Anatomia DEU: Tankard (III of V)
Standardowo w piątek, czas na piwo i relaks. Będzie wyjątkowo przaśnie. Okres Century Media. Tankard - Tragikomedia w V aktach Akt III: Disco Germano VIIb. Aufgetankt (1994)Co prawda, wyszło to wcześniej przed omawianym wcześniej "The Tankard", ale jakoś tak stwierdziłem, że lepiej będzie to umieścić w osobnej części. W każdym bądź razie... Jak się pije piwo, to się ma ochotę pośpiewać, najlepiej jakieś znane przeboje. Tankard postanowił sobie założyć projekt poboczny do szlagierów po niemiecku. Analogie z wydanym w tym samym czasie "Fishdick" Acid Drinkers, nasuwają się same. Przy czym, nasi zrobili to zdecydowanie lepiej, przynajmniej jeśli chodzi o pierwszą rundę. Mocno średniawa kolekcja coverów...
VIIc. Himbeergeist Zum Frühstück (1996)...I nie był to ostatni raz, bo zaraz po przejściu do Century Media, zrobili sequel, ale tym razem więcej, śmieszniej i przaśniej (klimaty Al Bano). Zdecydowanie lepszy dobór do parodiowania, bo mamy i "Paloma Blanca", "Tanze Samba Mit Mir", jak i "Fiesta Mexicana" (tytuł mówi sam za siebie), czy delikatnie mówiąc, hołd dla upośledzenia umysłowego, w postaci wykonania utworu Heino (kto go nie zna, ten zaprawdę, jest człowiekiem szczęśliwym i spełnionym). Zdecydowanie bardziej godne polecenia, pod warunkiem, że się jest pijanym. Na tym zbiorze coverów, zakończył się na szczęście ten poboczny projekt.
VIII. Disco Destroyer (1998)No i chyba opuszczenie szeregów Noise Records, jak i wyżycie się poprzez covery uczyniło cuda, gdyż momentalnie grupa poprawiła jakość swojej muzyki o 1000%. Nie będzie już więcej biesiadowania, czas na wygar. Zdecydowanie jeden z lepszych albumów w dyskografii, a już na pewno wśród moich ulubionych, łączący dobrze zaprezentowane poczucie humoru, pomysłowość, wraz z ciętymi obserwacjami na temat prozy życia, z jeszcze ostrzejszymi riffami. Normalnie hit za hitem i powrót do regularnego wydawania albumów Tankard co 2 lata. Passa chyba się miała odmienić... IX. Kings of Beer (2000)Fuj fuj fuj, co za obleśna, obrzydliwa okładka, choć niestety, bardzo życiowa i realistyczna. Na wszelki wypadek postanowiłem ocenzurować męskie cyce, żeby nikt nie puścił pawia. Granie nie jest już tak wyśmienite, jak poprzednio, ale to nie znaczy, że nie ma zalet. Otóż ma i są to te rzeczy, za które lubimy Tankard. Zdaje się, że jest to nieco bardziej dramatyczny album, gdyż jest więcej krzyków, ostrych riffów i zapieprzania, niż wcześniej. Ot, taki przejściowy album. I trudno też nie zauważyć, że grupa robi coraz bardziej chwytliwe numery z refrenami. Ostatni album dla Century Media. CIĄG DALSZY NASTĄPI... |
Komentarze
Prześlij komentarz