The Upstarts: Worm

>ENGLISH 

Mało oryginalna nazwa, a już tym bardziej niezbyt wygodna, jeśli chodzi o wyszukiwanie w sieci (tak samo, jak industrialowy God). W 2026 r. zasłynęli z bardzo nietypowym albumem "Necropalace", który zaprezentował Necromantic Doom Metal. Gwoli wyjaśnień, jest to w praktyce Black Metal oparty na symfonii i gotyku (Amerykanie zresztą bawili się w "wampiryzm" w latach '90), połączony z bardzo powolnym, przygniatającym Funeral Doom Metalem. Nie mam jednak zamiaru bawić się w babraniu w takich klimatach i zamiast tego, wolę nieco przypomnieć to, jaka ta kapela była kiedyś.

Żeby była jasność, nie ma mowy o jakiejś "zdradzie" swojego stylu, gdyż Black Metalowy imidż (oraz wokal) zawsze oscylował w kierunku norweskich hord. Inaczej rzecz miała się z całą resztą, gdyż zarówno grafika płyt, jak i produkcja i instrumentarium krzyczało "Death Metal".

Ostatecznie, co wyróżnia poszczególne kapele, to proporcje i indywidualna receptura mieszania w kotle. W przypadku drugiego pełnego albumu, czyli "Gloomlord" (2019), grupa bardziej eksponowała pierwiastek Funeral Doom, dodając do niego pajęczyn, kurzu, mchu i bagniska - wielkiego, zielonego, lepkiego bagna z Florydy. Ludzie często zapominają, że Floryda, to nie tylko słoneczny kurort dla emerytów, ale że ma również swoje mroczne i mniej przyjemne miejsca.

"Gloomlord" unika typowych pułapek Funeral Doom, mianowicie, nie trzeba ich słuchać na dwukrotnej prędkości, żeby coś ciekawego usłyszeć. Ponadto, dostajemy konkret w postaci riffów i udanych melodii, nienajgorzej połączonych ze sobą i tworzących spójną, przemyślaną kombinację. Samo brzmienie gitar jest mocno inspirowane szwedzką szkołą, choć dzięki drobnym zabiegom, unika bycia wypacykowanym, nowoczesnym produktem.

Co prawda, nie ma wątpliwości, że jest to współczesne dzieło, ale też nie stara się ono być na siłę retro. Jest to po prostu kolejne pokolenie, łączące charakterystyczne cechy poprzedniej generacji. Trochę na zasadzie, że ojciec był norweskim Black Metalowcem, a mama grała czysty, holenderski Doom / Death. Dziecko zaś jest totalnie wymieszane w swych cechach na tyle, że nie da się wyodrębnić jednej cechy, która nie byłaby jednocześnie drugą nogą w tej drugiej. Idealna symbioza.

Worm dość szybko znalazł publikę i po tej płycie ich kariera nabrała rozpędu, dzięki czemu obecnie cieszą się kontraktem z Century Media, a ich płyty stają się być wyczekiwanymi dziełami, o których się mówi na długo przed premierą. Zresztą, ich muzyka jest niezwykle kosztowna, jeśli chodzi o zakupy. Dla mnie, obok Tomb Mold, jedna z nielicznych młodszych kapel, która zwróciła swoją uwagę na dłużej, nawet jeśli nie wszystko co robią, trafia w moje (i tak rozległe) gusta.

Każdy chyba już zresztą zdążył ich poznać, więc nie muszę jakoś specjalnie namawiać, nieprawdaż? 

Komentarze