The Upstarts: Putred
O tym zespole i tego, jak bardzo ich uwielbiam, to się rozpisywałem na Instagramie. I nawet udało mi się wpaść w interakcję z zespołem. Takie czasy, że bardzo łatwo poznać swoich idoli.
O rumuńskim Metalu należy zrobić osobny blogpost, zwłaszcza, że Putred kompletnie nie jest typową kapelą dla tego kraju, za wyjątkiem komponentu Doom Metalu. To jest jednak nowe pokolenie, wychowane na klasykach pokroju Death, Deicide, Autopsy i na tym budującym swoją toższamość. Ale od początku.
Z jakiegoś powodu, Putred dość szybko znalazł nie tylko publikę, ale również uznanie międzynarodowe. Ledwie powstali w 2020 roku i już 3 lata później mieli swój pierwszy album - "Repulsie post-mortem" wydane w jakimś gównianym "Cavernous Records" (wielka niewiadoma). Doskonała okładka i dobra formuła (o której rozpiszę się dalej) sprawiła, że natychmiast zaczęło być o tym zespole głośno, choć wszystko zagrowlowano po rumuńsku. Cieszę się, że Metal jest językiem uniwersalnym i nie zawsze wszystko musi być po angielsku. Osobiście, uwielbiam Necrophil "Cannibal Sex", czy Infernal Death "Gniew" - apeluję o więcej Death Metalu po polsku!
Ich pierwsza płyta była naiwnym wyznacznikiem tego, z czego będą znani (ale o tym później). Wydali drugą płytę "Megalit al putrefacției" w 2025 i tym razem już w realnej wytwórni, czyli Memento Mori. Doskonała płyta, o większym budżecie i luzie w rozwijaniu swojej formuły (już niedługo, naprawdę to rozwinę).
I ledwie rok później, w 2026 wyszła ich trzecia płyta "Blestemul din adânc" dla mojego ukochanego Awakening Records (chyba mój najpopularniejszy post w historii). I tutaj można się kłócić, czy przebili swoją drugę płytę, czy nie, ale co dużo ważniejsze, zachowali swoją duszę, o której wreszcie napiszę coś więcej.
A o co chodzi?
Putred gra bardzo specyficzny, bo jest to Doom / Death z elementami Groove, aczkolwiek nie wiem, czy nie jest to trochę nadużyciem, bo to nie jest Pantera, Machine Head, czy środkowa Sepultura, a bardziej Crowbar, czy Down, ale bez tego strasznego Sludge (co może się wydawać abstrakcyjne, ale właśnie tak jest). Autopsy "Retribution for the Dead" EP się kłania, bo mamy podobny klimat. To jest ten wyjściowy punkt odniesienia. Leniwe, niespieszne granie, które jednocześnie dba o doskonałą harmonię i ciężar, między basem, oraz solówkami, które mają bardziej za zadanie uspokoić słuchacza i wprowadzić go w doskonały nastrój, niżli rozprowadzać fetor śmierci (choć go nie brakuje). Te kojące zabiegi są o tyle nowatorskie, bo nie tracą swej wymowności, czy też apokaliptycznych zapędów. Gitara prowadząca robi niby to samo co Autopsy, ale przede wszystkim, jest podległa basowi. Muzyka waży z dobre 200 kilo. Ale przede wszystkim, słychać elementy Jam Session, z jakimś motywem przewodnim. Nawet nie wiecie, jak bardzo mi tego brakowało w muzyce - jakiejś odrobiny kompetencji i pomysłu na siebie.
Albowiem, Bas jest tutaj głównym bohaterem i decyduje o całości. Instrument ten jest często olewany w zespołach Metalowych, a tutaj jest de facto dyrygentem. Bez basu, nie ma tego zespołu. Bas tutaj tworzy rytm, bardziej niż perkusja i reszta muzyków dostosowuje się do basu - słychać kto tu jest frontmanem i odpowiada za przejścia, jak i zmiany w nastroju.
Czy mam swoich faworytów? I to jak! "Sfâșiat… stigmatizat", "Întâlnirea mortală" i zwłaszcza "Cripta vrăjilor" pokazują, że można robić coś, co jest niby znajome, a jednak nowatorskie. Posłuchajcie sobie te numery (zwłaszcza ten ostatni) i nie będę już musiał pisać nic więcej, będzie wiadomo o co chodzi. Standardowo, zakończyli album Coverem. Kompletnie niepotrzebnie i nie popieram. Młode zespoły nie powinny coverować rzeczy, chyba, że mają coś ciekawego do dodania. Zwykły hołd i nic więcej.
Rzadko też kupuję nowe zespoły, częściej je słucham, ale niekoniecznie wracam. Natomiast, tutaj, podobnie jak w przypadku Phantom, wiem, że mam do czynienia z zespołem, który będzie mi służył na lata i to bardziej, niż niejeden klasyk. Tylko może niech tak nie gonią z materiałem, bo się wyprztykają z inspiracji. Wolę rzadziej, ale jakościowo, to nie jest wyścig. To jest sztuka śmierci.
Komentarze
Prześlij komentarz