Around the World: Malaysia
Zaniedbałem tą serię która miała być poniekąd flagową częścią bloga. Czas więc ponaprawiać trochę błędów życiowych...
Historia Malezji łączy się z wyspą zwaną "Borneo". Malezja, jak większość państw spoza Europy, ma za sobą lata kolonialne, kiedy to przechodziła z rąk do rąk, wpierw od Portugalczyków, a na Brytolach kończąc. Choć ci drudzy byli na samą prośbę Malezyjczyków, bo mieli mnóstwo niezałatwionych konfliktów wewnętrznych (brzmi znajomo?). Przeszli też okupację japońską, aczkolwiek nie była ona aż tak brutalna, jak to co zrobiono Chińczykom. Ale i tak sielanka nie trwała długo, a antyjapońskie nastroje narastały tak długo, aż po raz kolejny Brytyjczycy "pomogli" Malajom zaprowadzić porządek.
Obecnie Borneo dzieli się na 3 państwa: Brunei, Indonezję i właśnie Malezję. Niesamowite jest też to, jak każde z nich poszło w innym kierunku rozwoju. Brunei jest sułtanatem, Indonezja demokracją, natomiast w przypadku Malezji... jest to skomplikowane, gdyż mieli etap komunizmu i jak to z czerwonymi bywa, chcieli rozlać rewolucję na sąsiednie państwa, ale Indonezja, będąca odpowiednikiem Polski, zatrzymała czerwoną zarazę. Malezja też utraciła słynny Singapur, co również jest dla nich samych powodem do wstydu, zwłaszcza jak się popatrzy na późniejszy rozwój tego miniaturowego państewka.
W późniejszych latach stali się monarchią konstytucyjną, przez co mogli sobie pozwolić na kapitalizm choć pod czujnym okiem, żeby się za bardzo nie rozpasał. Druga rzecz, Malezja również jest państwem federacyjnym, czyli Państwem złożonych z mniejszych państw. Natomiast jeśli kogoś zastanawia, dlaczego flaga Malezji jest tak podobna do USA, odpowiedź jest prozaiczna - obie flagi inspirowały się Imperium Brytyjskim, a właściwie, to East India Company
(żeby była jasność, całą tą historię piszę skrótowo, żeby jako tako nakreślić kontekst społeczny)
Malezja co do zasady, nie jest państwem wyznaniowym, ale Islam ma to do siebie, że nie za bardzo toleruje konkurencję, nie mówiąc już o przeciwnikach. Przekonał się o tym wybitny zespół Suffercation (początkowo Suffocation, no ale z wiadomych względów musieli zmodyfikować nieco swoją nazwę). Mianowicie ich klasyczny debiut "Day of Darkness" został skonfiskowany przez policję, taśmy matki nieomalże spalone, a sam zespół poszedł do ciupy za satanizm. Na szczęście durne pały nie zniszczyły wszystkiego, dzięki czemu materiał przetrwał do dzisiaj. Ja sam mam cichą nadzieję, że któraś z wytwórni wreszcie to wznowi jak trza i rozpropaguje na Europę. Może Fallen Angels by się wreszcie na coś przydało? Dużo mnie czyta osób z Singapuru i Hongkongu - weźcie ich trzepnijcie po łbie, żeby się ogarnęli.
Nie samym Suffercation Malezja stoi. Litera "S" zaowocowała w wielka czwórkę Death Metalu Malezji. Obok wspomnianego Suffercation, warty uwagi jest Silent Death, Senseless, oraz Sil Khannaz. Temu ostatniemu nawet chyba udało się wybić na świecie. Osmose miał być wydawcą ich debiutanckiego krążka "Conception of Madness", ale niestety, Francuziki okazały się być za małe w gaciach, aby dać radę ich ściągnąć, co uważam za zbrodnię, no ale cóż... Slum Scum mógłby się załapać jako "piąty", konkretny klasyk DM Made in Malay.
Malezja ma reprezentanta w większości gatunków, ale ekstremą stoi i warczy. Wymieńmy najbardziej ikoniczne ekipy: F.T.G, czyli Klasyczny Death / Thrash, który przeobraził się w Power / Thrash. Brain Dead - Sepulturowe granie w najlepszym wydaniu (to też bym chciał mieć na półce). Perpetual, Infectious Maggots i Catarrh - Grindcore ala Napalm Death. Modar - Doom + Death. Herriot i Vociferation Eternity - melodyjny Death. Z Death Metalu jeszcze warto wymienić Mandator i Necrotic Chaos. Ciekawą sprawą był też Thrashowy zespół Cromok, który choć założony w Australii, składał się z rodowitych Malezyjczyków. Panowie zresztą potem wrócili do swojego kraju.
W przypadku Black Metalu, ważnymi nazwami będą Langsuir (malezyjskie Pandemonium - Devilri), Rator (przedstawiciel surowości w graniu), oraz Profane Creation, czyli tzw. kvltowe demo (jedyne zresztą wydawnictwo w ich historii).
Zespołów jest oczywiście więcej i co do zasady, kraj ten ma zdrową scenę i bogactwo, jeśli chodzi o ilość i jakość. Zachęcam więc do sprawdzania i grzebania, bo jest w czym. Nie skupiałem się specjalnie na Power / Heavy, zwłaszcza, że styl ten nie jest specjalnie popularny, bo zazwyczaj jest łączony z muzyką ekstremalną i chyba tylko Logam częściowo odniósł "sukces", nagrywając płytę.
Ostatnia ciekawostka. Zespół The Fallen to był malezyjski projekt założony przez studentów z wymiany z zagranicy. W skład wchodził Irlandczyk (nie jestem pewien?), Kanadyjczyk, Finlandczyk i Amerykanin. Ten ostatni okazał się być nie kim innym, niż Mick Lauer, który ku mojemu zdziwieniu, znany jest jako RicePirate i pracuje jako "aktor głosowy", czyli użycza swojego głosu w internetowych animacjach. Swego czasu był uważany za najlepszego w tym fachu, gdyż każdy chciał go zatrudnić, nawet do małej rólki. Ja sam za dzieciaka byłem jego fanem, tak więc...
Klimatycznie i stylistycznie, Malezja jest wypisz wymaluj podobna do brazylijskiej sceny - ten sam wygar, dedykacja dla sztuki i podejście do grania, plus oczywiście jakość - surowa, ale mięsista. Jakość tej sceny jest naprawdę zaskakująca i trochę szkoda, że są zbyt egzotyczni dla ludzi, bo naprawdę jest czego słuchać i w czym wybierać. Mało kto by się spodziewał znaleźć takie rarytasy w tak odległym miejscu. Dla mnie, jako Metala, Malezja ma specjalne miejsce w sercu.
Komentarze
Prześlij komentarz