Collector Corner: Truth about Vinyls
ENGLISH
Post, z którym zanosiłem się od dłuższego czasu, ale się wahałem, bo zdaję sobie sprawę, że mogę nim zepsuć biznes wielu sklepom. Dlatego też nie bardzo chciałem robić tego posta. Ponieważ jednak wkurwia mnie postawa fanów winylów i ich snobizmu, postanowiłem nieco oddać m... wylać na ich poczucie wyższości pomyje.
Bo tak zresztą jest, winyle to format stricte dla snobów. Kasety mają tą przewagę, że obojętnie, jak dana płyta była nagrana, to kaseta rządzi się własnymi prawami, jak jakość taśmy i materiał, z której był zrobiony, przewijanie, zacinanie się itp itd. Dlatego jak ktoś szuka "duszy", czy klimatu, kaseta się nadaje najlepiej, zwłaszcza jak się zepsuje.
Winyl również wymaga ostrożności, bo łatwo jest go spieprzyć i zepsuć. Trzeba go trzymać w odpowiednich warunkach i najlepiej unikać określonych temperatur, jak i też czyścić co jakiś czas (coś, co chyba umyka wszystkim snobom). Ale to nie o tym będzie dzisiejszy post. Mianowicie, chciałbym nieco zdemitologizować jego szlachetność. Mianowicie:
Czy jakość dźwięku na winylu jest prawdziwsza?
To, czego ludzie nie zdają sobie chyba za bardzo sprawy, to fakt, że w obecnych czasach, nie da się nagrywać tak samo jak 50 lat temu. Nawet jeśli ktoś chce nagrywać album na setkę, w sposób analogowy, to i tak to później ląduje w poszczególnych programach komputerowych. Nie jest możliwe w dzisiejszych czasach stworzyć płyty tak, jak robiło się to w latach '60, bo na samym końcu masz mastering, a ten jest robiony z myślą o WSZYSTKICH formatach.
Ale to nie jest wszystko. Otóż, poniżej chciałbym przedstawić wam kilka filmików na ten temat, które wytłumaczą zagadnienie w nieco bardziej techniczny sposób, niż jak gdybym sam miał się brać za to. Poza tym, w sam raz, jakby ktoś chciał znać źródła moich opinii:
Na sam koniec robienia researchu, odpaliłem sobie pierwszą płytę jaką kupiłem w życiu **, a którą słuchałem do zajechania za gówniarza:
Kupiłem to sobie za 19,99 zł z naklejką "NICE PRICE". Wtedy myślałem, że wszystkie płyty tyle kosztują - ale byłem głupi i naiwny. Ale powiem wam, 2026 rok, a chodzi jak żyleta. Wszystko to jest kwestia dbania o krążek - należy unikać wilgotnych miejsc, jak i słońca (to z kolei psuje poligrafię). Płyty zawsze można odpowiednio przeczyścić, lub dać do naprawy i będą chodzić normalnie. I tak naprawdę, dopiero za 200 lat będzie wiadomo, jaka jest realna wytrzymałość Cedeka. Dlatego też jestem tak wierny temu formatowi.
EXTRA: Jeśli ktoś chce z kolei "The REALEST Deal", "honest-to-god" najprawdziwszej wersji, to musi tak naprawdę słuchać taśmy matki (master-tape). I czasem jest to wykonalne. Polecam zdobyć Internal Bleeding "Voracious Contempt" z 2021 przez Dissonant Tapes - jest to zgrywka typu reel-to-reel (było wykonanych tylko 25 kopii). I wtedy macie tak naprawdę najlepszy format do słuchania muzyki, który faktycznie rozwala kasety, CD i winyle razem wzięte.
Powód, dla którego tak zajadle dzisiaj chciałem jechać po winylach i bronić dobrego honoru CD jest taki, że format ten jest wg mnie po prostu idealny. Cedek nie jest ani za duży, ani za mały, ba jest dosłownie jak kompaktowa książka. Jest też bardzo wytrzymały - aczkolwiek w przeciągu ostatnich latach produkcja CD się pogorszyła i częściej spotykam się z wadami, których nie było wcześniej, ale to też efekt pazerności korporacji. I tutaj też jest niestety smutna refleksja - lepiej kupować starsze tłoczenia CD, bo były one wykonane fachowo, w przeciwieństwie do współczesnych, gdzie mała ryska, albo kurz potrafi wszystko spieprzyć. Odtwarzacze CD też są niestety obecnie chujowe. Może dlatego tak bardzo chciałbym zobaczyć renesans muzyki w formacie CD, bo chciałbym wreszcie kupić jakiś porządny model na następne 20 lat. Sam winyl jednak w niczym nie ustępuje CD, w żadnej kategorii, a nawet jest gorszy, chyba że się preferuje okładki w wysokiej rozdzielczości - to jest chyba jedyna realna przewaga winyla. Jest tylko jeden problem - jedna płyta winylowa to kilkukrotność ceny cedeka, tak więc, kto co lubi. Wszystko jednak, czego słuchacie obecnie, jest cyfrowe, a nie analogowe, i najwyższy czas skończyć z tym hipsterskim mitem.
* Starszą dałem koledze. Nie sprzedał na allegro tylko z tego powodu, że książeczka miała ślady po wodzie, ale bynajmniej nie z mojej winy, gdyż taką właśnie wersję kupiłem swego czasu w jednym z pasaży, ale jakoś nigdy tego nie reklamowałem - odbiłem to sobie potem, przy innej okazji.
** Choć nie najstarszą w mojej kolekcji, bo odziedziczyłem po wujku parę klasyków, jak Stone Temple Pilots, Iron Maiden, Pink Floyd i właśnie Led Zeppelin, które wujek kupił w Anglii w latach '90 - wszystkie chodzą jak nówki.
*** Bonus: pamiętam rozmowę z ojcem, który dla odmiany kolekcjonował kasety wideo z filmami (jak widać, niedaleko pada jabłko od jabłoni) i o tym, jak się załamał, gdy się dowiedział, oglądając program w TV, że taśma się rozkłada i że żywotność takiej kasety to jest jakieś góra max 20/30 lat, chyba że się zajedzie wcześniej. Był bardzo pod wrażeniem filmów na CD/DVD. Niemniej jednak, tak się zniechęcił do kolekcjonowania filmów, że już mu tak zostało. To tylko tyle, że się jeszcze skusił na parę serii, które chodziły po kioskach Ruch-u, typu "najlepsze westerny" itp.
Komentarze
Prześlij komentarz