Anatomia DEU: Tankard (V of V)

   

>ENGLISH<

Ostatnia część przygód z nieustraszonymi pijakami. Tym razem pozostaje omówić okres grupy w słynnym Nuclear Blast (i nie tylko).

Tankard - Tragikomedia w V aktach

Akt V: Bajlando na emeryturce

XV. A Girl Called Cerveza (2012)

 Czas trwania: 50:14, 10 tracków

Pierwszy strzał dla Nuclear Blast. Grupa nie odpuszczała i regularnie wydawała płyty co 2 lata. Z jednej strony, jest to album zdecydowanie lepszy i ciekawszy od poprzedniego. Z drugiej, nie jest on równie dobry, co kilka płyt wcześniej. Ale to już wiemy. Ważne, że wciąż są dobre pomysły i biesiadny klimat przekłada się na refreny i melodie. Rozpierduchy jak na "Morning After" trudno oczekiwać. Miłym zaskoczeniem jest numer "Metal Lady Boy" z żeńskim wokalem, co w kontraście do tematyki utworu, brzmi zabawnie. Jeden utwór też dla zmyłki zaczyna się jak wolna ballada, ale nabiera on potem tempa (sorry, nie zapisałem który, bo już leżałem pod stołem).


XVI. R.I.B. (2014)

 Czas trwania: 40:06, 10 tracków

Mimo oczywistego nawiązania do "Chemical Invasion" (kopę lat profesorze, swoją drogą), nie jest to bynajmniej sequel, a bardziej "historia oparta na motywach powieści" (mówiąc intelektualnie, par excellance, w mordę jeża). Na tym etapie historii, Tankard, Kreator, Sodom i Destruction zaczęły brzmieć do siebie podobnie i tylko Sodom potem się dźwignął z letargu i zrobił coś zajebistego. Zespół jest dalej uroczy w tworzeniu swojej muzyki, ale zachowawczość tego Thrashu troszeczkę smuci. Gdzieniegdzie pojawi się jakaś głębsza myśl, dobry riff, więc też już wystarczy tego psioczenia, kurde.


XVII. One Foot in the Grave (2017)

 Czas trwania: 48:21, 10 tracków

Zespół chyba zaczął zdawać sobie z upływu wieku i postanowił to w końcu zaadresować oficjalnie, z wymownym tytułem "jedną nogą w grobie", którego promował równie dosadny, choć wesoły, wideoklip. Już nie 2 lata, a 3 od ostatniego ciosu. Płyta jest wg mnie zdecydowanie lepsza od poprzedniej. Ba, nawet bym powiedział, że jest to akceptowalna formuła, jak na starszych panów. Grupa trzyma się swojego imprezowego podejścia, nie unika też polityki i choć nie brzmi młodo, to brzmi dostojnie. Zdecydowanie ciekawszy album z tych "dziadkowych". Nuclear Blast jednak postanowił się pożegnać z Tankard po tej płycie.


XVIII. Pavlov's Dawgs (2022)

 Czas trwania: 55:04, 10 tracków

Powrót Bestii z Burbona? Bardzo długa przerwa (jak na Tankard) między albumami, oraz zmiana wydawcy na Reaper Entertainment, zrobiła akurat dobrze, bo cenię sobie wstrzemięźliwość nad niepotrzebnym produkowaniem chłamu po to, aby ludzie o tobie pamiętali. I oczywiście, przełożyło się to również na jakość utworów, które choć nie są przesadnie szybkie, czy nośne, to przynajmniej starają się różnić między sobą pomysłami. Brak nadmiernej żywiołowości zostaje nadrabiany większą wzniosłością i ilością epickich momentów. Gdyby to był ostatni album naszych kochanych pijaków, to zdecydowanie byłby to koniec godny mistrzów. Wstydu bynajmniej nie ma, a nawet jest się czym pochwalić.

KONIEC  (PRZYNAJMNIEJ NA RAZIE)

Komentarze