>ENGLISH< Powoli zbliżamy się do nieuchronnego końca, niestety... Okres istnienia grupy w strukturach AFM. DISCLAIMER: DO NOT READ WITHOUT COLD SIXPACK! THE HEATWAVE IS NOT A JOKE!!! W każdym bądź razie... Tankard - Tragikomedia w V aktach Akt IV: Drin za drinem
| X. B-Day (2002) Czas trwania: 44:29, 11 tracków
Ekipa przeszła do AFM - czy to był awans, czy też nie, trudno oceniać, bo choć Century Media ma lepszą dystrybucję, to na rodzimym poletku AFM radzi sobie lepiej. Nie zmieniło to jednak mentalu Tankard. Chciałoby się rzec, że brat bliźniak poprzedniej płyty i to wręcz na
zasadzie kopiuj / wklej. Nawet czas trwania i ilość tracków się pokrywa,
nie mówiąc już o bardzo podobnej okładce (tak, znów postanowiłem nie pokazywać cycków u faceta). Muzyka wciąż się broni, choć
nie ma mowy o jakimkolwiek powiewie świeżości. I niestety, będzie to stopniowo nasilający się trend, jeśli chodzi o dyskografię piwoszy. Taki trochę album na
jeden raz. | |
XI. Beast of Bourbon (2004) Czas trwania: 45:34, 11 tracków
Album ten ma co do zasady bardzo dobrą renomę i często jest wskazywany
jako jeden z najlepszych albumów Tankard XXI wieku. Nie jest to jednak
aż tak oczywiste przy pierwszym odsłuchu. Utwory nabierają charakteru i
barw dopiero przy głębszym poznaniu (i czteropaku). Bije zdecydowanie z nich energia i moc, oraz dobrze napisane tracki. Można rzec, że
jest to w jakimś sensie łabędzi śpiew grupy, gdyż dalej będzie już
zdecydowanie monotonniej i mniej ciekawie. | |
XII. The Beauty and the Beer (2006) Czas trwania: 45:52, 10 trackówAch... miłość nagiego w pokrzywach... Album zaczyna się niepozornie, wręcz balladowo, choć da się wyczuć nutkę
grozy. Po tym dość łagodnym openerze, wchodzimy na wyższy bieg i
zaczyna się wygar, aczkolwiek słychać lekką zadyszkę. Jest jednak wesoło
i biesiadnie i grupa stara się jak może, aby umilić czas przy
delektowaniu się muzyką. Na specjalną uwagę zasługują wyjątkowo długie i
bujne solóweczki. Jeszcze gdzieś w tym okresie powstała pierwsza wersja "Schwarz-weiß wie Schnee", numeru dedykowanego sportowcowi Jurgenowi Grabowskiemu, byłego reprezentanta Niemiec w piłce nożnej - na mistrzostwach świata w 1974 grał z Niemcami w słynnym meczu "na wodzie" przeciwko Polakom (ot, taka mała ciekawostka). | XIII. Thirst (2008) Czas trwania: 46:39, 10 tracków
Zanim przejdziemy do "Thirst", wspomnę jeszcze, że w międzyczasie wyszło
"Best Case Scenario: 25 Years in Beers" w 2007 r., które zawierało 15
ponownie nagranych utworów o łącznym czasie trwania 64:40, gwoli
ścisłości. Nie jestem jednak fanem tego typu zagrywek i też niespecjalnie jest o czym mówić, bo jakby nie patrzeć, grupa niespecjalnie się zmieniała na przestrzeni dekad (no może troszkę skapcanieli). Jeśli zaś chodzi o trzynasty studyjny album, to chciałoby się
rzec "kolejny solidny album" i tak też jest w istocie. Mam wrażenie, że
grupa trochę chciała wrócić do korzeni, czyli Hard Rock'a, bo jest ona
wyjątkowo śpiewna, a i wokalizy przywodzą mi na myśl wczesne lata '80.
Nie brakuje też melodii. Innymi słowy, całkiem udane dzieło, choć nie jest ono
spektakularne. XIV. Vol(l)ume 14 (2010) Czas trwania: 50:22, 10 tracków
Można odnieść wrażenie, że już sama grupa nie wiedziała jak nazwać swój
kolejny album, więc poszła na najłatwiejszą łatwiznę. Niestety. Od pewnego czasu
Tankard proponował publice porządne, ale niekoniecznie już tak kultowe pozycje. Tym
razem zmęczenie materiału jest nadwyraz widoczne. O ile wcześniej były
przynajmniej dobre refreny i poczucie humoru, tak tutaj nie za bardzo
jest się czego chwycić i trochę się wynudziłem. Grupa idzie głębiej w
kierunku melodyjnego Metalu i niekoniecznie przekłada się to na jakiś
geniusz kompozycyjny. Tak oto kończy się okres Tankard z AFM. |
CIĄG DALSZY NASTĄPI... |
Komentarze
Prześlij komentarz