Beyond Metal: Maanam

Największym grzechem świata zachodu i jego (braku) kultury, jest mała znajomość Marka Grechuty oraz Maanam. O ile Grechuta pojawił się w świadomości Brytoli (za pomocą naszej tkanki emigracyjnej), o tyle Maanam jest wciąż anonimowy. Mimo dwóch płyt nagranych specjalnie dla zachodu. Płyt, które są równie genialne, co nasze rodzime. Trudno jest więc nie wierzyć w teorie spiskowe.

To, co może zdziwić, to fakt, że w pierwotnym składzie Maanam grał nie kto inny, jak Milo Kurtis (!). I to właśnie od niego i Marka Jackowskiego w ogóle powstała nazwa zespołu. Jak zapewne zauważyliście, mam ogromną miłość do Greków (i Włochów), tak więc niejako z automatu uważam, że każdy go zna. Milo Kurtis, poza zespołem Osjan, miał też udział w kultowym zespole Reggae Izrael, punkowym Deuter i przede wszystkim Voo Voo. W Maanam był też John Porter, Walijczyk, który nie wiadomo dlaczego, ale znalazł się w Polsce - zapewne się zgubił wędrując po Niemczech - to się zdarza.

Stylistyka Maanam się zmieniała na przestrzeni lat. Prehistoria, to była muzyka orientalna, mocno duchowa. Przekształciła się w nowofalowy Rock, z czasem dodaną nutką Awangardy, po czym nastąpił rozpad, aż w końcu po powrocie mieli okres muzyki lirycznej / miłosnej, aż ostatecznie powrócili do eksperymentalnego Rocka / Elektroniki. Ale to własnie ta Nowa Fala była definicją stylu Maanam.

Tylko dwie płyty Maanam były nagrane bez stałego składu, mianowicie "Się Ściemnia" (1989), oraz "Znaki Szczególne" (2004). Ta pierwsza to był projekt po rozpadzie złożony z muzyków sesyjnych, druga miała być nowym tchnieniem życia w zespół, który był co najmniej chybiony, aczkolwiek sama płyta jest bardzo dobra.

Moją najmniej lubianą płytą Maanam jest "Łóżko" (1996). Na fali sukcesu "Róży" (1994) - pierwsza płyta Maanam, którą usłyszałem, powstała w ramach powrotu na scenę, bo był kryzys w latach '80 - grupa wydała też kompilację "Ballady" (pierwotnie 1993, druga wersja 1995) i poszła jeszcze bardziej w kierunku muzyki pościelowej, stworzonej do ruchania.

Za najbardziej niedocenioną płytę uważam "Klucz" (1998). Niestety, na tym etapie grupa miała kryzys popularności i ich stare przeboje przebijały nowe, równie dobre. Na etapie świadomego słuchacza, bardzo ceniłem sobie "Hotel Nirwana" (2001). Każdy wybitny zespół najlepiej poznawać po ich najgorszych płytach - nie kiedy byli najlepsi, ale kiedy świat o nich zapomniał - pamiętajcie o tej maksymie.

Każdy kto myśli, że Maanam to jest delikatna muzyka dla kochanków, powinien zapoznać się z tym:

Kora jak najbardziej potrafiła growlować na bogato, jak miała na to ochotę. Jak mieli ochotę być piękni, miłośni, to szli w tą stronę, a jak chcieli być groźni, straszni, to również potrafili tacy być.

Co jeszcze mógłbym powiedzieć? Nagrali dwie płyty dla zachodu - "Night Patrol" (1983) oraz "Wet Cat" (1984). Kora zrobiła płytę z debilami z Pudelsów, zwłaszcza Maleńczukiem ("Bella Pupa", 1988), którym gardzę jak mało którym.

Można mieć pretensję do Kory odnośnie jej poglądów politycznych, a jednocześnie zgadzać odnośnie religii, natomiast Kora miała to do siebie, że szokowała publikę po to, aby ją obudzić i wyciągnąć z marazmu. Celem Kory było pokolorowanie społeczeństwa. Dla mnie Kora zawsze będzie damą, aczkolwiek, czytając jej biografie i romanse, ostro dawała popalić swoim partnerom. A mimo to, Marek Jackowski, pierwszy mąż, chciał z nią współpracować do samego końca, mimo rozwodu (i gorszych rzeczy, które Kora odwaliła). To właśnie świadczy o jej magii. Poza tym, artystom tego formatu jednak wybacza się wszystko.

Warto też zaznaczyć kunszt gitarzysty Marka Jackowskiego i Ryszarda Olesińskiego. To jest nieironicznie polski duet King-Hanneman. Bez kitu. Ich dialogi gitarowe powinny przejść do historii. Nawet jak ktoś nie lubi stylu Maanam, to musi docenić ich talent i umiejętność tworzenia melodii. Mało która grupa, niezależnie od gatunku, miała taką łatwość tworzenia. Można dać im najgorszy riff, a oni by to zamienili w diament. I drugą rzecz, którą chcę, abyście pamiętali - talent należy szanować, a czasem należy zapłacić Talentem (monetą) za talent. Istnieją rzeczy, które wykraczają poza gatunkiem, czy estetyką. Innymi słowy, każdy prawdziwy Metal powinien znać Maanam i się uczyć grania na gitarze, na ich podstawie.

Tak też zrobił nie kto inny, jak Quo Vadis:

Da się więc połączyć Death Metal z Maanam.

Katolicy twierdzą, że świat cierpi na brak Jezusa Chrystusa w ich życiu. Ja uważam, że największą stratą jest nieznajomość Maanam. Pamiętajcie o tym zespole i nigdy go nie usuwajcie ze swojego serca.

Komentarze