Anatomia UKR: Hate Forest
Today, I will touch a very sensitive topic that might not be interesting abroad. Until I find enough time and patience to properly translate it, please use googletranslate, if you're curious about the content.
W Polsce to jest tak, że zawsze musisz wybrać jakąś stronę i musisz się za czymś opowiedzieć. Ja jednak mam mieszane odczucia i zawsze starałem się być sprawiedliwy w swojej ocenie. Mamy niestety ciągle jakieś skrajności, gdzie albo ktoś jest nazywany ukrofilem, albo ruską onucą. Ale politykę będę raczej pomijać o dziwo, choć takowych wątków nie zabraknie. Zdaję sobie sprawę, że się porywam z motyką na słońce i prawdopodobnie zrażę wiele osób do siebie.
Odrobina prywaty, żeby być dobrze zrozumianym. Mój dziadek pochodził z Brzuchowic, moja babcia ze Lwowa. Zostali wypędzeni i uciekali przed UPA (dziadka, który był wtedy w sumie dzieckiem, ostrzegli jego kumple z dzieciństwa, którzy byli Ukraińcami. Z tego co wiem, to te ukraińskie rodziny zostały zamordowane przez UPA za zdradę). Mój dziadek nie chciał opowiadać o tym, co widział. Raz się napił wódki i opowiedział mojemu ojcu o tym co widział z ukrycia, jak ukraińce rozerwali płód na żywca ciężarnej kobiecie. Mój ojciec nie chciał mi o tym opowiadać, bo podobnie jak dziadek, nie chciał mnie uczyć nienawiści. Ale opowiedział o tym co usłyszał, mojej matce. A moja matka z kolei, opowiedziała mi. I tak też się dowiedziałem po raz pierwszy o ludobójstwie na Wołyniu.
Po długich namysłach, zastanawiałem się, czy w ogóle jest sens podchodzić do Hate Forest, bo jego założyciel, czyli Roman Saenko (to się chyba czyta Sajenko?), również jest członkiem bardziej znanego Drudkh. Ale tego zespołu nie będę omawiał, bo popełnili jedną płytę, która była dedykowana banderze, a na takie gówno, to ja nie zamierzam dawać przyzwolenia. Na szczęście dla Hate Forest, tutaj nie ma takiego problemu (jeszcze). Wpierw, spodobało mi się ich EP, "Justice", gdzie swoją drogą napisali "Moscovia Delenda Est" w książeczce. Cieszę się, że się Polacy i Ukraińcy zgadzają się chociaż w tym temacie. Natomiast, pewien przełom nastąpił, gdy przeglądając ich profil na discogs.com, przeczytałem dedykacje w kompilacji "Dead But Dreaming". Pozwólcie, że zacytuję (nawiasy z państwami pochodzenia mojego autorstwa):
"dead but dreaming is the memory of true east european black metal golden dawn: master's hammer (czechy), early root (czechy), tormentor (węgry), sacrilegium (polska), early hefeystos (polska), mysteries (polska), fullmoon (polska), infernum (polska), unclean (czechy), veles (polska), arkona (polska), nokturnal mortum (ukraina), north (polska), graveland (polska)."
Ukraiński muzyk, który wychował się na polskim Black Metalu? I do tego na kapelach, o których nigdy w życiu nie słyszałem? Aż 9 polskich kapel. Zastanowiło mnie to na poważnie, jak to jest w ogóle możliwe? Czyżby było coś, co nas mimo wszystko łączy? Czy więc warto dać szansę, mimo osobistych oporów?
Hate Forest to bardzo nietypowy Black Metal, bo tak naprawdę, to jest to atmosferyczny Death Metal, który jest nazywany Black Metalem, bo tak i chuj. No ale to jest częsta przypadłość Black Metalu, że sobie przywłaszcza inne gatunki na swoją stronę. Każda rzecz, którą Hate Forest nagrał, była wznawiana na kompakcie i jest to jeden z nielicznych zespołów, gdzie faktycznie, mimo tylko kilku płyt studyjnych, ich dyskografia jest stosunkowo duża (bo demówki, splity, single). Estetyka tej grupy jest banalna - śnieg, zima, mróz i stare wierzenia. I przyznam szczerze, że trochę mnie to rajcuje.
Jestem milenialsem, więc angielski jest moim drugim językiem (a czasem nawet pierwszym), ale za dzieciaka, będąc ciekawym świata, brałem wszystkie książki, jakie były pod ręką. Nie miałem litości i czytałem wszystko, co można było przeczytać, nawet jak tego nie rozumiałem*. Moja babcia (ta ze Lwowa) była nauczycielką matematyki i dyrektorką szkoły, ale miała podręcznik do rosyjskiego dla dzieci. Jak zobaczyła, że ja to czytam (babcia już była na emeryturze, więc wszystkie podręczniki miała wyrzucone do szafy, a ja byłem na wakacjach, to się trochę nudziłem i grzebałem w szafach), to autentycznie bała się, że się zrusyfikuje pod wpływem tego gówna. I bynajmniej nie omieszkała głośno oznajmiać mi swoje niezadowolenie. Ja jednak byłem niewzruszony i pytałem o wszystko i męczyłem ją wiecznie swoim nieskończonym głodem wiedzy.
W ten oto niefrasobliwy sposób nauczyłem się jako tako czytać cyrylicę, aczkolwiek i tak musiałem się podszkolić internetem, bo książka była kijowa i miała trochę błędów. I bynajmniej za cholerę nie rozumiem języka rosyjskiego, za wyjątkiem może paru słów. Nie powiem, czytanie tego alfabetu sprawia mi niemały kłopot. Rozszyfrowanie tych znaków, to bywa niemałe kurewstwo - są różne złośliwości na świecie, ale cyrylica to jest jeden wielki koszmar człowieka rozumnego. Dość wspomnieć że słowo "TATA" pisane drukowanymi literami, zamienia się w "mama", jak piszesz małymi. Taki to porąbany alfabet.
Jest taka słynna anegdota, że któryś tam car próbował zrusyfikować Polaków i stworzyć polską wersję cyrylicy. Problem polegał na tym, że mamy w naszym alfabecie takie znaki, jak CH, RZ, SZ, SZCZ, itd. Rosyjscy naukowcy owszem, wymyślili znaczki na te nasze zgłoski, ale jak car zobaczył ich propozycje, to łagodnie mówiąc, podarł dokument, zwolnił doradców (a mógł zabić, miał jednak gest) i zabronił wspominać komukolwiek o tworzeniu alfabetu dla Polaków. Tak się przeraził krzaczkami, które zobaczył.
Kończąc dygresję i wracając do głównego tematu; największym dziełem Hate Forest (bo to w sumie o nich miał być post), jest wydany w 2003 r. album "Battlefields". Jest to album koncepcyjny, który zawiera nie tylko przekrój ukraińskich postaci historycznych (których omówię poniżej), ale również omawia okrucieństwo wojny. A tu trzeba przyznać, było ich wiele na ukraińskiej ziemi. Płyta ta ma tylko 3 utwory (każdy trwający około 10 minut) i aż 4 "przeszkadzajki", czyli ludowe przyśpiewki kobiet (żeby nie powiedzieć, że starych bab), które lamentują i opłakują swoich mężów i synów. Muszę przyznać, że działa to na wyobraźnię. Język żałoby zdaje się być uniwersalny. Czy jest to lament nad Ukrainą, jej krwawej historii i zniewolenia? Całkiem możliwe.
A jacy to gieroje zawitali w książeczce? Przede wszystkim hetmani zaporoscy i kozacy. Zobaczycie zresztą sami (klikając w nazwisko, przejdziecie do wiki). I obojętnie, czy ktoś traktuje Ukrainę, jako potencjalnego wroga, lub sojusznika, dobrze jest mieć jakiekolwiek pojęcie o tej drugiej stronie, zwłaszcza, że jest to również historia Rzeczypospolitej. Hetmani są zaprezentowani w sposób chronologiczny (i tutaj przydała się wiedza z czytania cyrylicy, bo ich imiona są zapisane właśnie w ten sposób):
1) Dymitr Wiśniowiecki Bajda - w dużym skrócie, był bandytą, który łupił ludzi. Zasłynął krucjatom przeciwko Turkom i Tatarom krymskim. Po kłótni z naszym królem Zygmuntem II Augustem, zdradził Rzeczpospolitą na rzecz cara Iwana IV Groźnego i dalej zajmował się łupieniem. Niemniej jednak, jak się skapnął jakiemu świrowi służył, to szybko się przeprosił z Polakami. Dymitr jednak się doigrał i za jego bandyctwo został schwytany i wysłany do Stambułu, jako prezent dla S(t)ulejmana, gdzie został zgładzony. Aczkolwiek w świadomości ludowej ukraińskiej, powodem jego śmierci była odmowa przejścia na Islam. I ogólnie kojarzony przede wszystkim za zwycięskie walki z Turkami i Tatarami.
2) Krzysztof Kosiński - Polak i przywódca pierwszego powstania kozaków (z pomocą chłopów), zwanego "Powstaniem Kosińskiego". Jak to się stało? Cóż, Kosiński przehulał majątek, po czym wstąpił do kozaków zaporoskich. O dziwo, miał zasługi dla Rzeczypospolitej, za co dzięki wsparciu Zamoyskiego, został oficjalnie pułkownikiem kozaków rejestrowych, oraz miał dostać trochę ziemi, w postaci pustyni Rokitna. Problem się zrobił jak ziemia, która miała być jego, została przehandlowana za jego plecami i ostatecznie trafiła do kogoś innego. Kosiński zebrał kozaków, którzy ogólnie nie byli zadowoleni z obowiązujących ustaw i chcieli większej swobody i wspólnie z chłopami zrobili niemałą rozwałkę. Niemniej jednak zginął w trakcie jednej z bitew i tak się skończyła jego historia. Kozacy ewentualnie się poddali, dostali amnestię i jakoś się w końcu dogadano.
3) Seweryn Nalewajko - kozacki ataman, przywódca drugiego powstania kozacko-chłopskiego, zwanego "Powstaniem Nalewajki". Typowo, zaczynał jako przywódca bandy łupieskiej, gdzie najczęściej ofiarami padali Mołdawianie i Węgrzy. Podobnie jak Kosiński, wykorzystał niezadowolenie chłopów, do załatwienia prywatnych spraw, wzniecając kolejne powstanie. Odpowiedzialny za wiele okrutnych pogromów Polaków i Żydów. Pokonany przez Stanisława Żółkiewskiego (o którym się nic nie mówi w "polskich" szkołach, bo po co uczyć patriotyzmu Polaków), został pojmany przez swoich własnych ludzi do niewoli i sprzedany w zamian za darowanie im życia i pozwoleniu zachowania majątków (sorry Seweryn, business is business). Jak wieść niesie, po przewiezieniu do Warszawy był torturowany, a nawet poćwiartowany za swoje zbrodnie. Obecnie, jest traktowany jako bohater narodowy Ukrainy (lol). Jeśli takiego "bohatyra" czczą Ukraińcy, to ja im współczuję. Tu jest chyba ta właściwa geneza banderyzmu.
4) Piotr Konaszewicz-Sahajdaczny - uważany za najwybitniejszego hetmana kozaków rejestrowych. Słynna bitwa pod Chocimiem? Brał tam udział i odznaczył się niemałym męstwem. W przeciwieństwie do wymienionych poprzedników, stawał w obronie Rzeczypospolitej przeciwko Turkom i Moskalom i jest postacią zdecydowanie pozytywną. Przyjaźnił się z Władysławem IV Wazą, jak jeszcze nie był królem Polski. W Krakowie zresztą istnieje rondo jego imienia.
5) Bohdan Chmielnicki - no nie mogło zabraknąć chyba najbardziej znanego hetmana zaporoskiego, który wywołał wojnę domową w Rzeczypospolitej, a która pośrednio przyczyniła się do upadku naszego królestwa. Zabawne jest to, że był Polakiem, a walczył po stronie Ukraińców, gdzie jednocześnie jego przeciwnik Jarema Wiśniowiecki był Ukraińcem, który bronił Polski. Chmielnicki w swym zacietrzewieniu oddał Ukrainę pod władanie Rosji, czego ówcześni Ukraińcy mieli szybko pożałować i przeklinać Chmielnickiego. Pamięć jednak mają oni krótką, gdyż obecnie jest traktowany jako bohater narodowy Ukrainy. To, że dzisiaj Ukraińce walczą z Ruskimi, ma swoją genezę w Chmielnickim. Bez niego, nie byłoby dzisiaj wojny na Ukrainie.
6) Iwan Wyhowski - brał udział w powstaniu Chmielnickiego, gdzie pełnił m. in. funkcję pisarza generalnego wojska zaporoskiego. Był zwolennikiem porozumienia z Polską, a także współtwórcą Unii Hadziackiej i skutecznie zwalczał prorosyjską opozycję. Próbował jednak dogadać się z każdym, również i z Tatarami i Turkami. Został rozstrzelany bez sądu przez wojsko polskie w niejasnych okolicznościach. Kto wie, czy nasze losy nie potoczyłyby się korzystniej, gdyby jednak nie został zabity?
7) Piotr Doroszenko - kolejny hetman, co to chciał niezależności od Rzeczypospolitej i Carstwa Rosyjskiego. Opierał się na sojuszu z Imperium Osmańskim (co było kretyńskim wymysłem i szybko tego pożałował) i Chanatem Krymskim. Przeciwstawiał się podziałowi Ukrainy Naddnieprzańskiej pomiędzy Rzeczpospolitą a Rosję. Wg opinii historyków, cechował się chorą ambicją, gdyż nie zważał na poniesione straty (również w starciach z Sobieskim, które sromotnie i regularnie przegrywał). Ostatecznie, po przegranych bitwach z Rzeczpospolitą, został zmuszony do przyjęcia protektoratu Moskwy, więc można powiedzieć, że wygrała najgorsza opcja z możliwych (gdzie dwóch się bije itd.)
8) Iwan Mazepa - (właściwie Jan Kołodyński) na sam koniec hetman i dyplomata, który otrzymał za zasługi Order Orła Białego, czyli praktycznie najwyższe odznaczenie w Rzeczypospolitej. Część jego przodków brała udział we wspomnianych wyżej powstaniach kozackich, za co zresztą zostali straceni. Kształcił się w Europie Zachodniej, dzięki czemu można powiedzieć, że był bardziej ogarnięty niż typowy hetman. Początkowo całkiem chętnie współpracował z Carem Rosji, ale ostatecznie zdradził Ruś na rzecz Polski (i Szwecji), za co Rosjanie mają straszny ból dupy do dzisiaj (bolszewicy nawet złośliwie burzyli cerkwie zafundowane przez Mazepę). Próbował stworzyć niezależną Ukrainę i lawirował między ówczesnymi potęgami. Co ciekawe, był upamiętniony przez wielu pisarzy i poetów, w tym George'a Byrona, Wiktora Hugo, Juliusza Słowackiego, czy Bertolta Brechta.
Dobór postaci dość osobliwy, gdyż są one niejednoznaczne, jak widać. Ocenę tych postaci zostawiam każdemu z osobna. Ciekaw jestem tylko, ile z tych osób jest znanych wśród samych Ukraińców? Śmiem twierdzić, że niewiele, żeby nie powiedzieć zero. Świadomość Ukraińców wobec ich własnej historii jest zatrważająco słaba. My Polacy lepiej znamy ich historię od nich samych.
Czy Ukraina jest terenem przeklętym? Pogromy, brutalność kozaków, wojny domowe, przemoc rosyjska, holodomor, czarnobyl, a na końcu Wołyń. Jest to o tyle przewrotne, ponieważ Ukraina ma szczęście posiadać czarnoziem - najbardziej wartościowy rodzaj gleby, jaki może istnieć. Zastanawiam się, czy tak wysoka jakość tej gleby nie wynika właśnie z ogromu tragedii i trupów, które zasilały tą ziemie? To pytanie, również pozostawiam otwartym.
To co mnie martwi, to fakt, jak daleko i jednocześnie blisko jesteśmy od Ukraińców. Blisko, bo graniczymy z nimi, daleko bo ich kompletnie nie jesteśmy w stanie zrozumieć. Ba, oni sami siebie nie rozumieją i dalej szukają swojej tożsamości. Mam niestety nieodparte wrażenie, że dojdzie w przyszłości do kolejnej wielkiej tragedii pomiędzy naszymi narodami, bo historia niczego nie uczy, a tym bardziej życia. Ja tylko mam nadzieję, że nie będzie się ona chociaż rymować, zwłaszcza ze słowem "Wołyń".
Tak bardzo mało powiedziałem o płycie, a jest ona niesamowita, skoro sprowokowała mnie do takich refleksji. I tak, są one pośrednio efektem słuchania "Battlefields". Hate Forest jest zespołem, którego mimo oporów, muszę uczciwie polecić, gdyż jest to bardzo mroczna muzyka, adekwatna do charakteru tego narodu. A o Rosji również będę pisać, ale następnym razem, bo też jest i o czym.
* w wieku 9 lat przeczytałem "Kubusia fatalistę i jego pana", bo myślałem że będzie to o Kubusiu Puchatku. Powiedzieć, że się zdziwiłem w trakcie lektury, to mało... 0_0 ... Do dzisiaj jednak traktuję Diderota z pewną estymą...
Komentarze
Prześlij komentarz