Beyond Metal: WILQ
(źródło: instagram)
Przeglądając czasem instagrama, wyjątkowo udaje się natrafić na coś ciekawego. W tym wypadku komiks, o którym zdążyłem nieco zapomnieć, a który dawno dawno temu, w innym życiu ubarwiał nieco moje życie. Będę pisał chaotycznie bo: a) taki mam styl, b) tak będzie ciekawiej, oraz c) będzie to pasować do tematu. Zresztą, tysiące ludzi pisze z sensem, to chociaż ja chcę być bez sensu, tak dla odmiany. W każdym bądź razie...
Na przełomie wieków, był sobie magazyn komiksowy, o dość oryginalnej nazwie "Produkt". Pojawiali się tam wszyscy znani i obiecujący polscy artyści (wielu z tych osobistości debiutowało w czasopismach o grach komputerowych, jak np. Michał "Śledziu" Śledziński w Secret Service - bodajże najbardziej znany z całej tej ekipy). Z czasem, zaczęło się pojawiać tam coraz więcej regularnych serii. Zgadliście dobrze, jedną z nich, był bohater dzisiejszego odcinka, czyli Wilqu. Ale o nim za chwilę.
To co jest też ważne odnośnie "Produktu", to że owi rysownicy nie kryli swoich zainteresowań muzycznych, a w dużej mierze oscylowały one wokół szeroko rozumianej alternatywy. Z popularnego wówczas polskiego rapu się śmiali i zdecydowanie preferowali Industrial, Indie Rock, Death Metal, itd. To też miało trochę wpływ na zabetonowanie nieco mojego własnego gustu i to właśnie z "Produktu" po raz pierwszy dowiedziałem się o takich wykonawcach, jak Kyuss i Danzig (za co im chwała). Nieprzypadkowo o tym wspominam, bo choć mówimy o komiksie, to przewijają się w nim pewne nawiązania do subkultur, jak choćby w tle, w postaci graffiti na murach z nazwą zespołu. Wróćmy do głównego tematu.
Podobnie jak w przypadku starej, dobrej Sepultury, Wilq jest postacią stworzoną przez braci: Bartosza i Tomasza Minkiewiczów. Wilq jest superbohaterem, a właściwie jego parodią. Takie połączenie "Supermana" ze "Światem wg Kiepskich". Przaśne i bardzo polskie, w tym sensie, że z jednej strony, jest syf, kiła i mogiła charakterystyczna dla Polski z dekad '90 i '00, a z drugiej, kozackie teksty i humor przypominający Pulp Fiction *.
Do kolegów Wilq zalicza się Metalowy typiarz Entombet (tak, imię wzięte od tego słynnego zespołu), Alc-Man (superalkoholik), czy Mikołaj (straszny, totalny zjeb, w dużym skrócie). Ma też swoją ukochaną, która wygląda jak połączenie żyrafy z mumią. Kilka razy zastanawiałem się jak opisać przygody i wierzcie mi (lub nie), lepiej jest po prostu przeczytać, niż o tym opowiadać. Trochę jak z pornosami. Czasem są to potyczki ze złoczyńcami, innym razem jakiś thriller detektywistyczny. Opowieści stanowią tylko tło do scenek rodzajowych, pełnych szkolnych bluzgów, nawiązań popkulturowych, czy też wyszukanych gier słownych.
Historie są rysowane celowo w sposób przypominający dziecięce gryzmoły i jest to po prostu nieład / niechlujstwo artystyczne. Pamiętam, że początkowo w ogóle tego klimatu nie czułem i potrzebowałem nieco czasu, zanim się przyzwyczaiłem. Można jednak uczciwie stwierdzić, że styl ma swoją własną logikę i konsekwentność, której nie da się nie zauważyć.
To, co natomiast mnie zachęciło do zrobienia dzisiejszego posta, to nawiązania do Metalu i dlatego też polecam właśnie zaglądnąć na instagram naszego superbohatera: WILQ SUPERBOHATER - można zobaczyć przeróbki Vader, Megadeth, itp. itd. To tyle ode mnie, spadam na chatę.
* mój ulubiony tekst to zawsze będzie "technologia 4C - cicho chodzi, chuja chłodzi")

Komentarze
Prześlij komentarz