Anatomia RUS: Mortifer

 

Part of 2 of an analysis of music in the context of culture, and history. Until I find enough time and patience to properly translate it, please use googletranslate if you're curious about the content. 

Pisanie dzisiejszego posta przyprawiło mnie o niemały ból głowy. Sponsorem moich dzisiejszych przemyśleń jest APAP.

_____________________  

To co świat nazywa Rosją to jest tak naprawdę Moskwa + podbite przez nich tereny. Moskale przywłaszczyli sobie prawa autorskie do nazywania siebie Rusią i w jakimś stopniu, tego typu podejście dobrze oddaje ich schizofreniczną mentalność. Bo jako naród, potrafią być zarówno bezinteresowni, jak i chciwi. Umieją być przyjaciółmi na zabój i rozmieniać przyjaźń na drobne. Potrafią zachowywać się głupio jak but, a innym razem prezentować głęboką mądrość życiową. Dziwny jest ten naród rosyjski, tak bardzo pragnący być wielkim, a mający głębokie kompleksy, ukazujące ich małość. Niejednokrotnie oskarżają inne narody o to, co sami chętnie robią. Wschód można często podsumować jako "spoko ludzie, gówniany rząd". Brzmi trochę znajomo, nieprawdaż?

Sama rosyjska literatura potrafi być bardzo wymagająca i trudna w odbiorze. Wiele razy zabierałem się do lektury "Doktora Żywago" i ponosiłem wielokrotnie klęskę. Ten kompletny słowotok, biegunka myśli, mnóstwo postaci przewijających się średnio na stronę. Wątki, które nie są od razu rozwijane, ale stopniowo przewijają się przez książkę. Oddaje ona jednak bardzo dokładnie chaotyczną, rosyjską duszę. Za "Wojnę i Pokój" już się nie brałem, a "Mistrza i Małgorzatę" dotrwałem tylko do połowy. Mnogość opisów i nieprzerwane, niekończące się dysputy filozoficzne potrafią normalnego człowieka wykończyć.

Za młodziana, ceniłem sobie natomiast twórczość Dostojewskiego, a "Zbrodnia i kara" wciąż jest dla mnie jedną z najważniejszych książek wszech czasów. Tym bardziej było mi przykro, jak się później dowiedziałem o tym, jak bardzo negatywny stosunek do Polski i Polaków miał Dostojewski. Aleksander Puszkin, który zazdrościł Mickiewiczowi, a który miał przetłumaczyć jego twórczość na rosyjski,  ostatecznie się wydygał, bo albo nie potrafił zmierzyć się z twórczością Mickiewicza, albo się bał więzienia, do którego i tak w końcu trafił. Niemniej jednak, jego styl, mocno wzorowany na naszym wieszczu, stał się esencją ruskiej poezji.

Rosja to jednak nie tylko książki. To również filmy, takie jak "Stalker" z 1979 r., które potrafią być przepiękne filozoficznie i uderzyć w samą istotę duszy. Kinematografia rosyjska w równym stopniu odzwierciedlała te same zalety i przywary, co ich literatura. Serial o Stirlitzu przeszedł do popkultury polskiej jako mem, za sprawą skomplikowanych wynurzeń głównego bohatera i zaprezentowany sentymentalizm. Melancholia, refleksja, zaduma. I bezwzględne posłuszeństwo wobec Cara. To są główne cechy, które charakteryzują Rosję.

Bo jest też i druga strona. Kraina szpiegów, obłudy, terroru i ucisku. Miejsce kaźni i więzienie narodów, nie tylko polskiego, którego relacje z rosyjskim żywiołem były eufemistycznie mówiąc, "trudne". Najbardziej trafnym porównaniem, jakie widziałem, porównywało Rosjan do męża alkoholika, który znęca się nad rodziną, po czym jak wytrzeźwieje, przeprasza i obiecuje, że to już ostatni raz. Największą ofiarą Rosji jednak nie są Polacy, Ukraińcy, czy ktokolwiek inny. Największą ofiarą Rosji są sami Rosjanie. Bo i krzywda, którą sobie wyrządzają, zostawiła po sobie pokoleniowe ślady, wręcz dziedziczone z ojca na syna.

Jako dziecko, bałem się Rosji, bo kojarzyła mi się z mrocznym miejscem (wręcz Mordorem), bez słońca i braku poszanowania życia ludzkiego. Jako dorosły człowiek, dalej się boję tego kraju i zdaję sobie sprawę, że prędzej czy później, ale zapewne dojdzie do kolejnego zwarcia między naszymi państwami. To zdaje się być nieuchronne, jak Kain i Abel. Mój ojciec powiedział mi raz, że Rosjanie są w głębi ducha dobrymi ludźmi, ale że ta ich dobroć jest wykorzystywana przez rządzących nimi tyranów. Czy miał rację? Czy może też był naiwny? Bo jak by nie patrzeć, tyrani odzwierciedlają ambicje ludu i ich narodowy charakter.

Zresztą, warto sobie przypomnieć twórczość Gustawa Herlinga-Grudzińskiego i jego słynną książkę "Inny Świat". Jak mało który twór literacki, ukazywał zderzenie się szlachetności z brutalną, obozową rzeczywistością. Mało co mną aż tak mocno wstrząsnęło.

_____________________ 

Jako reprezentanta Rosji wybrałem sobie Mortifer, a na okładkę wziąłem re-edycję ich demówki "Бессмысленная война" z 1991 r., co można luźnie przetłumaczyć jako "Bezsensowna Wojna". Jest to bardzo wymowny tytuł i wiecznie aktualny, jeśli chodzi o działania polityczne Rosji, która jest w wiecznym konflikcie ze wszystkimi i nie potrafi żyć z nikim w zgodzie.

Mam stosunkowo proste modus operandi, jako meloman - gdy coś mi się rzuci w uszy, to sobie potem sprawdzam to etapami. Jeśli dana grupa przejdzie pomyślnie wstępny etap, idę dalej i patrzę się, kto wydał dany album i wtedy słucham sobie dyskografii danej wytwórni (stąd też seria "Labels Spotlight", jeśli któraś stajnia miała sporo wartościowego materiału). A zwłaszcza, jak miała ona na koncie mnogo re-edycji, bo umówmy się, te najbardziej fascynujące płyty powstały w XX wieku.

Tak też i było w przypadku rosyjskiego Metal Race, czyli wydawcy Mortifer. Miałem na nich zajawkę, a że dużo z ich produktów można było nabyć w granicach 20-30 zł, to dość szybko stałem się posiadaczem niemałej kolekcji Metalu z kraju (Ras)Putina. Miałem już wcześniej jakąś wiedzę odnośnie ruskich klasyków, dzięki mojej wytrwałości połączonej z ciekawością, ale muszę przyznać, że do dziś nie ma ani jednego rosyjskiego zespołu, którego oceniałbym równie wysoko co chociaż takich drugoligowców, jak Atrophy, Brutality, czy Seance. Odkrywanie danego kraju poprzez zespoły jest bardzo edukacyjną metodą. W ten sposób udało mi się rozgryźć esencję wielu państw, jak Austria, Anglia, Francja, Meksyk, itp. itd. Każdy kraj ma swoją specyfikę, a w przypadku Rosji, istnieje silne zamiłowanie do klasycznego Heavy Metalu i motocykli, bo takowy klimat dominuje w rosyjskiej muzyce Metalowej.

Rosjanie co do zasady, lubią małpować trendy z zachodu, żeby podnieść swój status społeczny, ale prawda jest taka, że oni chyba kompletnie nie rozumieją naszej europejskiej mentalności. Dobrym przykładem były zespoły jak Necrocannibal, czy Anal Pus, których jedyne płyty były chamską kalką (żeby nie powiedzieć, kradzieżą) znanych riffów, ale mocno podlanych wódką (oj, słychać to mocno) i okraszone rozbrajającą amatorką. Miałem wrażenie, jakby one były stworzone specjalnie w taki sposób, aby pokazać, że Rosjanie też tak potrafią.

Mortifer też nie unika banałów. Owszem, popełnili całkiem fajną płytę "Euthanasia" z 1993 r. (polecam), ale bądźmy szczerzy, łatwo było wyłapać ich inspirację, a sam album brzmiał, jakby powstał w 1987 r. "Bezsensowna Wojna", czyli bohater dzisiejszego posta, to jest próba grania śpiewanego Thrashu, ale ze względu na surowość i jakość brzmienia, niechcący to brzmi jak pseudo-Death Metal. Piosenki są nośne, rozbudowane i długie. Zespół hałasuje aż miło, tak jakby chcieli wykrzyczeć, wręcz wyrzygać swój cały ból, słuszny gniew i krzyk o sprawiedliwość.

______________________________ 

Lata, które przypadają na to demko, to upadek Związku Sowieckiego i jego przepoczwarzenie się w Federację Rosyjską. Rosjanie jednak dość szybko przypomnieli światu swą prawdziwą twarz, kiedy dokonali inwazji na Czeczenię, o czym swego czasu śpiewał również nasz rodzimy geniusz, Grzegorz Ciechowski. Serdecznie polecam przede wszystkim dokładnie pooglądać sobie wyprawy Michała Patera z Autostopem Na Koniec Świata, bo prawda o Rosji i demoludach, którą pokazał, jest nieoceniona i bezcenna. I o ile sami ludzie są niesamowicie gościnni, o tyle niestety, ale w kwestiach politycznych uruchamia się u nich sowieckie oprogramowanie i imperialne myślenie.

Ciekawi mnie, jakie zdanie miałby Mortifer o współczesnym konflikcie rosyjskim? Czy wciąż mieliby odwagę głosić swoje tezy? Istnieli oni stosunkowo długo, bo aż do 2008 r., a ich ostatni album "Cybernized" (2006) poruszał tematy historyczne i wojenne, choć bardziej ogólnikowo, bez konkretów. Sam jednak fakt, że przeszli na język angielski w jakimś stopniu określał ich preferowany mental, czyli ten bliższy Europy. I na dobrą sprawę, gdybym nie wiedział, że są z Rosji, to bym się raczej tego nie domyślił z samej muzyki. Natomiast warto pochwalić Grenouer (były Death Metal, który przeszedł na Alt Metal), a który przemianował się w trakcie ataku Rosjan na Krym na Gre-NO-War w ramach protestu. Zdaje się to jednak być wołaniem na puszczy.

Zdecydowanie się więc wyróżniali na plus i prezentowali większy profesjonalizm od swoich kolegów. Co najwyżej może jeszcze inna ekipa z Rosji, czyli Shah, była na równie wysokim poziomie. Bo co do zasady, ruski Metal cechował w przeszłości dziecięca naiwność i nieco olewackie podejście do wydawania płyt, do tego stopnia, że wiele z nich krążyło w obiegu nieoficjalnym (żeby nie szukać daleko, np. Guillotine, Voy, Prime Evil, czy Zelator). "Bezsensowną Wojnę" nazwałem demówką, choć utwory te nie były nigdy nagrane ponownie i są unikatowe dla tego wydawnictwa. Cholewcia, nie wiem też jak sam zespół zapatrywał się na ten materiał i jak go traktował. Nie odbiega on w każdym bądź razie od pełnoprawnych płyt.

Z perspektywy czasu, można też odnieść wrażenie, że Rosja była naprawdę blisko tego, aby wreszcie stać się cywilizowanym państwem, gdzie mogły panować normalne zasady, czego im wciąż życzę. Z drugiej strony, czego oczekiwać, jak za rządzenie bierze się były kagiebista o sowieckiej mentalności? Chciałbym, aby Rosja kiedyś potrafiła dojrzeć wewnętrznie na tyle, aby móc wziąć odpowiedzialność za samą siebie i swoje czyny. Ale do tego, musieliby się pozbyć swojego imperialnego myślenia, a na to myślę, że nie ma szans.

Mortifer stanowi jaśniejszą kartę tego, co Rosjanie potrafią zaprezentować i może szkoda, że właśnie na tym Rosjanie nie skupiają się bardziej, niż na bezsensownym wojowaniu. Pokładam nadzieję w Metalowych zespołach, zwłaszcza tych współczesnych, które chcą  przełamywać wszelkie bariery kulturowe i społeczne. To właśnie w Metalu tkwi siła, aby wyjść z umysłowej niewoli.

A na koniec, krótki film rosyjski, który swego czasu był popularny na polskim judupie. Jak ktoś nie widział, niech zobaczy.


 

Komentarze