The Upstarts: Entrench

 

SWITCH TO ENGLISH

Ooojjj... długo się wahałem jak sklasyfikować ten post. Z jednej strony, szwedzki Entrench nie tylko powstał już grubo po końcu złotej epoki, czyli w 2005 r., a ich debiut płytowy miał miejsce dopiero w 2011 r. Z drugiej strony, 2005 r. to jednak mimo wszystko 20 lat temu, a i sama grupa chyba już zakończyła swoją działalność, więc też trudno mówić tu o nowicjuszach.

Na mojej ostatecznej decyzji zaważył dość istotny czynnik - jakby nie patrzeć, w czasach, kiedy Bolt Thrower wydał "Realm of Chaos", część członków albo nie było jeszcze na świecie, albo dopiero uczyli się chodzić. Więc dzisiejszy post nie będzie Anatomią Szwecji, a częścią dawno nie widzianego cyklu poświęconego tej młodszej gwardii. Takie to widzicie miewam rozterki.

Przyznam szczerze, że powód dla którego jest to dla mnie tak ważne, wynika z tego, że niekoniecznie rajcuje mnie słuchanie kolejnej kapeli, która tylko i wyłącznie to chce się trzymać standardów i odtwarzać riff w riff swoich idoli, zamiast być po prostu sobą. Na szczęście, w przypadku Entrench można mówić o jakiejś osobowości.

A nie jest ona łatwa do sklasyfikowania. Powiedziałbym, że tak jak Kaamos, czy Tribulation były pierwszymi jaskółkami zwiastującymi nadejście nowej fali szwedzkiego Death Metalu, tak i też Entrench był jednym z pierwszych piewców powrotu do pra-korzeni gatunku, czyli parafrazując Wodeckiego, "Zacznijmy od Speed Metalu"... i zobaczmy dokąd nas to zaprowadzi. Od czasu powstania ich trzeciej , ostatniej płyty -  "Through the Walls of Flesh" (2017), minęło bagatela z 8 lat (widzicie, umiem liczyć). Przez tą niecałą dekadę stopniowo zaczęło pojawiać się coraz bardziej tego typu kapel, dość wspomnieć naszego rodzimego Sexmaga, jak i falę utalentowanych zespołów z Południowej Ameryki, typu Evilcult, Hellion, czy choćby Mayhemic.

Na czym polega owy trend? Do mieszania w kotle różnymi składnikami Necro Metalu, takimi jak War, Speed (opcja bez śpiewania), Thrash, Death, Black, w średnich tempach ze wskazaniem na szybkie, ale oparte w Punku takty. I w sumie na tym mógłbym skończyć całe moje dzisiejsze opowiadanie, ale tak łatwo jeszcze was stąd nie wypuszczę.

Nie wiem jak to nazwać, ale grupa choć potrafi grać w sposób ostry, drapieżny i agresywny, a i produkcja płyty jest surowo-brudna, daleka od bycia wypieszczoną, to jakoś wszystko brzmi przestrzennie, selektywnie, organicznie, a i też pojawiają się konkretne melodie. Już otwierająca płytę, niemalże 9-minutowa epopeja "The Coming Storm / Dawn of War", robi niemałe wrażenie, bo jest tam niemalże wszystko - przewijający się główny motyw, ładne solówki, zmiany akcji i nastroju, rozbudowane sekcje i inne cuda-niewidy. Osobiście, nie przepadam za długimi trackami, dlatego tym bardziej muszę pochwalić talent, z jakim grupa potrafiła stworzyć swoją kompozycję w sposób niezwykle poukładany, niemalże tak, jak robiła to swego czasu Metallica, Slayer. Istna symfonia Thrashu w najlepszym wydaniu.

Bo początkowy chaos, jaki wyłania się z głośników, okazuje się być tylko i wyłącznie pozorny, a w rzeczywistości dostajemy bardzo dojrzały i przemyślany materiał. Utworów jest tylko 7 i co ciekawe, ostatni z nich podobnie jak pierwszy, również trwa ponad 8 minut, ale ma już w sobie zawarty epilog. Środek płyty wypełniają utrzymane w podobnym klimacie, choć w różnych odcieniach, smaczne kąski, z moim ulubionym "Dead End" na czele. Aczkolwiek, jakby się głębiej zastanowić, to niełatwo jest wybrać jednoznacznego faworyta, bo poziom jest równy, co zapewne niektórych malkontentów może lekko znudzić.

Ale jak ktoś się zna na muzyce, to doceni ten udany hołd dla reliktów Death / Thrashu, typu stara Sepultura, czy Morbid Angel. I staram się właśnie jakoś porównywać Entrench w sposób sensowny do konkretnych nazw, ale jest to tylko i wyłącznie wskazówka, bo ekipa gra i dobiera proporcje po swojemu, przez co mam wrażenie, że każdy usłyszy tutaj swoją inną ulubioną kapelę. I w sumie to co najważniejsze - to gdy płyta się kończy, ochoczo wciskam replay, a to przecież tak naprawdę chodzi?

Czyli rozrywka na całego dla sympatyków ekstremalnego Thrashu.

Komentarze