DECONSTRUCTION: Tribute to Mayhem

Co mnie zainspirowało do napisania posta? Box set Limbonic Art z tego roku. Że co? Do tego dojdziemy w czasie, drogi czytelniku, ale to nie będzie typowa podróż bohatera. W sumie to nie będzie ani bohaterów, ani złoczyńców. Będzie tylko historia.

Tribute to Mayhem, to było wydawnictwo, które zdarza się raz na 100 lat. Sama elita dedykowana najważniejszemu zespołowi z Norwegii. Książeczka robi dobrą robotę tłumacząc wszystkie historie i niuanse sprzed epoki internetowej, co pozwala zrozumieć kontekst i znaczenie tego wydawnictwa. Dzisiaj to zapewne coś takiego zostałoby wydane byle jak z jedną stroną na tandetnym papierze.

Odrobina statystki: Aż dwa zespoły z Polszy, jeden z Francji, jeden ze Szwecji, oraz jeden z Teksasu. Pozostałe siedem z Norwegii.

Chciałoby się rzec, że te nie-norweskie zespoły zostały dopuszczone honorowo, bo Norwegowie są raczej ksenofobiczni i nie bardzo lubią się dzielić z innymi. Ogólnie Skandynawowie mają silne poczucie wyższości, może i też dlatego ichniejsze rządy tak bardzo próbują wymieszać ludność z przybyszami napływowymi. Szkoda, że głównie jednego typu, ale to już taka polityczna dygresja. Swoją drogą, zabawne, że Lord Belial, Jon Nödtveidt i Blackmoon (obaj RIP) narzekali na dokładnie te kwestie już pod koniec lat '90. Kto pamięta te czasy, to raczej wie, że wtedy rządziły zupełnie inne tematy w bolesnej codzienności.

Pamiętam, że gdy wziąłem ten kompakt do domu, to sobie obiecałem wtedy, że każdy z tych zespołów będzie w mojej kolekcji. Wtedy posiadałem tylko Immortal, Vader, Behemoth i dopiero miałem sobie kupić Emperor i Gorgoroth. Reszta, poza Carpathian Forest, Dark Funeral i poniekąd Absu, była jeszcze wciąż dla mnie anonimowa. I tak w sumie to musiało minąć dobre 10 lat, zanim przypomniałem sobie o obietnicy i zacząłem uzupełniać braki. Jednakże dopiero teraz, we wrześniu 2026 mogę powiedzieć, że nie zawiodłem samego siebie i dopełniłem rytuału dziewiątej bramy i szatan może wejść do naszego świata i zacząć armagedon. Swoją rolę w tym przedsięwzięciu wykonałem.

Popatrzmy więc na to, co kto zrobił i jak:

1) From the Dark Past - Immortal

Immortal nigdy nie był zainteresowany Black Metalem, nawet chcieli nazwać swój styl Holocaust Metal, ale na ich szczęście to nie przeszło. Cover brzmi idealnie w stylu Immortal i uczciwie mówiąc, pokazuje jak bardzo styl Mayhem miał wpływ na innych. Wykonanie perfekt. W tamtym latach Immortal raczej już nie istniał, ale miał za kilka lat niestety powrócić. Wtedy jeszcze ten zespół był traktowany jak świętość.

2)  Pagan Fear - Dark Funeral

Szwedzi grają Norwegów. Dark Funeral jest zespołem o którym można powiedzieć wiele - m. in. to, że najlepsze lata mieli za sobą, jak grał tam Blackmoon. Ale też uczciwie mówiąc, nawet jeśli ktoś uważa, ze zeszli psy, to i tak lubię sobie ich puścić. Ich koncertówka w Ameryce Łacińskiej stała się dość szybko znana i kultowa, co rzadko się zdarza w Metalu. Ich wersja ma to, co powinna mieć, choć brzmi lekko wyobcowanie i na wymuszone.

3) Freezing Moon - Vader

Pojawiło się to też na "Reign Forever World". Trzeba uczciwie przyznać, że Peter starał się nie być sobą i zrobić coś inaczej niż zwykle. Ale tego typu utwory nie nadają się dla zespołów mechanicznych. Mayhem był zbyt organiczny na to. Poprawne wykonanie, dało się to zrobić dużo lepiej. Przede wszystkim jednak mega radość, że Polski zespół się pojawił. W tamtych latach Vader był traktowany jako wygodny chłopiec do bicia, do czasu aż Behemoth stał się gwiazdą światową i przejął pałeczkę. Wtedy ludzie dopiero zaczęli bardziej doceniać Peter'a za to, że nie robił cyrków medialnych, tylko skupiał się na graniu Death Metalu i koncertowaniu. Chwała Vader.

4) Funeral Fog - Emperor

Niewiele brakowało i debiut Emperor wylądowałby w Deathlike Silence Productions. Los postąpił jednak inaczej. Sam "Funeral Fog", ze wszystkich utworów Mayhem, ma najmniej udziału Euronymous'a. Tekst napisał Dead. Riffy zaś - zespół Mortem, które użyczyli Mayhem za pozwoleniem. A jak poradził sobie Emperor? Bez orkiestry i starający się brzmieć jak Mayhem. Emperor niby był legendarny, ale na tle reszty norweskich hord, zawsze sprawiali wrażenie komercyjnych, a przez to byli nieco passe. 20 lat później i choć Emperor sobie na luziku koncertuje, to nie nagrywa na siłę płyt, w przeciwieństwie do Immortal, czy Satyricon. Aż ciężko uwierzyć, że to właśnie Emperor okazał się być tym najbardziej prawilnym z całego tego towarzystwa i nie będzie odcinać kuponów.

5) Carnage - Behemoth

Bezpieczny wybór. Leśny gajowy Darski już wtedy był na rozstaju dróg. Nie chciał grać Black Metalu i zauważył, że lepiej robić Death Metal. Wykonał słuszną interpretację "Carnage", jak na swoje możliwości. Nie ma więc żalu, bo nie dało się zrobić tego lepiej. Behemoth oczywiście miał się później zbłaźnić swoim zachowaniem i wywoływać grymasy na twarzy. Ale pozostańmy patriotami - drugi polski zespół na składance. W 2001 roku. Gdyby Mgła już wtedy istniała, to pewnie byłby i trzeci. Ciekawe swoją drogą, czy przez nich Amerykanie nauczyli się wymawiać "ł"?

6) De Mysteriis Dom Sathanas - Limbonic Art

Swego czasu uważałem to za najsłabszy cover. I może dlatego nie miałem Limbonic Art aż do teraz. W sumie, dalej tak uważam. Limbonic Art prezentowało ten popularny przez chwilę symfoniczny sznyt i inne kocopoły. Natomiast uczciwie mówiąc, zrobili mimo wszystko wierny oryginałowi cover, co jak na ich styl, jest zastanawiające, bo w ogóle nie jest to reprezentatywne do tego, z czego są znani. Chyba bali się sprofanować ten utwór.

7) Buried by Time and Dust - Keep of Kalessin

Oj, ile to czasu z nimi spędziłem. I oni sami, ile transformacji zrobili. Mieli występ na Eurowizji, oraz parcie na szkło. Dobry zespół, ale kompletnie idiotyczny wybór na cover, to już lepiej było wziąć kolumbijski Typhon (którego to lider był odpowiedzialny za słynny bootleg "Dawn of the Black Hearts"), albo coś innego z Ameryki Łacińskiej - tego tutaj brakuje, tam wiele było ortodoksów modlących się do Euronymousa. Cover trochę bez charakteru.

8) Life Eternal - Gorgorth

Doskonały przykład tego, jak niegdyś perfekcyjny zespół potrafi odwalić perfekcyjne gówno. Tak się nie robi coverów. Gorgoroth miał dość niedługo mieć poważny kryzys wewnątrz zespołu i zamierzał trochę pomęczyć fanów kiepskimi wydawnictwami. W sumie, jakby się zastanowić, to na tym etapie Gorgoroth był już cieniem samego siebie i tak też miało już pozostać na stałe.

9) Ghoul - Carpathian Forest

Najbardziej perwersyjny zespół wszech czasów, obok GG Allin'a. Ten utwór pasuje do nich idealnie i zrobili go zgodnie z samym sobą. Zresztą, ich wersja jest lepsza od oryginału, co nie było trudne o tyle, że "Ghoul" był tylko na pierwszej taśmie, znanej z kiepskiej jakości. Carpathian Forest po 2006 jakoś tak ucichł. Niby istnieją, ale niespecjalnie mają ochotę cokolwiek robić. Może to i lepiej?

10) Into Thy Labyrinth - Seth

Błąd w tytule, bo powinno być "I Am Thy Labyrinth". Seth. Z Francji. Kompletnie niedoceniany. Ale też spartolili swoją szansę. Można krytykować Vader i Behemoth, ale oni wiedzą jak dobrze brzmieć. Seth brzmi zaś fatalnie. Mimo to, jest to o dziwo doskonały zespół, który można polecać. Zwłaszcza "La morsure du Christ". Ale tutaj nie dali za bardzo rady, bo za bardzo chcieli być brutalni, co stało ze sprzecznością z tym, co robili na studyjnych płytach.

11) Cursed in Eternity - Gehenna

Koleny strasznie mylący cover. Po przesłuchaniu tego, ja myślałem, że Gehenna to taki norweski Marduk. Napierdalanka na całego, chyba bardziej dla fanów Brutalnego Death Metalu. A tu dupa, bo jak się posłucha ich płyt, to jest to bardzo kulturalny, wyważony i wymyślny zespół. Gdyby Gorgoroth to zrobił, to bym się aż tak nie zdziwił. Gehenna natomiast zrobiła sobie antyreklamę. Co prawda, wtedy mieli smaka na granie czegoś w postaci War Metalu, za co fani mieli im za złe. I chyba już raczej nie wrócą do starych "czarów".

12) Deathcrush - Absu

Teksański zespół sepleniący najłatwiejszy numer, jaki można wykonać. Mam wrażenie, jakby ich poproszono o ten cover, po czym zrobili byle co i poszli pić. Wykonanie po najmniejszej linii oporu. Jak na Absu, to śmierdzi to partactwem. Naprawdę dziwne, bo przecież mocno jakościowe demówki mieli, a co dopiero płyty.

Mimo krytyki, ten Tribute to jest oczywiście "kvlt" dla największych ortodoksów. Bo mimo wszystko, to trochę jakby tribute dla Metallicy był zrobiony przez Exodus, Slayer, Megadeth, Anthrax, Overkill, Morbid Angel, Xentrix itd.

I na tym skończmy wywody.

Komentarze