Metal Cinema: The History of Metal and Horror (2019)

 

Dzisiejszym bohaterem posta będzie dość nietypowy dokument muzyczno-filmowy, mianowicie, "The History of Metal and Horror" (2019). Koncepcja zdaje się, bardziej niż oczywista. Wszak Metal i Horrory idą ramię w ramię, obok siebie. I dobrze jest od czasu do czasu to przypomnieć i uznać. Zwłaszcza w dzisiejszym, plastikowym świecie niedoceniającym alternatywnej muzyki, jak i dużej ilości decybeli.

Choć to dokument, ma on swoją fabułę, o dziwo. W dużym skrócie - świat post-apokaliptyczny, typu Mad Max, ruiny, destrukcja, wirus który zabił ludzkość, itp. Losowy chłopina, który się błąka po tym świecie, natrafia do jakiegoś opuszczonego budynku, gdzie znajduje konsoletę z ekranem wideo, oraz taśmę, którą sobie odpala.

Taśma zawiera groteskową postać (zagraną przez rozpoznawalnego aktora, znanego właśnie z tego typu ról wybryków natury), pełniącego funkcję gospodarza, który wprowadza widza do filmu dokumentalnego, w którym to znani ludzie z branży muzycznej i filmowej opowiadają o swoich inspiracjach, dokonaniach, ulubionych filmach i przenikaniu się obydwu światów i ich wzajemnym oddziaływaniu na siebie. Owy gospodarz powraca co jakiś czas na ekran, po to, aby wytłumaczyć w skrócie głównemu protagoniście, o czym będzie następny rozdział.

Trzeba jednak zaznaczyć, że w dużej mierze, więcej czasu poświęcono stronie filmowej, gdzie Metal jako muzyka pojawia się w bardziej jako adwokat gatunku i dokonuje spowiedzi, jakie elementy z filmów grozy przejął dla siebie, a niekoniecznie odbywa się jakaś analiza muzyczna. Bardziej sprowadza się do wysnucia tezy, że Metal w swej esencji, to prostu "Horror Rock".

Wśród plejady sław pojawia się m. in. Sepultura, Alice Cooper, Rob Zombie (chyba najbardziej oczywisty przykład łącznika filmowego z muzycznym), Gwar, Cradle of Filth, Cannibal Corpse, Slipknot, Kirk Hammet, Scott Ian, a także aktorzy Kane Hodder (Jason), Doug Bradley (Pinhead), czy reżyser John Carpenter (Halloween). Przeważają muzycy i chyba łatwiej byłoby wymienić, kto się nie pojawił, niż na odwrót. Ba, gościnnie też wypowiadają się Industrialowcy ze Skinny Puppy, czy Punkowcy z The Misfits. A nawet panowie z Goblin. Tak więc dość spory przekrój, z naciskiem na grupy o wyrazistym imidżu.

Wśród polskich wątków pojawiają się gagatki z Behemoth i zostaje doceniona ich szatańska teatralność. I też nie dało się pominąć ikonicznych maskotek, jak Eddie z Iron Maiden, czy Vic Rattlehead z Megadeth, a także jak powstała współpraca Dokken z "Koszmarem z Ulicy Wiązów". No i też nieuchronnej cenzurze, która jak zwykle, psuje zabawę i każe wytrzeźwieć.

Dowiadujemy się więc wielu zabawnych i fajnych anegdotek, choć ewidentnym celem tego dokumentu jest przede wszystkim oddanie hołdu Horrorom. A na koniec dostajemy swoisty "grand finale", które przypomina widzowi, że jest to również i film, ale tego już nie będę zdradzać. Podsumowując, warto obejrzeć. Sympatyczna gratka dla fanów jednego i drugiego.

Komentarze

  1. Odpowiedzi
    1. Kiedyś bym powiedział "użyj Google Fu". Ale że google zszedł na psy, mówię "użyj Krav Yandex Maga".

      Usuń
    2. Liczyłem że się obejdzie bez przekopywania internetów

      Usuń

Prześlij komentarz