Around the World: Chile

SWITCH TO ENGLISH

Chile! Państwo o niecodziennym kształcie i położeniu, bo zajmuje ono praktycznie cieniutki wycinek zachodniego wybrzeża Ameryki Łacińskiej. Jednocześnie dość prężnie się rozwijający kraj, jak na trudne warunki, będąc niejako liderem, prześcigając gigantyczną Brazylię, Urugwaj, czy również Argentynę (o Wenezueli nie ma co gadać, wiadomo).

Stylistycznie kraj ten jest w dużej mierze oparty na Thrashowaniu i Thrash'em się żywi i oddycha. Wszystko inne jest podległe temu zasadniczemu fundamentowi.

Mam wrażenie, że zapewne nieco rozczaruję co poniektórych, ale Chile to nie Skandynawia. Na próżno szukać tu jakiegoś kultowego singla, czy dema, które przeszło niezauważone, a później zrobiłoby furorę w sieci. W przypadku tego kraju, większość z tych zespołów, które były coś warte, prędzej czy później wydało albo płytę, albo kompilację demówek. W przypadku Chile panowała następująca zasada - nagrałeś demówkę jakimś cudem? To znaczy, że możesz nagrać płytę (tak samo). Nie nagrałeś? To w 90% przypadków nagrałeś ją 20 lat później, jak już był łatwiejszy dostęp do studia.

Przy czym, powszechnym zjawiskiem w Ameryce Łacińskiej było coś takiego, że dużo zespołów, czy to z Boliwii, Argentyny, czy Paragwaju, nagrywało płyty w brazylijskich studiach, a potem dystrybuowały je poprzez meksykańskie wytwórnie. Z Chile było nie inaczej, choć jak zaznaczyłem na wstępie, mieli nieco lepsze warunki od sąsiadów, dające im odrobinę więcej autonomii ekonomicznej.

Generalnie nie chcę robić wyliczanek, ani spamować nazwami, ale wyjątkowo będę musiał jakoś pogrupować grupy wedle wspólnych cech. Zacznijmy więc od klasyczniejszego Thrashu: tu prym wiedzie Necrosis (zwłaszcza ich debiut "The Search"), Massakre (tutaj bardziej taśmy demo, ale płyty również), jak i dziwaczny amalgamat Slayera z granie progresywnym (?), czyli Abhorrent. Aha, no i Pirosaint, choć oni to wolą wydawać single, niż coś dłuższego.

Co ważniejsze, grupy te mają lekkie zacięcie do dodawanie elementów krajowego folkloru, czy to w grafikach płyt, czy to nawiązań do legend i mitów. Z Thrash Metalu, niektóre mniej lub bardziej zaczęły dodawać Death Metal do swojej receptury.

Wśród takich cwaniaczków wymieniłbym przede wszystkim Torturer, Belial, Saken, Dark Age, Beyond Death. Teofobia i Sentencia wymęczyły płytę po kilku dekadach istnienia, ale powiedzmy, że starsze nagrania są lepsze. No tu muszę przyznać, że jak normalnie bardzo cenię sobię Death / Thrash, tak w latach '90 styl ten kompletnie nie wychodził Chile, bo nie był on ani zbyt agresywny, ani zbyt konkretny riffowo. Najkoszmarniejszymi przykładami tego gatunkowego faux pas niestety są poniekąd Execrator, Undercroft i okropny wręcz Criminal. One też chcąc nie chcąc są tymi bardziej znanymi reprezentantami, choć niezasłużenie. Z dziwniejszych Deathrashów to jeszcze był Coprofago, zahaczający o techniczność i technologiczny fetysz.

Wyjątkami od reguły jest zdecydowanie legendarny Pentagram (obecnie z dodanym "Chile" w nazwie), który nie tylko miał renomę na globalnej scenie, ale znał się również z wieloma znanymi muzykami, w tym wszędobylską Sepulturą. Niestety, Pentagram z różnych przyczyn nie wykorzystał swojej famy i na dekady istniał w pamięci tylko najbardziej zagorzałych maniaków, aż wrócili z debiutanckim albumem w 2013. Zdecydowanie mój faworyt, jeśli chodzi o ten kraj i nie tylko mój.

Idąc dalej, napotkamy się już na załogi idące już mocniej w Death Metal i to zdecydowanie wychodzi lepiej, choć czasami ma się wrażenie, jakby słuchało się zespołu z Kolumbii, ze względu na podobieństwo wizualno-dźwiękowe. No ale jednak, do śmietanki muszę zaliczyć Necrodead, Atomic Aggressor, Cancerbero, tajemniczy Cerberus, kowbojski Regnant, krótkotrwały Necrophago (wydali tylko mini-album na kasecie), Sheolgeenna, zwięzły w swej nazwie Them, no i przede wszystkim znanym wszem i wobec Sadism, który od jakiegoś czasu zaczyna odzyskiwać należne ich miejsce na tronie, z którego mało co nie wygryzł ich Homicide swego czasu.

Z mniej znanych gwoli porządku to Cadaveric, Gravestone, Porta Daemonium, Anima Mortalis, Ancestral, Abaddon, Acrimonious - one wszystkie się miotały przez lata z wydaniem czegoś pełniejszego i raz im to wychodziło lepiej, innym razem gorzej. Oraz bardziej brutalniejsze załogi jak Satanica, Dethroner, Orategod, Harasser, morbidowe Totten KorpsDominus Xul (polecam), hałaśliwy Death Yell, czy lekko awangardowa Inanna. Thornafire to zdaje się nie był w stanie się zdecydować jacy chcą być: brutalni, czy kulturalni, to i też im się ten styl wahał w zależności od pogody. Swoją drogą, ta ekipa nagrała sobie akustyczną płytę w Polsce ("Rituales acústicos" z 2022 r.). Wymieniam tylko te powiedzmy, najlepsze, z tych drugo i trzecio-ligowych.

Chile nie inspirował się tylko kolumbijską brutalnością, bo i ma swoje własne smęty, które dla odmiany przywodzą mi na myśl meksykańską szkołę Doom / Death - ja to tak napominam po razu, bo nieraz naprawdę jak słucham danej grupy, to od razu mi się mylą kraje. Tutaj jako przykład zdecydowanie zarzucam Mischievous Augury, Daedeloth, lekko blackowy Poema Arcanvs i Lapsvs Dei.

W kategorii Deathgrind nie jest tego na szczęście wiele i prym wiodą takie nazwy jak: Eutanasia, Cranial, Forked, S.D.N., oraz Noisecore. Podobnie rzecz się ma z Melo-Death, choć i tu też jest parę rodzynków: Letargo, ciutek brazylijsko brzmiący Necrodemon i przede wszystkim Psicosis, który jest w nieco lepszym guście. Jak na lekarstwo jest Power Metalu. Z tych lepszych kapel, to tylko warto wspomnieć o Inquisicion.

Od czarniejszej strony, żeby się specjalnie nie rozpisywać, koniecznie należy zdecydowanie pamiętać o Temple, Dark God (!), jak i takich opcjach, jak lekko przekombinowany Undertaker of the Damned, rytualny (i podzielony na rozdziały) Unaussprechlichen Kulten (czyżby dziadek był w Wehrmachcie?) i nieco niezauważony Inferis (tutaj się kłania nasze Old Temple). Godless jest z kolei inspirowany greckimi klimatami. Takich typowych kapel Blackowych to raz że nie słucham, a dwa, że nie są zbytnio popularne.

Moim kolejnym ulubieńcem jest Apostasy, czyli taki ambiwalentny diabelski Speed łączący się z Black / Death. Nagrali jeden klasyk w latach '90, ale ich prawdziwym ciosem są ich nowsze produkcje, kiedy to zdecydowali się powrócić. W każdym bądź razie, dla nich dedykuje ten osobny paragraf.

Nie każdemu się udało i co po niektórzy pozostawili sobie tylko kompilację. Sami zadecydujcie o ich wartości: Corpse Grinder, Asbeel, Doom, Necrolog, bla bla bla wystarczy już tego gówna.

Jeśli chodzi o nieszablonowe klimaty, to niewątpliwie prym wiedzie Dorso. Jakby to powiedzieć, najpierw grali Tech / Prog Thrash, potem Awangardowy Rock, Death / Thrash, Funk Metal, Groove Metal, aż w ramach kompromisu połączyli swe awangardowo-progresywne ciągotki z Death Metalem / Goregrind. Rzadko kiedy zdarza się taka schizofrenia muzyczna.

To oczywiście jest zaledwie wycinek chilijskiej oferty, ale zawsze chętnie zapoznam się z czyimiś faworytami, które nie zostały tutaj wymienione.

Przez bardzo długi czas, głównym powodem, dla którego uważam, że Chile miało problem z przebiciem się byli kiepscy wokaliści, którzy w swojej barwie zbyt daleko szli w tzw. "Hardcore", co w połączeniu z częstym flirtem z Groove Metalem dawało opłakane skutki. Z czasem, nowsze pokolenia zaczęły wypierać starsze, a wraz z nimi również i te nieszczęsną manierę, wracając do korzeni, czyli piekielnego Speed Metalu i stamtąd czerpiąc inspirację. 

Przyszłość jednak należy do Chile i nie da się ukryć, że ich profil będzie nabierał coraz większego znaczenia, a ich akcje będą rosnąć w górę. Wymieńmy chociaż te najmłodsze z ostatnich lat: Dekapited, Demiurgus, Ignominia, Mayhemic, Parkcrest, Raijin, Ripper, Suffering Sights, Suppression, Thirsty Demon - to tylko skromna garstka ekip jest zapewne znana większości, ale mam wrażenie, że to jest dopiero rozgrzewka i kraj ten pokaże, na co go jeszcze stać. Z czasem, liczba bohaterów sceny może tylko i wyłącznie rosnąć.

P.S.: Jak komuś dalej jeszcze jest mało i chce suplementu samych obskurnych wydawnictw z danego kraju, to wolałbym odesłać do Metal-Archives i nieszczęsnego RateYourMusic, zwłaszcza jeśli chodzi o tzw. listy z rekomendacjami.

Komentarze