Collector Corner: Noise Remasters
> ENGLISH <
Mam ochotę nieco popisać trochę o swojej kolekcji i poanalizować różne opcje, jakie są / były. Tak trochę dla siebie samego, może ktoś inny na tym również skorzysta. Zazwyczaj zdarza mi się udzielać w komentarzach na blogach zaprzyjaźnionych (przepraszam) i nieco spamować swoimi wynurzeniami, więc tym razem, może zamiast robić komuś off-topa, wyżyję się tutaj. Będę brał na tapetę kolekcję re-edycji dokonanych przez Noise Records od 2017 r., w ramach tzw. "Noise Lebt!", czyli niby-powrotu na rynek.
Noise Records, chyba nie trzeba przedstawiać, powstała zresztą nienajgorsza książki na ich temat, autorstwa Davida E. Gehlke (kuźwa, co za typowa pisarska pretensjonalność z tym drugim imieniem w środku, może też powinienem pisać jako Ten Ch. Mutant). Jeśli dalej was to nie przekonuje, ani nic wam nie świta, to czytajcie dalej, zaraz zacznie. Z mini-ciekawostek - Turbo ze swoim "Last Warrior" był wydany u nich na licencji (taki mały wątek polski).
Zanim doszło do inicjatywy mającej za zadanie reanimować Noise, puszczono (zapewne próbnie) serię dwupłytowych kompilacji "The Best Of' ich czołowych artystów. Większość z nich dostała zielone światło na poprawne re-edycje, ale nie uprzedzajmy faktów. Azaliż, przyjrzyjmy się jak potoczyły się losy owych kapel...
Seria "Noise Lebt!" i "beyond"
Kreator - tutaj chyba najbardziej dowalone re-edycje, bo w twardszej oprawie i większość to dwu-płytówki z bonusowym koncertem. Lata 2017/2018, pierwsze 8 płyt. Jest tu wszystko, nie tylko opowieści o kulisach, teksty, ale również Mille tłumaczy inspirację do każdego utworu z osobna. Swego czasu można było taniutko dostać w stacjonarnych sklepach po 19.99 zł za sztukę. Tylko idiota by nie brał. Był to zresztą na tyle udana kampania re-edycyjna, że pałeczkę po Noise przejął najpierw AFM przy okazji "Endorama", a potem Nuclear Blast, który dociągnął do "Hordes of Chaos", jako że "Phantom Antichrist" był już u nich wydany. I co ważne, zarówno AFM, jak i Nuclear Blast kontynuowały charakterystyczny design i liner notes zaczęte przez Noise, co daje pewną spójność wizualnie. Prawie, bo ostatnie dwie re-edycje, czyli wspomniany "Hordes of Chaos" i "Enemy of God" wyszły w jewel case, zamiast formatu mediabook. Chyba nie można mieć wszystkiego.
Celtic Frost - Ja posiadam w dużej mierze opcję Century Media wydane hen hen, dawno temu. Noise je de facto powtórzył w 2019, łącznie z książeczką i liner notes, tylko w formacie digipack. Z tej wersji mam tylko "Vanity/Nemesis", bo żem nie chwycił tego, kiedy wyszło wcześniej. Jest też jedna drobna różnica. Wersja "Morbid Tales" z Century Media ma lekko zmodyfikowaną czaszkę, co było iście orwellowskim pomysłem Tom'a Warrior'a. Noise przywrócił pierwotny wygląd. Wg mnie, niepotrzebna i do tego kretyńska zmiana. Zresztą, popatrzcie sami.
Grave Digger - choć Noise wydał w dawnych czasach, aż cztery ich płyty (jedną jako Digger z robo-Kaczorem Donaldem na okładce), to tylko pierwsze dwie doczekały się pieszczoty w 2018, które notabene, w tym roku (2026) podobnie ujrzały światło dzienne na licencji, tym razem u Listenable Rec., zaś "War Games" z jakiegoś powodu zostało wznowione deluxe przez High Roller. "Stronger Than Ever" natomiast zostało totalnie olane (co trochę mnie nie dziwi). Jak ktoś jeszcze chce ich dalsze błądzenie w postaci okresu, kiedy nazywali się Hawaii, to Vic Records to zebrał w jednym miejscu. I tu wielka szkoda, że Sony nie poszedł za ciosem i nie wydał kolejnych re-edycji, w podobnym designie. Fajnie byłoby mieć chociaż "The Reaper", "Heart of Darkness" i "Tunes of War" w kolekcji, bo to dopiero wtedy ten zespół tak naprawdę zaczął grać na wysokim poziomie.
Tankard - tu się trochę nawydawali, bo aż 9 płyt, z czego ostatnia jako bonus ma projekt poboczny Tankwart na dokładkę. Przedstawiać nie trzeba (choć niedługo na blogu pojawi się ich gruntowna analiza), natomiast nie ma liryków, ale za to są liner notes, opowiadające kulisy powstawania albumów. Mimo braków tekstów, które w przypadku Tankard są warte czytania i tak polecam. Po demóweczki ekipy, to już trzeba sięgać po High Roller.
Running Wild - znany i mam nadzieję, lubiany, "Piracki Metal". I tutaj było w pierwszym rzucie 9 płytek w 2017 i to na podobnych zasadach jak Tankard (liner notes, ale bez liryków), choć gdzieniegdzie zdarzały się dwu-płytowe, expanded edition. Musiało jednak chwycić, bo Noise postanowił dorzucić w 2022 całkiem potrzebną koncertówkę "Ready For Boarding", oraz kompletnie zbędne "First Years of Piracy" (ponownie nagrane największe hity), które były już wcześniej porozrzucane adekwatnie jako bonus tracki na poszczególnych re-edycjach. No cóż, chciwość korporacji nie zna granic.
Skyclad - 5 płyt wznowionych w 2017, standardowo jak reszta, w bardzo elegancki sposób. Nie ma liryków. Styl: Folk Metal, czasem Folk / Thrash z surowym, głębokim wokalem. Mam wrażenie, że Skyclad nie był chyba dostępny szeroko w Polsce, a ja sam to raczej sprowadzałem na zamówienie ze sklepów typu Fan.pl, które mają możliwość ściągnięcia czegoś z zagranicy w normalnej cenie rynkowej (czyli w granicach 50 zł).
Voivod - okres "Rrröööaaarrr", "Killing Technology", "Dimension Hatröss", ale bez "Nothingface", choć był on pierwotnie w barwach Noise. Stylistycznie, kontynuacja tego co zrobił Metal Blade przy okazji "War and Pain", czyli wydane w 2017, CD/DVD z występami na żywo, oraz bonusowymi grafikami perkusisty Away. Brak liryków. Niedawno, High Roller wznowił je jeszcze raz, jak to ma w zwyczaju, w slipcase i tym razem z tekstami, w grubych, 32-stronicowych książeczkach. Ja się jednak trzymam tych wersji jakie mam, czyli te od Noise. A jeśli chodzi o okres od "Nothingface" do "The Outer Limits" swego czasu były wznowione (biednie) przez Metalmind.
Hellhammer - tutaj sprawa jest prosta, bo tylko jeden mini-album, ale za to jaki - słynny "Apocalyptic Raids". Wydawało mi się, że Tom Warrior ma pełne prawa do swego dorobku, gdyż cała jego twórczość ma copyright Prowling Death (I nie było problemu w przypadku Celtic Frost / Apollyon Sun / Triptykon, ale zapomnijcie o "Cold Lake" za życia Warrior'a), ale zapewne ten CD jest wyjątkiem. Najważniejsze, że w 2020 wreszcie mogłem skompletować dyskografię tej legendy. Poniżej, "Apocalyptic Raids" vs "Demon Entrails", czy widzicie różnicę w prawach autorskich?
Coroner - częściowo casus Celtic Frost, tylko z drobną różnicą, bo Century Media wzięło na tapetę od "RIP" do "No More Colors" w formacie jewel case, a Noise pozostałe dwie i oczywiście jako digipack. Wszystko w 2018 r. Kompilacja "Coroner", która bądź co bądź zawierała niemało rarytasów nie doczekała się re-edycji.
Deathrow - 3 płyty w 2018, nieraz z masą bonus tracków. O dziwo, są i liner notes i liryki. Nie mam pojęcia od czego to zależało, że jedne zespoły miały je dodane, a inne nie. Solidny, mocny Thrash. Podejrzewam, że znacie, prawda?
Sabbat - tutaj kompletny kosmos, bo mamy do czynienia z Box-Set'em. "Mad Gods and Englishmen" (2023) jest dość nietypowy, bo płyty są w tekturkach, ale za to jest wielka kniga z liner notes + lirykami, więc nie ma wtopy. Box zawiera pierwsze dwie płyty, ignoruje trzecią (jako tą niekanoniczną), oraz dorzuca "Live in East Berlin 1990", "BBC Radio 1 - Friday Rock Show Session 1987", oraz "The End of the Beginning" (DVD). Nie wiem jak wy, ale jak dla mnie bomba (RIP Jerzy Dobrowolski).
Helloween - Najpierw wydane w 2020 przez Sanctuary (o tyle dziwne, że nie bardzo jest o tym info w necie, ale wyglądała identycznie jak wersja Dynamo Rec z Brazylii, które to już można znaleźć), a potem w 2024 już przez Noise (obie firmy zresztą i tak należą do BMG). Pierwsza opcja była najpierw do "Chameleon", a potem rozszerzona do "Better Than Raw", natomiast Noise zwyczajowo doszedł znowu aż do 9 płyt (co oni mają z tą cyfrą?) do "Metal Jukebox". Są to zwykłe re-edycje w formacie digisleeve (czyli taki cieńszy digipack) i czasem są to wersje dwupłytowe. Resztę dyskografii wzięły Nuclear Blast i Atomic Fire (przypomnijcie mi, żebym kiedyś zrobił o nich posta, bo to zabawna historia jest z nimi), ale już w jewel case. Na dzień dzisiejszy nie posiadam nic, ale docelowo, to bym jednak chciał.
Conception - ten wyrafinowany Prog / Power wyszedł na nowo w 2022. Standardowo, bez fajerwerków, z bonus trackami. Cztery płyty, z czego "Parallel Minds" jest najbardziej godny polecenia. Sam jeszcze się nie zdecydowałem na zakup. Zaliczyli też kompletnie niepotrzebny powrót.
Zespoły z Noise, ale nie wznowione, lub wznowione przez kogoś innego:
Sinner - totalnie mnie zastanawia brak jakichkolwiek re-edycji w ogóle, tu jest pełna bryndza, za wyjątkiem Metalmind (który wznowił ich późniejsze dokonania), bo nie mówimy tu o jakimś niszowym zespole, a stosunkowo istotnej formacji. Dostali wstępne, dwupłytowe zestawienie hitów, jak każda z powyższych kapel. Może sprzedaż była kiepska, dlatego też nie postanowiono wypuścić digipacków? Trochę szkoda.
Rage - ale jeśli jestem w stanie jakoś racjonalnie wytłumaczyć brak Sinner, to tu już jest po prostu skandal. No nikt mi nie wmówi, że nie byłoby na to popytu. Ten zespół, swoją wagą, to jest na poziomie Sepultury. Nawet jak ktoś nie lubi Groove / Power Metalu, to dla Rage powinien zrobić wyjątek. Nie widzę żadnych re-edycji nigdzie, za wyjątkiem serii 8 płyt (wraz z jedynym albumem nagranym jako Avenger) od firmy założonej przez samą grupę, czyli Dr. Bones, w latach 2016/2017, oraz para-bootlegów od Hellion Records, które wyglądają nieco na wzór wydawnictw High Roller. Ale poza tym? Jedno wielkie nic. Wstyd.
Jedyną wskazówką dla tego stanu rzeczy mogłaby być personalna antypatia do zespołu przez założyciela Noise - Karla Walterbacha, który uważał Rage za zespół bez "przebojów" (no debil po prostu), tyle że... on już od dawna nie ma nic wspólnego ze swoją byłą firmą, ani też nie ma żadnego wpływu na to, co ona wydaje. Niemniej jednak, możliwe, że mógł coś namieszać w prawach wydawniczych dawno dawno temu, co zapewne zablokowało jakąkolwiek inicjatywę, bo Rage wciąż czeka na podobne potraktowanie, jak jego koledzy.
Messiah - cztery płyty ("Choir of Horrors", "Rotten Perish", "Underground", oraz "Psychomorphia" mini) zostały wydane przez High Roller w formacie deluxe slipcase z plakatem, na licencji od samego zespołu, więc sprawa wydaje się jasna, kto tutaj ma karty w ręku. Znaczy się, prawie jasna, bo "Underground" jeszcze czeka na swoją kolej, aczkolwiek był raz wydany w digipacku w 2010 przez Massacre Rec.
Mordred - ich "klasyczna" dyskografia (przed powrotem) była wydana przez Noise, ale zapewne z tego względu, że grali Funk Metal nieco podchodzący pod to, co robił Faith No More, to zapewne zarząd korpo stwierdził, że nie będzie z tego kasy obecnie, więc pozwolił Dissonance Productions zrobić zbiorcze wydanie w 2021 r. I coś w tym jest, bo sam się nieco waham nad sensem zakupu, zwłaszcza że wysoka cena tego trójpaka nieco mnie zniechęca.
Gamma Ray - nie jestem ich fanem, ale nie da się ukryć, że jest to uznana kapela. Zostali przejęci przez Ear Music i to on się zajął wszelkimi remasterami. Ale co ciekawe, mieli swoją serię 6 digipacków w 2003 r., choć design wyglądał nieco tanio i nie do końca przemyślanie, z totalnie zmienionymi okładkami, które postawione razem obok siebie, tworzyły jeden wielki obrazek. O, taki (wzięte z discogs.com i wyedytowane):
Kamelot - wielka niewiadoma. Ostatni raz się wytwórnia za nich wzięła w latach 2007/2008. Od tamtego czasu nic, null. Prog Power Metal.
--------------------------------------------
I to tyle, jeśli chodzi o wszystkie istotne ekipy, które zahaczyły o tą firmę. Było oczywiście tego więcej, ale tym się nie zajmujemy, bo nie mam na to ochoty i też nie uważam, aby przedstawiały jakoś specjalną wartość.
* W niemczech istnieje pewien ciekawy mental "zamilczenia tematu". Mianowicie, za każdym razem jak dany zespół niemiecki w ogóle wypowiada się na temat niemieckiego nazizmu - dostaje bana od sądu, a czasem więzienie, za tzw. "promowanie nazizmu". W praktyce jednak sprowadza się do tego, że nie wolno w niemczech dyskutować niemieckich zbrodni w ogóle. Bo nawet jak powiesz, że niemcy byli zbrodniarzami, to jesteś oskarżany o promowanie nazizmu. Wielu niemieckim zespołom się oberwało z tego powodu. Np. Rammstein za teledysk do "Deutschland", jak i zapomniany Thrash / Crossover Rumble Militia za utwór "Wieviel Hass wollt Ihr noch?" (Ile jeszcze nienawiści potrzebujecie?), a który ostro krytykował niemiecki nacjonalizm - EP z tym utworem nie może być sprzedawane na terenie niemiec. Podobnie zresztą Eisregen miał problemy za "Krebskolonie", choć oni bardziej kręcili bekę z nazistów. Przykładów zapewne jest więcej, ale już nawet nie chce mi się tego sprawdzać.




Komentarze
Prześlij komentarz