Anatomia USA: 10-Pack Death Metal Extra Feature

 

(AI się bardzo szybko uczy, jak widać)

> ENGLISH VERS. <

Dzisiaj z okazji dnia dziecka specjalny zestaw amerykański Happy Meal - dziesięć wartościowych i obskurnych płyt Death Metalowych z mojej kolekcji prosto z Burgerlandii, które warto sobie przesłuchać. Przyznaję, korciło mnie, aby nieco sobie porobić jaja, ale dzisiaj nie prima aprilis. Trochę staroci, trochę nowinek. Bierzcie więc Colę, frytki i jakiegoś Big Maca, dzisiaj jest WASZ dzień, moi milusińscy:

1. Levelled - Disintegration of Humanity 

Znałem ten album od dłuższego czasu, ale nie zapamiętałem go jakoś specjalnie mocno, dopóty żem go nie dodał do płytoteki. Przemyślany, mocny i... z ambientowymi wstawkami. Nie należy się jednak ich bać. Główna część, czyli mięcho, jest dokładnie tak przysmażone, jak być powinno, bez konserwantów i niepotrzebnych dodatków.


2. Necrolatry - Dead and Buried

Czy jest coś bardziej zachęcającego do zapoznania się z danym materiałem, niż widok katastrofy humanitarnej? Nie sądzę. Szorstkie, surowe, nieczyste, nieświęte. W tym samym czasie sprawiłem sobie również inne Necrolatry, które było bardziej Grindcore, ale również niegłupie.

 

3. Morbius - The Shades Below

Wyjątkowo dobry przykład tego, że można grać w sposób wyszukany, bez utraty tego, co jest najlepsze w Death Metalu. Z całej dyskografii Morbius, ten album jest najłatwiejszy do przyswojenia. Wolałbym co prawda zarekomendować ich drugi sznyt, czyli "Alienchrist", ale może się on okazać nie lada wyzwaniem dla bardziej konserwatywnej publiki, gdyż nie ma on banalnych riffów i struktur. Sam się z nim zmagam. Cała ich dyskografia to jest przede wszystkim podstawa klasyki klasy B i wypada wiedzieć o ich istnieniu.

 

4. Headrot - Human Buffet

No przyznaję, mam nieco smaka na takie głupawe, niewymagające i niewyszukane suty. Eeee... znaczy się, granie. Oczywiście Tylko też umówmy się, to robi swoją robotę i działa, więc też nie ma co się silić na jakieś pretensjonalne pitu-pitu. Jest też nieco Groooove, ale utrzymano przede wszystkim styl Horror Death Metal, więc są flaki i leje się posoka. Ocenzurowałem sutki na wszelki wypadek... ale za to mogę zostawić gore tak jak jest.

 

5. Cadaverous Quartet -  The Complete Agenda

To zabawne, jak trzecioligowe zespoły, których nawet mi się nie chciało ściągać z sieci, doczekały się po latach własnych kompilacji. I tu muszę przyznać, że trochę nie doceniłem tej ekipy. Jest to całkiem dobrze zrealizowany Death Metal z odrobiną Thrash dla smaku. Kolekcja zawiera ich jedyny album "The Extinction Agenda" (1994) + demówki.

 

6. Corpse - From the Grave

Tak proszę państwa - ten album stanowi esencję z esencji istoty Death Metalu - jaskiniowe, prymitywne granie, ale niekoniecznie prostackie, a wręcz przeciwnie - bardzo ciepła atmosfera, wręcz z domowego kominka. Pod tym względem, chyba tylko debiut Deteriorot może się równać. Gdyby była zima, to ten album by rozgrzał całą okolicę. Doskonale dopasowane riffy i odpowiednio zbudowane struktury - nic dodać, nic ująć!

 

7.  Regurgitation - Tales of Necrophilia

Na wszelki wypadek zasłonię nekrofilski wątek - jak już wspomniałem poprzednio, gore i ćwiartowanie w porządku, ale wszyscy wiemy, co się dzieje, jak jest pokazywany członek w dziurce, na publicznym blogu. Wahałem się między Regurgitation, Deaden, oraz Sintury, jako reprezentanta totalnie brutalnego Death Metalu, którego warto poznać, niezależnie od upodobań. I nie jest to łatwy wybór i tak po prawdzie, to jednak dobrze by było, gdyby cała trójca była wam znana, ale do rzeczy... Regurgitation prezentuje wszystkie (dla jednych to zaleta, dla innych wada) cechy charakterystyczne dla brutali, od brzmienia i skomasowanych riffów, a na tematyce skończywszy. I jest to bez kozery spóźniony klasyk lat '90, kiedy to ta dekada zaraz się miała skończyć.

 

8. Terminus - Tomb of Infamy

Krwisty jak befsztyk, soczysty jak piersi... z indyka i smakowity jak rolady wieprzowe. Makłowicz by pochwalił. "Tomb of Infamy" stanowi kompilację jedynej oficjalnej płyty Terminus + niewydany mini-album. Materiał na doskonałym poziomie, a i kapela jak go nagrywała, miała po prostu frajdę - tego się nie da oszukać i nie kupisz też tego w byle jakim sklepie z płytami. Tu trzeba się nieco namęczyć. Albo mieć farta. Z tym albumem wiąże się też parę wspomnień, ale nie miejsce tu na to - życzę więc wam, abyście i wy darzyli ten materiał z takim samym sentymentem, jak ja to robię.

 

9. Reprobation - The Colour of Gore

Na zdjęciach wyglądają trochę jak ekipa niedorozwojów, co to się nigdy nie skalała myślą. Zaiste, kontrastuje to nieco z ich muzyką, która może choć nie należy do intelektualnych wyżyn, troszeczkę jest wyszukana. Jeśli ktoś myśli, że okładka jest tandetna, ma rację, ale powinien kupić sobie re-edycję CD - jest tam niemało bonusowych materiałów (filmik promocyjny, zdjęcia, biografia), w tym concept art, gdzie od kuchni można zobaczyć proces powstawania okładki (czyli concept art). Brutalne, ale poukładane granie z refrenami, co jest w sumie rzadkością.

 

10. Entety - Exhumed Sarcophagous 1990-1994

Na ostatnie miejsce chętnie bym wrzucił Psychomancer, ale mam tylko mini-album, a wolałbym pełnoprawne pozycje, takie jak ta nomen-omen kompilacja nagrań tej ciekawej i nieistniejącej już kapeli. Fetor, jaki się leje z głośników jest adekwatny do okładki.

Kurcze, aż trochę szkoda, że już doszliśmy do końca. Spokojnie dałoby się wydłużyć listę o kolejne 10 pozycji. I kolejne... i tak dalej....

Może za rok? Może za tydzień? Hm? Co wy na to?

Komentarze