Beyond Metal: Punisher
Wyjątkowo zaczynamy tydzień bez Metalu (o nie!). Przez ten tydzień, będę ględził o innych rzeczach, niż normalnie! Widzę, że się bardzo cieszycie! Ja też :)
Komiksy, jak każda inna dziedzina sztuki nieraz czerpie inspiracje z ówczesnych trendów. Czasem są to westerny, innym razem romanse, karate, a jeszcze kiedy indziej, filmami z tzw. vigilantes, czyli jakby to przetłumaczyć, samozwańczymi stróżami prawa. Na myśl przychodzi od razu legendarne "Życzenie Śmierci", z bliżej nieustalonym Słowianinem Charles'em Buczyńskim, znanym jako Charles Bronson.
Z dzisiejszej perspektywy, kiedy to Marvel kojarzy się z kolorowymi koszmarkami, a DC jest tym bardziej wiernym twardemu Noir / staremu Sci-Fi, to były dawno temu czasy, kiedy to było na odwrót i to Marvel prezentował bardziej realistyczne i uliczne historie, podczas gdy DC tkwił w kreskówkach. Mowa o latach '70, kiedy to wspomniane wcześniej filmy o zemście na przestępcach, z pominięciem prawa były popularne, co też nie powinno dziwić, bo ówczesna przestępczość w USA była naprawdę przerażająca, dość wspomnieć wysyp seryjnych morderców w tamtych latach. Za protoplastę Punishera i bezpośredni pierwowzór uważa się bohatera książek typu pulp / noir, The Executioner'a.
Punisher (Frank Castle), wymyślony przez pisarza G. Conway'a (nie przepadam za nim), oraz wybitnych artystów komiksowych, Johna Romitę Sr oraz Ross'a Andru, był początkowo stworzony jako jednorazowy przeciwnik Spider-Mana. Podobnie jak później Rambo, miała to być postać, która była komentarzem do żołnierzy wracających z wojny Wietnamu i ich traumy. Punisher był w pierwszych historiach totalnym świrem, który strzelał do ludzi za to, że śmiecą na ulicy. Postać, zarówno jak i jej design, szybko stał się popularny i stał się potem cynglem na zamówienie (jak Deadpool). Ostatecznie, przeobraził się w postać, którą kojarzymy dzisiaj, czyli mściciela niewinnych, strzelającego do mafii, która to była sprawcą śmierci jego rodziny.
Od razu na wstępie powiem, że nie cierpię Gartha (p)Ennisa (za przesadną krawędziowość i bycie ogólnie kiepskim pisarzem) i mam wrażenie, że ponieważ ma on spore grono wielbicieli, to chcąc nie chcąc, zgarnął całą uwagę na siebie, przez co inni, lepsi pisarze, pozostali zepchnięci na margines. Nie będzie więc w tym poście o jego wysrywach, a zamiast tego skupię się na klasyce, bo mam czasem wrażenie, że ludziom się wydaje, że popularność Punishera zaczyna się i kończy na tym jednym pisarzu.
Za ulubionych pisarzy Punishera uważam przede wszystkim:
Steven Grant: czyli koleś odpowiedzialny za pierwszą mini-serię, od której realna sława Frank'a się tak naprawdę zaczęła. Frank jest w więzieniu, a co za tym idzie, wykorzystuje motyw "uwięzionego wśród bandytów". Klasyka.
Mike Baron: przejął stery po Grancie i pisał pierwszą poważną serię. Jego dziełem życiowym jest jego autorski i niezależny komiks Nexus (genialne Sci-Fi), który warto sobie również obczaić. Styl Baron'a charakteryzuje wysoki poziom rozważań humanistycznych i filozoficznych. Można powiedzieć, że jako jedyny pisał Punishera, jako postać z sercem i duszą, poprzez narrację, która nie zawsze sprawdza się w komiksach. Zdecydowanie mój faworyt i obowiązkowa lektura.
Chuck Dixon: jeden z nielicznych konserwatywnych pisarzy, bardzo dużo się naprodukował i jest w czołówce, jeśli chodzi o ilość przygód Punishera. Najbardziej sobie cenię jego pierwszą turę dla Punisher War Zone (czyli numery #1-11), gdzie Frank działając incognito, wchodzi w struktury mafijne i rozkochuje w sobie córkę gangstera.
Howard Mackie: zrobił tylko kilka one-shotów, ale za to jakich! Crossover Ghost Rider / Punisher / Wolverine vs syn Mephisto i sequel. Było wydane w Polsce, może dlatego tak bardzo zapamiętałem.
Dan Abnett / Andy Lanning: duo znane później z bardziej kosmicznych klimatów w Marvelu (jak Guardians of the Galaxy), ci brytyjski pisarze popełnili historię "Eurohit", gdzie zgodnie z nazwą, Frank jedzie po Europie i czyści państwa z brudów.
Rick Remender: jeden z nielicznych pisarzy, któremu udało się zrobić dobre historie po złotych latach '90. Odpowiedzialny za Franken-Castle. Frank zostaje zabity przez syna Wolverine'a, Dakena i zostaje zreanimowany jako Frankenstein, gdzie przewodzi grupie popularnych potworów typu wampiry, wilkołaki, mumie, itp. Wbrew kretyńskiemu opisowi, ta seria jest naprawdę super, a Frank w wykonaniu Rick'a jest perfekcyjnie napisany i doskonale oddaje jego charakter.
Greg Rucka: drugi udany pisarz post-'90, mimo drobnych obiekcji. Miał krótki staż i oczywiście "musiał" wprowadzić kobietę Punishera, ale trzeba oddać honor, że umie pisać opowieści detektywistyczno-sensacyjne.
Do najlepszych artystów, którzy się brali za ilustrację, należy wymienić Jim Lee, Whilce Portacio (oboje później znani z serii X-Men), klimatyczny Mark Texeira (również fenomenalny Ghost Rider), John Buscema (stary wyga, jego klimaty to był Conan i te sprawy), oraz Gary Kwapisz (swojskie nazwisko), który niestety, nie został należycie doceniony przez przemysł komiksowy, a którego surowy, uliczny styl najlepiej oddawał charakter serii. Nie są to jedyni, ale oni mi się najlepiej kojarzą z Panem Czachą. Niekoniecznie przepadam za Johnem Romitą JR (nie mylić z ojcem) - jego styl jest nazwijmy to, "specjalny".
Można by się zastanawiać, na ile by Punisher zyskał, gdyby częściej się mierzył z superzłoczyńcami Marvel'a, mimo iż zapewne byłby problem, żeby uniknąć typowej jatki, która skończyłaby się śmiercią czy to Frank'a, czy to takich łobuzów, jak Bullseye, Electro, Magneto, itp.
Z filmowych adaptacji, to powiem szczerze, że uznaję tylko pierwszą wersję, z Dolph'em Lundgren'em. Owszem, zabrakło tej ikonicznej czaszki na koszuli, a i niepotrzebnie lekko zmodyfikowano jego genezę, ale cała reszta to było jak wypisz wymaluj, standardowa opowiastka rodem z komiksu. Warto przywołać kultowy cytat z tego filmu, notabene użyty jako intro do utworu Biohazard "Punishment":
Każda późniejsza wersja Punishera nie miała tego klimatu i "smaku". Były albo przejaskrawione, albo postać po prostu nie miała w sobie tego bardziej kowbojskiego archetypu faceta. Podejrzewam, że przyczyny w pewnych zmianach należy dopatrywać się w kilku politycznych faktach, o których powiem tylko w skrócie. Mianowicie, spore kontrowersje wzbudził fakt, że policja w Stanach niejednokrotnie nosiła emblematy Punishera, co w połączeniu, z niestety, ich brutalnością w działaniu, sprowokowało liczne protesty.
Amerykanie co prawda, co do zasady, masowo cierpią na różnorakie schorzenia psychiczne, no ale dla Marvel'a postać ta stała się gorącym kartoflem. Wielokrotnie próbowali go jakoś stworzyć na nowo w komiksach, z różnym skutkiem (podobał mi się Space Punisher). Niespecjalnie mam ochotę wnikać w szczegóły, zwłaszcza, że dla mnie to co było najlepsze z tą postacią, już dawno powstało i raczej nie wróci więcej. I tym optymistycznym akcentem zakończę swój wywód.
w sumie mogłeś wspomnieć że Megadeth nawiązało do Punishera w Holy Wars, byłoby powiązanie tematu z metalem
OdpowiedzUsuńPrzyznam szczerze, że nawet o tym nie wiedziałem. Aż sobie to sprawdzę z ciekawości.
Usuń