Anatomia POL: Witchmaster

 >ENGLISH<

UWAGA! PISANE W TRAKCIE NAJWIĘKSZYCH UPAŁÓW, CZYLI TZW. EUROPEJSKIEGO "HEATWAVE WEEK". MOŻE SIĘ ZDARZYĆ, ŻE W NIEKTÓRYCH MIEJSCACH BĘDĘ NAWIJAĆ BEZ SENSU, BO MNIE TROCHĘ SŁOŃCE PRZYGRZAŁO. ZOSTAWIŁEM TO JEDNAK DLA BEKI, ŻEBY BYŁO ORYGINALNIEJ. NIE JEST TO PRZECIEŻ BLOG JAK WSZYSTKIE INNE.

Polskie zespoły są nieco jak wino. Z czasem robią się coraz bardziej wyrafinowane i wykwintne w tym, co robią. Już kilkakrotnie zdarzyło się tak, że pojawiła się nowa płyta zespołu, którego wcześniej nie lubiłem, a która mnie do niego przekonała. Tak było z Terrordome, którego to dyskografię kupiłem na bazie genialnego "Plagued With Violence", a ostatnio taki Azels Mountain mnie mile zaskoczyło (pełna klasa, jak to Pagan Records).

Witchmastera też generalnie gdzieś tam ignorowałem, jako kolejny, stereotypowy przedstawiciel szatańskiego ekstremalnego Metalu w Polsce, jakich wiele (typu Anima Damnata, Infernal War, Azarath, Throneum, itd.). O ile Death Metal może być sobie tam wtórny i przewidywalny i nigdy mi się nie nudzi, o tyle nie mam już takiej tolerancji dla Black / Thrash, czy też War Metalu. Coś mi w tej muzyce śmierdzi, nie wiem czy to siarka, czy tzw. kontrolowany chaos, ale podchodzę do tego nieco jak do jeża.

Azaliż, natknąłem się jednakowoż na klip promocyjny do ostatniej płyty Witchmaster (stan na 2026) i nawet przykuło uwagę (przypominało mi ono bardzo "Happiness in Slavery" Nine Inch Nails).  I podobnie chyba jak z Hell-Born, czy Infernal War, zdecydowanie preferuję ich późniejsze płyty od tych pierwszych. Oczywiście, fani młócki i kvltv, a tych w Polsce jest sporo, nie zgodzą się ze mną i będą preferować prymitywne, ostre pierdolnięcie non-stop, które ma za zadanie zmieść słuchacza z powierzchni ziemi, niż bardziej przemyślanie i zróżnicowane dawkowane akty agresji.

Oprawa graficzna Witchmaster też nigdy nie była jakaś "wow". Raczej idzie w kierunku podobnym do Belphegor, czy Impaled Nazarene, czyli tzw. "nuklearnego holokaustu" (maski gazowe, bsdm, te sprawy). "Kaźń" jednak w jakiś sposób bardziej oddziałuje na wyobraźnię.

Zespół ogólnie czuje się bardzo pewnie i zdecydowanie lepiej ogarniają swój warsztat. Bynajmniej nie brakuje bestialskiej agresji, natomiast jest ona dla mnie o tyle bardziej przekonująca, gdyż przekracza trochę pewne granice i próbuje szokować. Co prawda tytuły takie, jak "Zdychaj Kurwo Nazareńska", spóźniły się ze swym potencjałem gorszenia społeczeństwa, o ok. 30 lat, ale powiedziałbym, że jest to szczerze spontaniczna chęć wyrzygania z siebie wszelkiej maści plugastwa i wyrazistszego pokazania się, po jakiej stronie się chce być.

Co mnie urzekło w "Kaźni"? Jego nieoczywistość. To co jest bodajże najlepszym atutem Witchmaster, jest jego odwoływanie się do Hard Rock / Speed Metalu, tyle że nie jest to aż tak rzucające się w uszy. Wydaje ci się, że słuchasz kolejnego Black / Thrash, a tak naprawdę, jak zaczniesz rozbierać tracki na atomy, to zauważasz elementy tego, co w Metalu jest nieraz pominięte - numerów z refrenami.

Płyta ma dość szeroką paletę barw, bo podróżując od wczesnego "Alle Gegen Alle" (Industrial?) do końcowych numerów, wraz z  "Trails of Blood" na czele, początkowo nie zauważamy tego, że muzyka przechodzi metamorfozę i prezentuje coraz więcej patentów "retro" w trakcie jej trwania. Przy czym robi to w sposób subtelny, na zasadzie drobnych tricków, delikatnych zmian i innemu klimatowi. Na ile był to zamierzony efekt, to nie wiem, bardziej bym się kierował ku opinii, że po ostrych wkurwach, grupa chciała dać odetchnąć bardziej koncertowymi petardami.

I wiadomo, duch Venom / Bathory będzie się przebijał najmocniej, bo ludzie generalnie niewiele kojarzą z lat '80 (ja trochę słyszę tu środkowego Oz, ale mniejsza o to, bo nie chce mi się tego tłumaczyć), ale w każdym bądź razie, te skuteczne przykrywanie swoich inspiracji, otaczając je w nowoczesnej i otwartej formie, świadczy właśnie o kunszcie grupy.

Znów, może nie jest to celowe działanie, ale jak mawiał były basista Marilyn Manson, Twiggy Ramizer, jeśli muzyk ma dobry gust muzyczny, to chcąc nie chcąc, będzie tworzył nośne arcydzieła. A bez wątpienia słychać, że członkowie Witchmaster słuchają tylko i wyłącznie najlepszego Metalu i z niego też czerpią inspiracje, wiec nie zdziwiłbym się, jakby za jakiś czas ekipa się przyznała, że przemycała również riffy Uriah Heep, Judas Priest, czy Iron Maiden.

Epilog w każdym bądź razie jest taki, że jak się nadarzyła promocja 3+1 w pewnym polskim sklepie, to skorzystałem z okazji i kupiłem sobie całą dyskografię Witchmaster. I teraz gdy niejako słucham jej w odwrotnej kolejności chronologicznej, tylko utwierdzam się w swojej początkowej tezie. Grupa ta zdecydowanie się rozwinęła na przestrzeni lat i zaczęła mądrzej dobierać sobie asy do rękawa.

A ja polecam. Nie tylko Witchmaster, ale też wszystkie inne wymienione inne zespoły w tym poście. 

Komentarze