Anatomia FRA: Benighted
Z cyklu "napiszmy coś o jakimś bardziej popularnym zespole", stwierdziłem, że czemu nie. Akuratnie trafił w moje łapska ostatnio grupa, która miała dla mnie niemałe znaczenie, a którą jednocześnie omijałem zakupowo przez ostatnie lata, z przyczyn logistycznych. Panie i Panowie, przed wami BENIGHTED, prawdopodobnie najbardziej znana kapela z Francji. A przynajmniej pierwsza nazwa, która kojarzy się ludziom.
Czy zasłużenie? Tak. I oczywiście, każdy koneser wie, że Francja to jest tzw. wielka czwórka, czyli "Loudblast, Massacra, Mercyless, Agressor". Ktoś jeszcze, kto się zna na rzeczy, bąknie o Suppuration. Ale tak poza tym, to o dziwo Francja, choć ma naprawdę pokaźną ilość zespołów, to bardziej jest znana jako kraj wytwórni Osmose i Season of Mist (Benighted zaliczył oba), niżli jako kraina kapel Metalowych. I to mimo, iż mieli własne Black Metal Circle, w postaci LLN.
Natomiast, nie o tym dzisiaj będzie temat. Choć Benighted istniał już od 1998 i nagrał wiele płyt, to dopiero ich szósta (!) pozycja, czyli na powyższym obrazku, "Asylum Cave" z 2011 zwróciła na siebie uwagę szerszemu gronu. Dlaczego tak? Transfer do wspomnianego Season of Mist, który zapewnił lepszą promocję, lepsze festiwale, klipy, itp. itd. Zresztą, w tej stajni, Benighted funkcjonuje do dzisiaj.
Mając pamięć jak słoń (a także wszystko inne, łącznie z delikatnością), kojarzę te starsze recenzje i opinie odnośnie tej kapeli z tamtego okresu. Ja już coś znałem od nich wcześniej, za sprawą całkiem udanego "Icon" (czyli ich poprzedniej płyty w kolejce) z 2007 r. i byłem nieco zaskoczony (i trochę też zdegustowany poziomem prasy Metalowej), jaki "hype" owy zespół zaczął nagle zbierać. Jeśli można mówić o tzw. "Flavor of the month" (album miesiąca?), to "Asylum Cave" zdecydowanie nim był przez jakiś czas.
A dla mnie wtedy, ten album to była bomba. Zresztą, wciąż jest. Bo czymże też prezentuje się Benighted? No właśnie. Gwoli ścisłości, zaczynali jako rasowa kapela Black / Death i ich pierwsze dwa dokonania mocno odbiegają od późniejszych. No właśnie po raz drugi. Bo Benighted preferuje szkołę Brutalnego Death Metalu. Z oczywistymi wpływami Deathgrind. A ja raczej unikam takich klimatów, bo mnie najzwyczajniej w świecie nudzą na tyle, że ucinam komara, jak słyszę coś z Unitted Guttural, lub Unique Leader. I dlatego też, kapela niebędąca stereotypowo brootalna dla brutalności, a umiejąca balansować elementy, sprawiła że przesłuchałem ich więcej niż jeden raz.
Dla tzw. prawilniaków, którzy uwielbiają Brutalny Death Metal typu Gorgasm, Deeds of Flesh, Guttural Secrete, nazwanie Benighted "brutalnym" zapewne zakrawa o pewną profanację. Bo cóż to za brutalny zespół, który używa "melodii", riffów, posiada wyraźny "Groove", a także ma zwrotki / refreny? I jakby tego było mało, klarowna produkcja, zamiast walenia w deski klozetowe. Brak wokalu brzmiącego jak zarzynana świnia, a zamiast tego podział na Deathcore i nisko-skrzeczący, rytmiczny krzyk. Oraz eksperymenty stylistyczne, ale nic radykalnego. Ot, takie małe drobiazgi dla smaczku.
Konceptualnie, Benighted też miał swoiste okresy. Początkowo zajmowali się zdrowiem psychicznym i instytucjami, które zajmują się leczeniem chorób umysłowych. Po przejściu do majorsa, przeszli na dość osobliwą historię dziecka jak z filmu "Gatunek" ("Species"), które rodzi się, dojrzewa i na ostatnim albumie "Ekbom" (2024), zaczyna nabierać kształtu i transformuje się w coś niebezpiecznie Lovecraft-iańskiego. To oczywiście wynika z tekstów i muzyki, a nie zawsze jest to spójne z oprawą graficzną. No niemniej jednak, jakiś pomysł na siebie zespół ma.
Uczciwie mówiąc, za najlepszą płytę Benighted uważam niepodważalnie "Necrobreed". Sentyment jednakowoż domaga się uznania "Asylum Cave", jako tego przełomowego krążka. Przez wiele lat nieco ich omijałem, bo mieli obszerną dyskografię, a do tego jeszcze będąc wydawanym w dużej firmie, nie należeli do najtańszych. Czasy się zmieniają, przychodzą promocję i cap, można coś zgarnąć po taniości, hurtowo.
Przyznam też szczerze, że mam podobny dylemat z belgijskim Aborted, ale na dzień dzisiejszy nie ma jeszcze szans, abym dał radę ich dźwignąć. Może kiedyś? W przypadku Benighted zajęło mi to "tylko" 15 lat. Ja natomiast polecam, bo muzyka, choć w oczach prawilniaków będzie klasyfikowana jako "Brutalny Death dla lamusów", to jednocześnie, uczciwie mówiąc, dużo bardziej doceniam grupę, która się ewidentnie stara zrobić coś ciekawego, co nie ucieka z głowy. I ja rozumiem, że niektórzy chcą być zmasakrowani dźwiękami. I bynajmniej ekipa się nie ociąga z szybkością i brutalnością. Natomiast warto docenić, jeśli jeszcze coś zostanie w głowie. Dlatego też zawsze będę cenić Toxic Bonkers bardziej od Antigamy.
Za talent do pisania kompozycji.
FIN DE SIÈCLE

Komentarze
Prześlij komentarz