Around the World: Nederland
Jak to ktoś powiedział, Holandia jest oparta na tofu, wiatrakach i śmiesznych chodakach. Zajrzyjmy do kuferka i zobaczmy co tenże kraj dał światu na przestrzeni lat.
Jak na tak mały kraj, mieli dysproporcjonalnie ogromną ilość zespołów Metalowych w stosunku do ludności. Wg wikipedii i Metal-Archives, w latach '90, na 1 zespół przypadał na ok. 15 tys. ludzi. W Polsce zaś na 27 tys. (czyli prawie dwa razy rzadziej), gdzie Holendrów było w granicach 15 mln a Polaków 38 mln (czyli ponad dwa razy większa liczba).
Nie dość, że mieli u siebie bardzo dużo Metalu, to jeszcze niemalże wysoki współczynnik jakości. Powiem wprost, nawet najbardziej obskurny zespół z Holandii zdarza mi się brać priorytetowo, bo wiem, że nigdy się nie zawiodę.
Do najstarszych kapel, które przecierały szlaki należą Future Tense (ostry Heavy Metal) z mini-albumem "Condemned to the Gallow" z 1984 r., oraz zdrowo popieprzony Mysto Dysto "The Rules Has Been Disturbed" z 1986. Ten drugi przemieni się w nieco bardziej konwencjonalny Thrash pod nazwą Mandator. Był jeszcze Thanatos, ale o nim pisałem tutaj, więc się nie będę powtarzać. Od strony gatunkowej, Holandia rozwijała się podobnie do reszty Europy, ale już jakby od samego początku kładli podwaliny pod Death Metal, czyli gatunek, z którego zapewne są najbardziej znani.
Pierwsi dwaj poważni gracze, to oczywiście Pestilence ze swym początkowo Brutalnym Thrashem w 1988, oraz Sempiternal Deithreign z jedyną płytą w dorobku "The Spooky Gloom" wydaną rok później, a która to stanie się pierwowzorem pobocznego odłamu Metalu Śmierci, czyli Doom / Death. Bo faktycznie, trzeba stwierdzić, że holenderska szkoła wyraźnie podzieliła się na dwa obozy: coraz to będący ostrzejszy Thrash, jak Usurper, Disabuse, Messina, Mystrez, Nocturn, Occult, Perpetual Demise, Decision D, oraz Dead Head, a z drugiej, klimatyczny i wysmakowane posępne dźwięki autorstwa Asphyx, Beyond Belief, Etherial Winds, Acrostichon, Mystic Charm, czy choćby Orphanage. Po samej wyliczance widać też, która grupa była liczniejsza.
Gwoli ścisłości, trzeba też zaznaczyć, że dwie bardzo znane kapele z Holandii, czyli The Gathering oraz Within Temptation, które może niekoniecznie poszły w dobrym kierunku, zaczynały od grania Doom / Death. Tak więc odnoga ta również miała swoje sukcesy. Aha, no i jeszcze Officium Triste jest znanym przedstawicielem tego stylu, ale nie przepadam za nimi.
Zresztą, mam nadzieję że wszystko to, co tutaj wymieniam, jest wam znane, bo to trochę obciach nie znać, zwłaszcza jeśli ktoś długo słucha Metalu. I spokojnie można długo by wymieniać różnorakie obskurne klasyki, bo każdy będzie miał swoje. Ja zapodam Stentorian "Gentle Push to Paradise" (1996).
Do tych najbardziej solidnych firm, warto zaliczyć God Dethroned (długa kariera, nie powiem), czy Sinister, czyli taka holenderska kalka Vader *, tyle że z czasem trochę się zamotali w swoim stylu, oraz nieodżałowany Gorefest, co to eksperymentował z formułą. No właśnie, bo choć Death Metal zdawał się być fundamentem holenderskiej sceny, do której to zespoły chętnie się przykleiły, to nierzadko bywało tak, że formacje starały się być niestandardowe w swych pomysłach, a jednocześnie zachowując swoją lekkość, grając w sposób niewymuszony. Takimi przykładami niechaj będą Phlebothomized, Nembrionic, Consolation, Ulcerate Fester, Solarisis - niby Death Metal, ale jednocześnie i oryginalny i przystępny.
Scena Grindcore była nieco mniejsza, ale tu bym wymienił przede wszystkim Brutality Reigns Supreme, Extreem Eczem, Fondlecorpse i poniekąd wymienione w poprzednim akapicie ekipy, bo kreatywność nieraz szła w parze z Grindowym hałasowaniem (jakby nie patrzeć, Gorefest miał w sobie coś z wczesnego Goregrind, nawet jeśli szybko to zarzucił).
Jak mówimy o Death Metalu, to też należy wspomnieć o jego nemesis, czyli Black Metalu. Tutaj było rzeczywiście skromniej, a i kapele te nie były specjalnie uznawane na arenie międzynarodowej jako kult (zwłaszcza przez wiecznie zazdrosnych Norwegów), choć moim zdaniem niesłusznie, bo grupy były holendersko genialne. Zobaczcie sami - Necro Schizma, Bestial Summoning, Unlord, Cirith Gorgor, Funeral Winds, oraz Deinonychus (współtwórca odmiany Depressive Black). O każdej z nich można powiedzieć, że jest to muza dla koneserów. Z dziwniejszych ciekawostek - był jeszcze specyficzny projekt Exmortes z pogranicza surowego Black i Noise - dla jednych gówno, dla innych rarytas.
No i oczywiście, jest też pytanie, a co z tym bardziej śpiewanym Metalem? Jeszcze mniej niż Black Metal i Grind i tutaj jest zabawna sprawa, bo Sacrosanct (założona przez Meinharda po odejściu z Pestilence), Donor, Osiris musiały być chociaż odrobinę ekstremalne, aby być w jakikolwiek sposób zwrócić na siebie uwagę. Chyba tylko Elegy się wyłamał i zrobił jakąś karierę, ale oni z kolei poszli w progresję i bardziej zaawansowane granie. Reszta (z nielicznych Powerowych załóg) poszła prosto do kosza.
W późniejszych latach, Holandia również dorzuciła trzy grosze do rozwoju Brutalnego (ale wciąż przebojowego) Death Metalu (Disavowed, Inhume, Houwitser, Severe Torture) oraz dalej miała nietuzinkowe projekty, trudne do sklasyfikowania (The Monolith Deathcult), ale zawsze warte uwagi i słuchania. Zresztą, tak naprawdę można w nieskończoność wymieniać wartościowe kapele z tego kraju, a i tak zawsze się znajdzie kolejna, która będzie niedoceniona. Końca w tej studni nie widać.
Podsumowując: CHWAŁA HOLENDERSKIEMU METALOWI!!
*Podobnie rzecz się miała z młodszym Centurian, który też mógłbym przysiąc, że są z Polski, zwłaszcza, że ich jedna z płyt miała nawet typową okładkę rodem z końcówki lat '90 na polskiej scenie, a robioną zresztą przez samo studio G-R-A-A-L (czyli taką z komputerowymi efektami)
Na myśl przychodzą mi jeszcze takie nazwy jak Altar, którego pierwsze dwie płyty goszczą u mnie dość regularnie w odtwarzaczu od ponad 20 lat, a także kapele-odpryski bardziej znanych nazw jak np. Hail Of Bullets, Pentacle, Supreme Pain czy Soulburn. O, jeszcze Bodyfarm i rozpierdalające w pył Pyaemia, Obtruncation i Prostitute Disfigurement bym koniecznie dodał do tego zacnego grona. To tak na prędko. Ale tak jak zaznaczono, choć kraj niewielki, to zasługi dla brutalnego łojenia nie do podważenia.
OdpowiedzUsuńMiałem ich w głowie, ale zapomniałem w trakcie pisania, a potem stwierdziłem, że nie będę dodawał i że będę liczyć na komentarze i na to, że ktoś to wytknie. Jak widzę, nie przeliczyłem się :)
UsuńI jak najbardziej wymieniaj, nie żałuj nazw. Wszystkie te kapele są mi znane, a Pentacle, jest u mnie bardzo wysoko, co też wymieniłem bodajże w moim poście o top 200.
Aha, jeśli chodzi o komentowanie, to wystarczy raz napisać. Komentarze przychodzą z opóźnieniem, bo muszę filtrować boty. Gdybym tego nie robił, to wszędzie bym miał spam jakiś suplementów itp.
UsuńI jak już tu jesteś, możesz zaproponować jakiś inny kraj do omówienia, tylko błagam nie jakiś oczywisty typu Finlandia, Niemcy. Szwecja jakby co, już była.
A w przypadku USA, to tam będę w przyszłości dzielił je na stany, bo co do zasady, ludzie myślą, że USA to potęga, a tak naprawdę, to tylko Kalifornia i Nowy Jork się liczy. Floryda to stan dla emerytów, Teksas coś próbował doganiać, a Illinois to zespoły założone w 80% przez potomków Słowian i okolic. Więc jeśli np. interesuje cię np. Maryland, Newada, albo Pensylwania, no to jak najbardziej.
Takich holenderskich kapelek, które leżakują u mnie na półkach, jest jeszcze cała masa, ale na swoje nieszczęście nie wybiły się w powszechnym odczuciu. A co do kraju do omówienia.... Chętnie poczytałbym o Chile na przykład. Szczerze mówiąc metalu słucham od 30-tu kilku lat, a scena chilijska (nawet szerzej spojrzawszy - z całej Ameryki Południowej) była przez całe te lata przeze mnie pomijana. Nawet nie dlatego, że nic tam ciekawego nie powstawało, ale chyba dlatego, że dostęp do materiałów z tychże krajów był chyba na innych kontynentach mocno utrudniony. Kiedy jednak ta sytuacja się poprawiła (głównie przez rozwój internetu), okazało się w moim przynajmniej mniemaniu, że gra tam cała masa zespołów, które po prostu ryją mi banię. Nie sądzę, że to stan, który powstał w ciągu kilku ostatnich lat, ale że jakościowych zespołów w takim Chile chociażby było od dziesięcioleci dziesiątki, jak nie setki. Z powodów wymienionych wcześniej lata 90-te i dwutysięczne na scenie chilijskiej wciąż pozostają dla mnie dużą niewiadomą. Tak więc - jeśli masz coś ciekawego do zaprezentowania z tamtejszego grajdołka, chętnie przeczytam. Hailzzz!
UsuńGratuluję długiego stażu, ja tak z dobrą dekadę krócej słucham :)
UsuńVox Populi - Vox Dei. Będzie więc o Chile. W mojej ocenie, obecnie Chile wygryzło Brazylię, jeśli chodzi o pozycję króla Ameryki Łacińskiej w Death Metalu. W międzyczasie, zachęcam do obczajenia tagu, bo napisałem jakiś czas temu o dwóch młodych kapelach (gorąco je polecam):
https://nekro-metal.blogspot.com/search/label/Chile
Z boku zresztą masz wszystkie cykle, jakie prowadzę, więc warto posprawdzać archiwalne materiały. Nie mówię, że jestem jakiś dobry w pisaniu, ale mam na tyle szeroką wiedzę, że omówiłem wiele ciekawych zagadnień.
Powiem szczerze, że to JEST trochę robota ostatnich kilku lat, z bardzo prozaicznego powodu - nowe zespoły z Chile mają wreszcie dobrych wokalistów, coś co dla mnie było niesamowitą bolączką, bo jak weźmiesz czy to Undercroft, Torturer, czy Criminal, to one mają taki core'owy styl, który sprawia, że zgrzytam zębami. Ponadto, zamiast kombinowania z Groove Metalem, nowe kapele są w pełni dedykowane starej szkole opartej na Speed Metalu, aczkolwiek jest to globalny trend, o którym też już chyba pisałem tutaj:
https://nekro-metal.blogspot.com/2025/08/debunking-deconstructing-golden-age-of.html
Kolejna sprawa i trochę spojleruję to co napiszę, owszem istniało dużo zespołów, ale swoje pierwsze płyty wydawały dopiero 20+ lat później, np. Pentagram (!!!), Cancerbero, Death Yell, Atomic Aggressor, przez co straciły swoją okazję zaistnienia, jak Meksyk, czy Brazylia.
Niesamowite jednak w tym wszystkim jest dla mnie to, że co kraj to obyczaj i każdy z krajów ma swoją specyficzną, ulubioną szkołę grania.
W czekaniu na mojego posta, obczaj sobie Totten Korps - Supreme Commanders of Darkness i cokolwiek od Unaussprechlichen Kulten. Nie ręczę że się spodoba, ale dość dobrze oddają klimat Chile.
Z Chile sie zgodzę, że ostatnio z tego kraju dużo dobrych zespołów wychodzi. Też mam w planie o tym pisać, tyle że raczej o tamtejszych thrashowych ekipach (Mayhemic, Critical Defiance, Ripper). Z tym że będzie to zbiorczy text i pójdzie raczej do zina. Chilijski death też musze nadrobić
UsuńWszystkie trzy wymienione przez ciebie kapele miażdżą. A Ripper właśnie dziś wypuścił singiel z długo przeze mnie oczekiwanej płyty. Jest moc!
UsuńWszystkie nazwy zespołów, które wymieniłeś znam, no może poza Torturer, które sprawdziłem, ale nie powaliło. Najbardziej cenię Atomic Aggressor (kult!), Totten Korps, czy Suffering Sights. Z nowszych rozwalił mnie ostatnimi laty Vomit i Thirsty Demon (total Possessed tribute). Tak więc aż tak źle z moją wiedzą nie jest hehe.... Bardziej chodzi mi o jakieś zaginione perełki z lat 90-tych, jakieś demówki czy Epki kapel, które zakończyły żywot nim się dobrze rozwinęły. Z pewnością jest tego trochę.
OdpowiedzUsuńJEDNA WAŻNA RZECZ, O KTÓREJ ZAPOMNIAŁEM, WIĘC PISZĘ W KOMENTARZACH, MOŻE KTOŚ PRZECZYTA
OdpowiedzUsuńHolandia miała bardzo silne ośrodki młodzieżowe, które mocno wspierały tamtejsze zespoły. Przykładowo, Dead Head miał opłaconą trasę koncertową po Europie (nie dam głowy, ale byli chyba również we wschodniej części), bo byli niepełnoletni.
Pamiętam natomiast, jak czytałem stare wywiady i byłem trochę o to wkurzony, bo Holandia, Szwajcaria, miała przewagę nad Polską, właśnie dlatego, że ich działalność była wspierana przez rząd w ramach promocji kultury. Nasze zespoły rodziły się w bólach i osiągały sukces w sposób mozolny i siermiężny, a byle pener z tamtych krajów mógł liczyć na to, że go rząd wesprze finansowo.
To tyle, jeśli chodzi o addendum.