Around the World: Ελλάδα (Elláda)

  

SWITCH TO ENG

Grecka scena jest powszechnie kojarzona z Black Metalem, a ja będąc kontrowersyjny powiem, że mam na ten temat inne zdanie. Za punkt widzenia mógłbym obrać taką teorię, że jedyny powód, dla którego tak jest wynika z faktu, że Grecja podpięła się komercyjnie pod popularny wówczas na całym świecie nurt Norweskiego Black Metalu. Potwierdzenie można znaleźć choćby w wywiadach z Rotting Christ sprzed pierwszej płyty, gdzie sama grupa identyfikowała się jako Death Metal (choć gwoli uczciwości trzeba powiedzieć, że R.C. zaczynał jako Grindcore, a i przez lata zmieniał trochę style jak rękawiczki).

Ja jednak będę nieco ambitniejszy i pójdę nieco dalej - otóż uważam, że grecka scena zasługuje na odrębną kategorię, podobnie jak Szwedzki Death Metal, gdyż jest ona unikatowa. Nazywam ją (i nie tylko ja) Hellenic Metal / Metal Hellenistyczny. Za jego fundament, główny budulec tego brzmienia, należy uznać atmosferyczne brzmienie, połączone z ludowością (czytaj: Folk). I dopiero wokół tego trzonu są dodawane, w różnorakich proporcjach, w zależności od zespołu, poszczególne fragmenty, takie jak m. in. Black, Death, oraz Doom, a w dalszej kolejności przyprawy w postaci Gothic, lub Symphonic, w którym to zdarzało im się ewoluować w drugiej połowie lat '90.

Drugim argumentem niech będzie też fakt, że styl ten nie ogranicza się li tylko i wyłącznie do samej Grecji. Tak jak Floryda, Niemcy i wspomniani Skandynawowie, zainspirowali niezliczoną ilość kalkomanii w innych, mniej znaczących krajach, tak samo można odnaleźć odnogi Hellenic Metalu w takich miejscach jak Polska (Christ Agony), Szwajcaria (Samael - TAK, KURFFA), Portugalia (Moonspell), Brazylia (Mystifier), Asyria, będąca częścią Izraela (Melechesh), Włochy (Mortuary Drape), Belgia (Ancient Rites), czy też w końcu Meksyk (R'Lyeh). Zawsze można się kłócić, ze te zespoły miały własny klimat, ale jest to tak charakterystyczne granie, że człowiek niemalże od razu je rozpoznaje i z miejsca przywodzi na myśl właśnie Grecję.

Najważniejsi reprezentanci w kolejności przypadkowej: Rotting Christ, Necromantia, Varathron, Nightfall, Septic Flesh, Kawir, Deviser, Thou Art Lord, Nergal, Naer Mattaron, kontrowersyjny politycznie Legion of Doom, oraz Zemial. Prawie jak 12 Bogów Olimpijskich. Naśladowców też było bądź ile, dość wspomnieć o Macabre Omen, Funeral Revolt, Nordor, NocternityAgatusUnholy Archangel (eksperymentalny hałas), Aimoptysi, albo Disharmony. I powiedziałbym bez kozery, że i te ekipy stanowią markę samą w sobie.

To nie jest jednak jedyna atrakcja, jaką mają Grecy do zaoferowania. Jest też ten ich specyficzny Speed / prawie Thrash, który jakimś cudem jest w stanie wyłuskać melodię z chamskiego łojenia. Bo trudno nie oprzeć się wrażeniu, że Grecy zawsze korzystają z dostojnych melodii. Jest to tak unikatowe połączenie surowości, szorstkości z elegancją i gracją, której nie sposób opisać, trzeba ją usłyszeć, aby zrozumieć. Za przykład niech posłuży Flames, Condemnation (!!), Piranha, Spider Kickers, Epidemic i takie zapomniane załogi jak Stigma ("Sickness Of No Survivors").

I można uczciwie powiedzieć, że te grupy kładły grunt pod nogi późniejszej fali, przede wszystkim za sprawą czynnika Speed Metalowego, bo to on poprzez swą amatorszczyznę, ale jednocześnie szybkie tempo, nadał tego rozpoznawalnego sznytu greckiemu stylowi.

Ale żem się rozpisał na jeden temat, a tu przecież inne gatunki czekają. Grecki Death Metal stał nieco w cieniu, ale i tu można wyłowić kilku zwycięzców. Mowa oczywiście o Septicemia (projekt poboczny znanych greckich kapel?), Obsecration, Death Courier (zapomniany, choć istotny), Selefice (!!!), Horrified, Elysian Fields, Exhumation. I tu dominują w tej odmianie zespoły kochające melodyjność. Część z nich, jak On Thorns I Lay, które idąc za przykładem brytyjskiego Paradise Lost, opuściła ekstremizm i zmiękczyła swoją muzykę.

Kuriozum jest zespół Rotting Flesh, który zarzeka się że całkiem przypadkiem nazwa brzmi jak bękart Rotting Christ i Septic Flesh.

Acid Death zdaje się być czarną owcą w tej rodzinie, bo on z kolei ma typowo włoskie ciągoty do techniczności zmiksowanej z progresywnością. Nie ma w nich za grosz greckiej duszy. A jeśli o niszy mowa, to byli też i inni naśladowcy, jak Goregrindowe Autophagia i Atavism, amerykańsko brzmiący brutale z Inveracity i Disembowel. Nightrage z kolei oparł swoją karierę na byciu jak At the Gates i naprodukował strasznie dużo płyt, z czego większość z nich olałem, bo to nie jest taki Melo-Death, który lubię.

Dodatkowo po kilka zdań o:

Diabolos Rising - nietypowy projekt Magusa Wampira z Necromantia, oraz wokalisty finlandzkiego Impaled Nazarene. Pierwsza płyta to bardzo amatorski midi-ambient, natomiast druga to już bardziej skoczny Industrial / Electronic Metal.

Astarte - grupa składająca się z samych loszek, o prezencji stereotypowej blachary z gimnazjum, co początkowo bekowo naśladowały Norwegów i to aż do przesady, aby od drugiej płyty robić coś bardziej oryginalnego. Trudno mówić tu o jakimś geniuszu, ale udało się paniom pozostawić po sobie kilka niezgorszych płyt.

Do nowszych pupilków zalicza się już chyba legendarne Dead Congregation, które śmiem twierdzić, jako pierwsze przetłumaczyło język Incantation dla następnego pokolenia maniaków. Ich płyty należą do ścisłego kanonu. W ślad za nim poszli inni pionierzy, czyli Embrace of Thorns, którzy to z kolei zaprezentowali światu jak się gra muzykę z otchłani niebytu (nie mylić z odbytem). 

Ja, jako że nigdy nie mam dość greckiego grania, to zasłuchuję się w Cult of Eibon, Soulskinner, czy Caedes Cruenta. Lloth zaliczył udany powrót z niebytu i nagrał współcześnie dwie łatwe do pokochania płyty. Wymieniać można bez liku i teraz choćby do głowy przyszedł mi taki pomniejszy Nocturnal Vomit, ale może się już wreszcie zatrzymam, bo to nie chodzi o popisywanie się wiedzą, ale stworzenie jak najlepszej wizytówki danego kraju.

Podsumowując, Hellenizm cechuje przede wszystkim antyczna melodia, melodia i jeszcze raz melodia. Mimo tak przepięknej sceny, trudno jest się przebić Grekom na szersze wody. Ignorancja w takim przypadku jest wręcz zbrodnią na ludzkości.

Komentarze

  1. Brak wzmianki o RESURGENCY uważam za zbrodnię przeciwko prawdzie! Przynajmniej debiut niszczy wszystko siłą huraganu. Moim zdaniem dwójka też w niczym nie odbiega od debiutu, ale zdaje się, że jestem w tej opinii w mniejszości. Wuj z tym! FOCH!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. tam od razu zbrodnia... sraty taty. nie każdy słucha non-stop brutalnego Death, motyla noga jego MAĆ. Ale doceniam korektę. Tak sobie sprawdziłem, i faktycznie, znam ich "False Enlightenment" z 2012 i myślę, że jak ludzie zobaczą okładkę to też skojarzą od razu. Ale jeżu, ile to dekad było. 2012 wydaje się być TAK ODLEGŁY. gdzie ja wtedy byłem, co ja wtedy robiłem.

      Swoją droga, ty przestań ciągle się jarać brutalnością, zacznij doceniać klimat do choooya pana. Swoją drogą, słowa nie powiedziałeś o Chile, a specjalnie się starałem dla ciebie w tym temacie. Podejrzewam, że jaśniepan niezadowolony, bo za mało brutalności. Spokojnie zrobię osobnego posta na ten temat i skończy się narzekanie.

      Usuń

Prześlij komentarz