Anatomia ITA: Mondocane
Skrócona recenzja: doskonały album, dla ludzi, którzy rozumieją co to znaczy THRAAAAAASH.
Mało fascynująca firma, czyli Punishment 18, wznowiła to na CD w 2026 (wznawianie to jest zresztą ich główny zawód), bodajże chyba pierwszy raz w historii, bo jakoś nikt nie pomyślał o tym wcześniej. Czy to dlatego, że nie są ze Szwecji? W każdym bądź razie, P18 zrobili niezbędne minimum i nic więcej.
Kontynuując moje promowanie Włoch, chciałem zwrócić uwagę na pewien ewenement, który się wydarzył w 1987 i chyba nie miał szans wydarzyć się kiedykolwiek indziej. Tak, jak nie należy torturować kaczuszki, czy gonić za głęboką czerwienią, tak też nie należy dopytywać się dlaczego akurat Schizo i Necrodeath postanowili nagrać płytę razem?
Bo suspens w czekaniu na odpowiedź mógłby nas zabić. Ha ha, taki żart w stylu Giallo.
Oczywiście, nikt nie zna odpowiedzi na to pytanie. Zapewne Schizo i Necrodeath też nie bardzo już pamiętają szczegóły ich spotkania, ale życzyłbym sobie aby tego typu inicjatywy zdarzały się częściej. Ewentualnie, skonstruowałbym maszynę czasu, cofnąłbym się do lat '80 i po kolei bym organizował party, na których bym poznawał swoich ulubionych muzyków, zanim stali się znani i namawiał ich na tego typu projekty.
Cud-miód i orzeszki, tak by się chciało podsumować tą płytę. I to mimo iż ma ona trochę wad, bo po pierwsze, to brzmi jak odrzuty z ich normalnych sesji. Ale też pamiętajcie, że odrzuty z "Mind Frame Collapse", czy "Into the Macabre" są równie dobre, co te płyty, bo to te lata były.
Jest to też projekt jajcarski, w sensie, dużo żartów. To widać po tytułach jak "Mario, Please Don't Cry", "Mad Carlo F. 8 Cars You Wrecked", " Couldn't Take Anymore Shit", czy "The Inevitable Free-Jazz Bloodbath". Płytę kończy zresztą wymowny numer " That's It, the Last Song!".
Nie dajcie się zwieść sielskiemu humorowi. To jest ostry Crossover / Thrash, z wyrazistym akcentem ekstremalnym (już nie chcę używać nomenklatury typu Death / Black). Czy też może eks-termalnym haha? Albo eks-terytorialnym? Z tematów ekstradycji, to mamy cover szkockiego Exploited ("Fuck the USA" zmienione na "Fuck the USL" - nie mam pojęcia co oznacza L, książeczka nie ma tekstów)
Nie ma też charakterystycznych riffów. Chciałoby się niesmacznie porównać płytę do szczytowania w filmach klasy porno. Ciągłe, niekończące się szczytowanie. Z uwzględnieniem zasady, że kapitan (w tym wypadku Peso, lider Necrodeath), spuszcza się do szalupy ostatni.
Tyle wad, a taka doskonała płyta, w której nic bym nie zmienił. I jaka ogromna radość, że to mogę sobie puścić na wieży. Dlatego też, powinieneś zrobić to samo. Wrzuć "Mondocane - Project One" i nie pyskuj. Project Two niestety się nie wydarzył.

Komentarze
Prześlij komentarz