Beyond Metal: Google Sux
SWITCH TO BING... I MEAN, TO ENGLISH
Dzisiaj będzie krótko i na temat - czyli jebać google i kilka słów o alternatywach dla tej gnijącej korporacji. Generalnie unikam produktów google tam, gdzie się da. Ale ja to ja, a ponad połowa moich czytelników używa chrome (co mnie osobiście nieco smuci) i podejrzewam też, że wciąż korzysta z tej przestarzałej przeglądarki. Od samego początku zresztą zależało mi na szerokiej dostępności bloga, więc doktoryzowałem się odnośnie indeksowania stron przez google.
Po pół roku mocowania się z tym gównem i dupa. Mój blog praktycznie nie istnieje wg google. Możliwe, że robię coś źle (wiem wszystko o GSC itp.), ale paradoksalnie nie jestem w stanie wyszukać jakiejkolwiek rozwiązania problemu, który byłby w stanie w jakikolwiek sposób mi pomóc. Mam już trochę dość kopania się z koniem, więc stwierdziłem, że odpłacę pięknym za nadobne. Patetycznie powiem, że charakteryzuje mnie niemalże lucyferiańska postawa - wolę być zepchnięty w najdalsze otchłanie piekieł, niżli klękać przed Absolutnym Panem i Władcą, który chce decydować o tym, jaki mam być, żeby był zadowolony.
Co do zasady, od jakiegoś czasu czytam, że google świadomie chowa blogi tak, że są niewidzialne dla was i że jeśli chce się istnieć, to albo trzeba zapłacić, albo poprzez inne domeny się reklamować (stąd też instagram). Sęk w tym, że sama wyszukiwarka ma najlepsze lata zdecydowanie za sobą. Podobnie zresztą, jak chrome. Zastanówcie się więc, ile fajnych rzeczy was ominęło tylko dlatego, że uparcie trzymacie się google z przyzwyczajenia?
Zgodnie z nazwą bloga, wszystko ulega zmianie. Zmiana bywa nie tylko dobra, jest też potrzebna, tak jak np. zmiana odzieży, jak skarpetki, czy majtki. Istnieje niemała ilość alternatyw dla tego szajsu i postanowiłem, że zrobię im darmową reklamę, ot tak. Można się zastanowić, czy jest to sensowne, wszak zamieniam jedną korporację na drugą. Pomijając truizm, że żyjemy w czasach neo-feudalnych, gdzie każdy ma jakiegoś pana feudalnego nad sobą, to mnie generalnie obchodzi tylko jedno - czy dana opcja jest w stanie sprostać moim oczekiwaniom. Jeśli wpisuje jakieś zapytanie w wyszukiwarce, chce mieć jak najwięcej wyników i jak najlepsze rezultaty. I dopóty korpo nie bawi się w polityczkę, reszta mnie nie obchodzi. To tyle jeśli chodzi o tzw. zaplecze intelektualne, przedstawiam (i polecam) kilka lepszych substytutów poniżej (kliknij aby otworzyć stronę w nowej karcie):
Bing - mój osobisty wybór i chyba najlepsza opcja na dzień dzisiejszy.
Duckduckgo - niby cię nie śledzi, ale jednak śledzi. Ale i tak mniej niż google.
Yandex - ruskie, więc chyba najlepsza opcja dla piratów (ja nie jestem oczywiście, ja się wręcz brzydzę piractwem)
Yahoo - stare, ale jare. Pierwsza wyszukiwarka w ogóle i wciąż działa!
Startpage - przypadkiem się o nich dowiedziałem, bo niektórzy czytelnicy korzystają z tego. Lol, nawet od nich mam więcej wyświetleń, niż z google.
Searx - eksperymentalny agregat. Nie próbowałem jeszcze, ale wygląda ciekawie.
Jest jeszcze wiele innych wyszukiwarek, ale tyle chyba wam wystarczy.
Jeśli choć trochę mnie lubicie, to serio rozważcie zmianę wyszukiwarki (jeśli tego jeszcze nie zrobiliście). A zamiast chrome, poza oczywistą alternatywą w postaci Firefox, jest jeszcze:
Brave - pełen respekt dla prywatności.
Vivaldi - dość silna przeglądarka, trochę dla lepszych kompów.
Opera - przeglądarka z długim stażem jako alternatywa.
Powiem na koniec tak: im dłużej będzie się karmić tego molocha, tym bardziej będzie on gnoić nas maluczkich. Dlatego należy walczyć, zawsze i wszędzie. Pozdro i do następnego.
Komentarze
Prześlij komentarz