Anatomia CZE: V.A.R.
Kocham naszych czeskich braci, choć bywały z nimi kłopoty przez wiele lat. Polacy nie rozumieją Czechów, ponieważ Czesi przyjęli niemiecką kulturę, przez co mylnie uważamy ich za zdrajców, podczas, gdy oni odcinają się od kultury Morawskiej, a bardziej utożsamiają się z Bochemą. Ja sam mam częściowo czeskie korzenie i czasem żałuję, że nie mieszkam w Czechach, bo można tam pić piwo na ulicy. Jestem jednak nieleczonym patriotą i skoro przytrafiła mi się Polska, to też nie zamierzam uciekać na Węgry, obojętnie, co by się ze mną nie stało.
Zacznijmy od kultowej piosenki - Prdel Evropy (Zadupie Europy) z ich pierwszej płyty, "Personal Destruction" (1992):
Jak widać, przesadna samokrytyka jest cechą narodową Słowian. Nie zgadzam się z przesłaniem, bo uważam, że międzymorze jest najlepszym miejscem do życia na świecie, ale fakt faktem, zajęło nam dekady dojście do ładu i wyzwolenia się od ruskiego buta.
Najłatwiej byłoby podsumować V.A.R. jako czeski Acid Drinkers, tylko surowszy i ostrzejszy i bez pierdół. Skrót V.A.R. oznacza Vratislavice Alcoholic Roar, od piwowarny w tamtejszym miejscu. Piwo jest bardzo ważnym nektarem w czeskim Metalu i nie należy tego lekceważyć. Znana jest historia jak Tortharry miał już dość win, które dostawali w trakcie swojej trasy po Południowej Ameryce i byli spragnieni piwa. Mało nie doszło do rozruchów.
Od strony graficznej, V.A.R. opowiada historie pewnego morderstwa. Każda z płyt ma kolejny rozdział historii. Tutaj (ich drugi album) jest przygotowanie mordercy do swojej zbrodni, na następnych płytach będzie akt, potem wyrzucenie zwłok do jeziora, przyjazd policji itd... Taka mroczna ciekawostka.
Warto poszerzać nieco horyzonty i nie zamykać się w swoim ciasnym świecie. Muzyka to jest konkretny, złowieszczy Thrash z ponurym poczuciem humoru, dokładnie to, czego w tym momencie potrzebujecie i nie wciskajcie mi ciemnoty, że jest inaczej.
Na dzień dzisiejszy (2026), grupa ma na koncie 7 płyt i każda z nich jest świetna, nie mówiąc o demówkach. Wydawcą jest Pařát Magazine, o którym też zrobię wpis w przyszłości, bo bez nich, większość czeskiego wkładu w Metal byłoby zapomniane, lub niezauważone. Jako reprezentanta wybrałem "Závislost" (Dependence) z 1995 r. To jest naprawdę poważny zawodnik.
Polecam, to jest tak naprawdę podstawa, jeśli mówimy o porządnym Thrashu spoza Polski. Słuchajcie V.A.R. i pijcie piwo!
Komentarze
Prześlij komentarz