Beyond Metal: Usagi Yojimbo
Stan Sakai - wielokrotny laureat nagrody Eisner'a za stworzenie wybitnej noweli graficznej (takie intelektualne określenie na komiks bardziej w formacie książkowym). Trochę się to gryzie, z tym, że w przeszłości również miał nagrodę za najlepszego "cartoonist" - celowo o tym wspominam, bo tego typu określenie nieoficjalnie jest traktowane jak obelga, gdyż tzw. kreskówki (w tym znaczeniu gazetowe paski) są generalnie uważane za twórczość gorszej kategorii. Ale nie tylko one, bo komiksy od ponad pół wieku walczą o należne miejsce wśród dzieł sztuki, czego się im notorycznie odmawia. Sakai'owi udała się ta sztuka, choć należy on do stosunkowo wąskiej grupy, co jest o tyle niesamowite, gdyż jego twórczość nie jest typowa.
Mianowicie, z jakiegoś nieznanego mi powodu (czyżby Sakai był furry?), autor przedstawia postacie jako antropomorficzne zwierzątka. Sprawia to mylne wrażenie komiksu dla dzieci, co uprzedzam, jest dalekie od prawdy. Przez to też początkowo trochę kręciłem nosem i przyznaję, że taka stylistyka wymaga odrobinę tolerancji. Nagroda jednak przewyższa wszelkie opory, jakie można by mieć, a wręcz można powiedzieć, że przez to komiks jest jedyny w swoim rodzaju. Wszak rzadko można zobaczyć rozkoszne, urocze zwierzątka, ciachające się na śmierć i życie mieczami.
Stan Sakai - Japończyk, który się wychował na Hawajach i swą rodzimą kulturę poznawał w dużej mierze poprzez literaturę i filmy. Przeżył wiele prywatnych tragedii, chorób i trudności, ale podobnie jak jego słynny króliczy bohater, nigdy się nie poddał i walczy dalej.
Druga kwestia, choć sam Usagi jest raczej nudny i nieciekawy, to otacza się samą śmietanką barwnych postaci, które w jakimś stopniu pełnią archetypiczne funkcje. "Uczciwa" złodziejka; demoniczny i opętany szermierz wypełniający misję daną mu od bogów; wulgarny i nieokrzesany łowca nagród o złotym sercu; naiwny i dobroduszny władca feudalny; detektyw inspirowany samym Columbo; ślepy szermierz, który potrafi być szybki i bezlitosny; samurajczyni która musi wybierać między obowiązkami klanowymi a sercem, i tak dalej i tak dalej...
Są oczywiście główne wątki fabularne, które stanowią część ciągłej osi zdarzeń, ale sam Sakai zdaje się niespecjalnie ma ochotę je rozwijać, a bardziej woli skupiać się na opowiastkach na góra 3 akty, niżli popychać fabułę do przodu. Mimo to, komiks jakoś mnie nigdy nie znudził, czy zirytował. Pozostałe elementy są na tyle silne, że wszelkie niedociągnięcia tracą na znaczeniu.
Tak zbliżamy się do końca, a nie wspomniałem w sumie o najważniejszym. Otóż, Usagi zawdzięcza swą popularność w dużej mierze jego gościnnej współpracy z inną niezależną serią, czyli słynnymi Wojowniczymi Żółwiami Ninja, zarówno w wersji komiksowej, jak i serialowej. Ostatnimi laty udało się twórcy nieco spieniężyć swoje dzieło, przez co powstał serial animowany i gra, aczkolwiek nie wiem, czy nie powinienem odradzać kontaktu z nimi, gdyż nie są to dzieła najwyższej próby.
Wydawniczo, dom Usagiego zmieniał się na przestrzeni dekad. Skupiając się na wydaniach zbiorczych, lata 1987-1996 należą do pretensjonalnego Fantagraphics (7 tomów), 1997- 2019 elitarnego Dark Horse (26 tomów), 2020-2023 to krótki romans z IDW (5 tomów). Od 2024 przygody królika znów wydaje Dark Horse (stan na 2025 - 3 tomy) i mam nadzieję że już tak pozostanie.
Czy warto czytać? A czy papież jest katolikiem? Oczywiście, że tak i to jak! Ubierzcie się więc w kimono, nalejcie sobie sake, rozłóżcie się wygodnie na futonie i zasmakujcie w lekturze.
Komentarze
Prześlij komentarz