DECONSTRUCTION: Antigama vs Toxic Bonkers
Co do zasady, roztropne i mądre jest unikanie polityki i tym podobnych tematów w pisaniu na jakikolwiek temat, również gdy jest się dziennikarzem politycznym (taki paradoks). Chciałem jednak się przyjrzeć dwóm polskim zespołom z jednej wytwórni, oraz temu, jak i dlaczego jedna nazwa osiągnęła sukces, a druga tylko chwilowy i ograniczony do samej Polski.
Zarówno Antigama, jak i Toxic Bonkers grały Grindcore, z nutką Death Metalu, choć oba wolały bardziej akcentować element Grind, niż METAL, bo środowisko Metalowe było 20 lat temu uważane za passe (i chyba nadal jest), wśród tych zwyklejszych kręgów społecznych. Co prawda, T.B. jest starsze i sięgające lat '90, ale prawdziwą karierę, podobnie jak Antigama, zrobili dopiero będąc w Selfmadegod Records, gdzieś w pierwszej dekadzie XXI wieku.
Niemniej jednak, jeden osiągnął większą karierę i funkcjonuje sobie nadal, a drugi trochę odszedł w niebyt. I uczciwie powiem, w sposób subiektywny, preferuję T.B. od Antigamy i tu nawet nie ma podjazdu, ale to właśnie oni są tymi przegranymi. Rozłóżmy więc na czynniki pierwsze co i dlaczego stało się tak, jak się stało.
1) POCHODZENIE
Zachowam się teraz trochę jak komunista, ale niestety, to wbrew pozorom, ma znaczenie, trochę jak zawartość cukru w cukrze. Okej, oba są z Polski. ALE...
Antigama jest z Warszawy. A Toxic Bonkers jest z Łodzi. Warszawa - stolica Polski, ogromne miasto, aglomeracja, magnes dla zagranicznych inwestycji i tzw. stereotypowe rozwinięte miasto (powiedzmy, choć fakty mówią co innego). "Warszafka" ma to do siebie, że każdy z tego miasta ma +100 punktów procentowych na starcie i to bynajmniej pomaga w życiu. Bo jak się pochodzi z Warszawy, to chcąc nie chcąc, tworząc sztukę, człowiek się pojawia w lokalnych czasopismach, radiu, gazecie, internecie. A że to ma zasięg na całą Polskę, to już inna para kaloszy. Co prawda, Warszawa potrzebuje Krakowa do porządnej dystrybucji i biznesu, ale sama z siebie potrafi się lansować ponad realistyczny stan. Ponadto, mieszkańcy Warszawy cechują się tzw. "yntelektualizmem", obyciem w świecie, kosmopolityzmem, itp. itd. Tak, nie cierpię Warszawy. Niestety, ciężko jest mi to ukryć.
Łódź (kurwa Łódź, cytując klasyka) z kolei, poza tym, że jest miastem filmowców, to jest znana z tego, że przeszła dość poważny kryzys ekonomiczny w epoce transformacji, który skutkował nie tylko biedą, ale również znaczącemu wymieraniu miasta i pogorszeniu się warunków bytowych, żeby nie powiedzieć, że swego czasu Łódź kojarzyła się niestety z patologiami i tymi najgorszymi elementami życia w Polsce. Jeśli Warszawa była stereotypowo majętna, bogata i światowa, tak Łódź prezentowała w społeczeństwie obraz odwrotny - biedy, nędzy i rozpaczy. Jeśli stereotypowy Warszawiak wizualnie byłby "chudym, łysiejącym chłopcem w okularach, z brodą, w rurkach", to Łodzianin zaprezentowałby fizjonomię "umięśnionego karka z ogoloną głową". I nie zgadniecie, oba zespoły dokładnie tak wyglądały na zdjęciach.
Oczywiście, ocenianie ludzi po wyglądzie jest głupie, ale pewne trendy, jeśli chodzi o ubiór i styl noszenia się, nie biorą się z próżni. Innymi słowy, T.B. na starcie miało -100 punktów procentowych powodzenia w życiu. Aż dziw bierze, że nie wzięli się za popularny ówcześnie Hip-Hop, tak jak to zrobił, nawet mi znany, O.S.T.R.
Przepraszam, jeśli sieję jakieś międzymiastowe animozje, ale cenię sobie szczerość ponad wszystko i nie da się opisać pewnych zjawisk, udając, że nie ma pewnych znaczących różnic. Dalej postaram się być bardziej dyplomatyczny.
2) STYL
Antigama - prezentowała ówcześnie popularne eksperymenty między Grindcore, Mathcore, Technikaliami i wszystkim co szło naprzód. Innymi słowy, robili to samo, co Pig Destroyer, Axis of Advance, Agoraphobic Nosebleed, Cephalic Carnage. Dokładnie tak wyglądał ówczesny zeitgeist. I przewodził mu Relapse Records, do którego to Antigama miała dołączyć, uprzedzając fakty. Aczkolwiek trzeba uczciwie powiedzieć, że na tle tychże wymienionych zespołów, nasze Warszawiaki prezentowały zdecydowanie wyższy poziom i to pod każdym względem. O ile wcześniej się naśmiewałem z przeintelektualizowania Warszawy, tak tutaj muszę oddać honor, że Antigama była po prostu nie tylko ciekawsza stylistycznie, ale najzwyczajniej w świecie, mądrzejsza i lepiej celująca w to, co było oryginalne. Świadomość zdecydowanie większa. A już na pewno nie aż tak mocno przepalona marychą, jak u Amerykanów (zwłaszcza Cephalic Carnage, który to składał się z nielegalnych Meksykanów).
Co do zasady, zespół ten zawsze eksperymentował i na eksperymentach on stał, zawsze będąc progresywnym w tworzeniu i próbując odkryć coś świeżego. Ba, same okładki pokazują pewien mental przewodzący grupie, łamiące schematy i to, czego ktoś mógłby oczekiwać od Grindcore. Gdyby oceniać zespół po samych okładkach, to sklasyfikowałbym ich jako Post-Punk, Avantgarde. I niekoniecznie bym się pomylił.
Toxic Bonkers - nieco prostszy, dosadniejszy, robotniczy Grindcore, z ciężkim Death Metalem u boku. Uczciwe rzemiosło, bez kombinacji, wymyślania koła na nowo, ani też udziwniania swej muzyki na siłę. Co prawda, w przypadku zwłaszcza "Seeds of Cruelty", udzieliła im się nieco ta fala eksperymentów i zaczęli dodawać niepokojący Dark Ambient, jako intro do swoich tracków, ale w głębi duszy, pozostali dalej tym samym, nieco chłopskim, ale za to ogarniętym zespołem, z mocnym muskułem w riffach.
Tutaj sprawa jest nieco prostsza, bo T.B. chętnie korzystali z dziedzictwa Bolt Thrower, Napalm Death, Sepultury *, ale z tą przewagą, że mieli nad wyraz dobrą kontrolę jakości riffów, bo ja się w nich po prostu zakochałem i znam je na pamięć, co w przypadku totalnie obskurnego zespołu bardzo rzadko się zdarza. Ekipa tworzyła prosto z serducha, mocno politycznie zaangażowana przeciwko niesprawiedliwości świata, nie siląca się na jakiś pseudointelektualizm, a bardziej starająca się dotrzeć do istoty człowieczeństwa. To nie znaczy, że nie byli ambitni, wręcz przeciwnie, z płyty na płyty robili coraz lepsze numery. Muzyka ta wciąż się broni.
3) SKŁAD
Niejednokrotnie zmiany składu potrafią przetrącić kark nawet i najlepszemu zespołowi na świecie, patrz Black Sabbath. Ale trzeba to uczciwie oddać - Antigama ma, co do zasady, tych samych członków od początku. I okej, wymienili perkusistę na 14 lat, po czym wrócił z powrotem. A i bas też się od pewnego momentu zmieniał co chwilę, ale udało im się zachować pierwotną esencję i utrzymać większość pierwotnego składu.
Toxic Bonkers niestety nie miał takiego samego szczęścia. Po pierwsze, częste zmiany wokalistów. Po drugie, śmierć Konrada Sobierajskiego w 2000, głównego riffmana ekipy. Ba, "Seeds of Cruelty" jest pewnym testamentem jego twórczości, gdyż zawiera jego kompozycje napisane za jego życia, ale nagrane po latach. Z oryginalnych członków grupy w pewnym momencie zostali tylko Klimer (perkusista) i Grela (najpierw bas, a potem tylko wokal). Bardzo dużo osób przewinęło się przez kapelę na przestrzeni dekad. A niestabilny skład prowadzi do niestabilnego funkcjonowania i to się odbiło grupie czkawką...
4) KARIERA
..I dlatego też, T.B. zakończyli działalność w 2017. I nigdy już nie usłyszymy nic nowego od nich, choć cuda się zdarzają. Ich ostatnia płyta była wydana w 2010 roku, więc zanim się rozpadli, to jeszcze długo próbowali swych sił. Ale od początku. Wpierw, była kultowa demówka z 1994, która wg zinów, narobiła nieco szumu w eterze. Zrobili jednak błąd, gdyż wydali płytę w 1997 dla gównianej włoskiej wytwórni S.O.A., która zajmowała się na co dzień szrotami, przez co chyba byli niechcący z nimi zrównani. Fakt faktem, "If the Dead Could Talk" jest płytą specyficzną i obym dożył remastera któregoś pięknego dnia, ale domyślam się, że materiał też zapewne nie przekonał ludzi. Brzmiał on dziwnie, mówiąc eufemistycznie. Dużo lepiej ma się sprawa z ultra-ważnym "Blindness" wydanym dla wciąż funkcjonującej "Nikt Nic Nie Wie" (Punkowa wytwórnia).
"Blindness" jest chyba jedynym pretendentem do obalenia "From Enslavement to Obliteration" i mówię to bardzo ostrożnie, bo dla mnie ta płyta jest arcydziełem, które to analizowałem sekunda po sekundzie i 15 lat temu byłbym w stanie napisać na ten temat książkę i wielka szkoda, że tego nie zrobiłem, bo wiedza mi uleciała. Każdą rzecz prześwietlałem - od brzmienia, do uderzeń werbla, czy przeskoków czasowych, świadczących o pocięciu śladów (podobnie było na "Scum"). "Blindness" w każdym bądź razie, niczym nie ustępuje klasykowi ND. I jeśli Antigama skupiała są na zagubieniu współczesnego człowieka w społeczeństwie, tak T.B. preferował prezentować okrucieństwo totalitaryzmów i ludzkości ogółem. Co prawda, oba tematy są mocno wyświechtane, ale czasem wciąż potrafią zrobić wrażenie.
Po tej płycie nastąpiła wspomniana wcześniej tragedia i zespół niejako pośmiertnie wydał "Seeds of Cruelty" dla raczkującej Selfmadegod, które za gówniarza kupiłem po 12 zł, a w którym się zakochałem. I chyba nie tylko ja, bo poszli w końcu za ciosem i wymęczyli wydanie "Progress" (w naprawdę luksusowej oprawie) w 2007 r. Mówię "wymęczyli", bo to jednak jest różnica 3 lat. Swoją drogą, jak na zespół Grindcore, to Toxic Bonkers nie miał żadnych splitów, singli, specjalnych wydawnictw. Niet, 1 demo i 5 płyt. Po chłopsku, rozumnie i bez pitolenia. Jak ja to kocham.
Coś jednak chyba poszło nie tak, bo zamiast iść dalej, to skład im się posypał, a i też odeszli z wytwórni. Patrząc na filozofię SMG na przestrzeni dekad, nie mam wrażenia, aby ich wyrzucili, ale bardziej, że coś się nie dogadali z zespołem. Jest to o tyle znamiennie, że nawet jak T.B. wydało swój ostatni album "Plague" dla Spook Records, to i tak później dystrybuowało to SMG. Nie wiem, nie znam się, może kiedyś się dowiem więcej.
Po "Plague" zespół jeszcze funkcjonował koncertowo, z keyboardem dla efektu, tak więc też trochę eksperymentowali, a klip do tytułowego numeru zrobił furorę na youtube. Ale niestety, podsumowując, na tym był kruca fuks, koniec :(
Minuta ciszy.
Antigama zaś cały czas była aktywna, jeśli chodzi o wydawnictwa. Jak się popatrzy na ich dyskografię, to mało mają przerw. Zawsze jakiś album, demo, split, EP, coś-tam. Zaczęli w 2001 r. i ich debiut z 2002 wydał również włoski The Flood. Włosi lubią Grind? W życiu bym ich o to nie podejrzewał. Po paru splitach wziął ich pod skrzydła raczkujący SMG, który to też wznowił ich debiut (hej, dlaczego nie zrobili tego samego z T.B., który przecież jednak był na fali?), wydał kolejne dwie, jakby nie patrzeć, kultowe płyty, które były to szeroko opisywane w pismach branżowych, w przeciwieństwie do T.B., który to zdaje się, nie istniał w gazetach popularnych, a bardziej podziemnych, a ostatecznie zaliczyli etap w Relapse Records.
No trzeba przyznać, taki awans nobilituje. I tutaj muszę uczciwie coś powiedzieć. Mogę sobie robić jaja z Antigamy, ale fakt, że byli w Relapse i nagrali dla nich aż dwie płyty pod rząd, z czego "Warning" chyba już przeszedł do popkultury, jak najbardziej zasługuje na ukłon i szacun. Bo raz, że to są dobre płyty, a dwa, że jak wspomniałem wcześniej, biją na głowę wszelkie zagraniczne Grindcore i to o parę metrów, nie centymetrów. Cieszy mnie mimo wszystko to, że ten zespół był rozkminiany na świecie.
Niestety, albo stety, ekipa wróciła do SMG i funkcjonują tam do dzisiaj i mam wrażenie, że są chyba nawet bardziej zadowoleni z tego, zważywszy na to, że są tam dobre 14 lat i chyba nie zamierzają nic zmieniać. Trochę szkoda, że nie udało im się bardziej podbić świata, ale na pewno udało im się zaznaczyć swoją obecność w nim - tego już im nikt nie odbierze i sama nazwa zawsze będzie kojarzyć się ludziom z tym bardziej inteligentnym, wymagającym Grindcore dla tych, którzy szukają czegoś więcej w muzyce.
5) PODSUMOWANIE
Śmiem twierdzić, że o ile Antigama jest marką samą w sobie i zawsze będzie wymieniana wśród tzw. "koneserów" sztuki i będzie mogła cieszyć się dobrym słowem, jak i uznaniem, to Toxic Bonkers zdecydowanie wygrywa nagrodę publiczności za całokształt, ciężką pracę, nieustępliwość i najzwyczajniej w świecie talent do tworzenia. A że uważam się za Vox Populi, to niejako wynika z tego też Vox Dei.
I jeszcze raz, doceniam Antigamę za "Zeroland", "Comfort" i "Intellect Made Us Blind", które też są dla mnie ważne. Ale jakby ktoś mi dał pistolet do ręki i kazał wybierać, co lubię bardziej, to by mi nawet powieka nie zadrżała. Starałem się więc mimo wszystko w miarę obiektywnie opisać sedno sprawy i różnice, które wydają mi się frapujące. Wnioski jednakowoż, chciałbym pozostawić czytelnikowi, czyli Tobie. A co z tego wyniesiesz, to mam nadzieję, że będzie Twoje. Niezależnie od miasta.
Już taki ze mnie zimny drań.
__________________________
* Swoją drogą, do dzisiaj pamiętam plakat promujący koncert Sepultury w Krakowie, gdzie Toxic Bonkers miał być supportem. Oryginalnego plakatu nie znalazłem, bo to dawno temu było, jakieś ponad 15 lat, ale wyglądał on mniej więcej tak:


Ciekawa analiza. Ale właściwie takich przypadków jest masa, czasem zespół może być dobry i pracowity, ale braknie szczęścia. Jak patrzę na niektóre bandy w undergroundzie czy zespoły znajomych to czasem niektóre miały fajny start i przepadły. Bywały takie co budowały pozycje latami pracy a niektóre dzieki znajomościom nagle lądowały na dużych imprezach. Także bardzo różnie się układa w życiu...
OdpowiedzUsuń