt Rock królował u nas wśród młodzieży (w przeciwieństwie do USA i reszty Europy). Dlatego też niekoniecznie rok 1993 jest wg mnie fortunnym wyborem przez twórców. Zdecydowanie bardziej pasowałyby tutaj lata 1985-1989. Ale to tak na marginesie.

Co to więc było "Satanic Panic"? Moralna krucjata, która przerodziła się w teorię spiskową. Aczkolwiek, w związku z obecnymi wydarzeniami, związanymi z Aktami Epst*ina, to zapewne już niekoniecznie jest to teoria spiskowa. W dużej mierze, społeczeństwo podejrzewało bliżej nieokreślone elity i grupy społeczne o składanie ofiar z dzieci dla szatana, tudzież prowadzenia grup okultystycznych mających za zadanie zniszczyć USA. Jest to obszernie opisane w wikipedii.

Amerykanie, jak to mają w swoim zwyczaju, skupili się przede wszystkim na religijnym aspekcie, chcąc nie chcąc, skupiając się na cenzurowaniu książek, filmów, oraz muzyki. Z tego też względu, ocenia się ten ruch jako kolejne histeryczne polowanie na czarownice.

Choć trzeba przyznać, że oliwy do ognia dolali fani Slayer ze swymi patologicznymi zachowaniami, oraz niedoszłe samobójstwo fana Judas Priest, które uczyniło z niego kalekę na całe życie.

Komentarze