Anatomia USA: Morbid Angel VII

 

//#//#\\#//#\\#//#\\#//#\\#//#\\#//#\\#//#\\#//#\\#//#\\#//#\\

G ATEWAYS TO ANNIHILATION

VERSION FOR ENGLISH SPEAKERS 

Płyta, która robi najmniejsze wrażenie pomimo iż znajdują się na niej jedne z lepszych utworów MA. Może to dlatego, że jest nieco spokojniejsza i bardziej przewidywalna od innych. Nie ma tutaj tak wielkiej furii, czy agresji, która reprezentowała Morbidów wcześniej. Jest to jednak najbardziej pracowita płyta. Na wielu albumach Trey używał starych utworów, tutaj natomiast mamy same premierowe do posłuchania. Utwory są również nieco dłuższe niż zazwyczaj.

Nie znaczy to, że nie ma refleksyjności. Jest i to w nawet dość dużej ilości. Bynajmniej nie brakuje na tej płycie filozoficznych tekstów. Można odnieść wrażenie, że zespół próbował sam siebie prześcignąć pod względem treści i przekazu. Niestety, utwory z tej płyty są rzadko grane na żywo.

CD jest wzbogacony o bonus w postaci mini-strony o Morbid Angel. Ciekawy bajer, o którym pewnie niektórzy nawet nie wiedzą, bo nigdy nie sprawdzali na kompie.

Po tej płycie zdaje się, Tucker odszedł na parę lat i został zastąpiony przez wokalistę Hate Eternal, przez co żartowano przez jakiś czas, że następna płyta będzie nazywać się “Half Eternal”.

Kawazu – bardzo krótkie intro, przedstawiające odgłosy żab z bagien Florydy. Dosyć wymowne nieprawdaż?

Summoning Redemption – bardzo potężny i epicki track. Dosyć dobra wizytówka płyty. Klimatycznie jeszcze słychać poprzednią płytę, ale są również i zmiany co do klimatu. Jest to nieco bardziej majestatyczny utwór i jakby zapraszający do dalszej podróży. Mamy też przez cały utwór dziwne dźwięki, wprost z intra, które dobrze słychać w połowie utworu, oraz na końcu, kiedy wszystko się ścisza.

Ageless, Still I Am – utwór nieco przejściowy w tym sensie, że ma dosyć relaksujące wersy. Utwór jest mniej agresywny i sprawia wrażenie bardziej spokojnego. Jest też stosunkowo żwawy.

He Who Sleeps – w pełni autorski numer Tucker'a. Tempo jest jeszcze wolniejsze i tylko okazjonalnie przyśpieszenia nadają mu mocy. Atmosfera ciemności jak najbardziej jest potęgowana przez tematyką iście Lovecraft’iańską. Leniwe gitary pod koniec istotnie akcentują mrok jakie wytwarza kompozycja. Oprócz tego, jeden z krótszych utworów na płycie.

To the Victor the Spoils – pierwszy wspólny numer Trey-Tucker i od razu dostajemy małego przyspieszenia. Zespół widocznie bał się, że płyta straci kopa. Rzężące riffy, tak bardzo charakterystyczne dla Death Metalu, sprawiają, że track jest bardziej zachowawczy i nawet szaleńcza solówka nie zmienia tego faktu.

At One with Nothing – drugi numer McCartney-Lennon. na wejście “slamming”, a potem rytmika w średnim tempie. Inwokacja pradawnych sił? Czy jest to sequel do “Nothing is Not”?

Opening of the Gates – mała kontrowersja, gdyż Trey przyśpieszył sztucznie perkusję, co nieco zirytowało Sandovala, który chciał samodzielnie ją poprawić. Podobnie jak “To the Victor…”, mamy bardziej zachowawcze granie. Utwór ewoluuje nieco w kierunku instrumentalnego tracku.

Secured Limitations – gościnnie występuje wokal Trey’a. Daje to dość ciekawy efekt, gdyż Trey jest bardziej Blackowy w swoim wyziewie. Jest to też jedyny tekst autorstwa Trey'a i jest on standardowo bardziej filozoficzny. Dość długa solówka nieco w klimacie “Formulas…”. Podobnie jak utwór otwierający tą płytę i tu mamy nieco pewną epickość i rozmach.

Awakening – poza intrem, jedyna instrumentalna miniaturka na płycia. Nie jest to niestety specjalnie ambitny ambient i nieco ochładza atmosferę...

I – jeden z najkrótszych tytułów utworu w Metalu? Średnie tempo, jak zresztą większość numerów na płycie. Dość tnące gitary i standardowy Death Metalowy riff wzbogacony o melodię. Solówki coraz bardziej starają się brzmieć jak z dalekiego kosmosu. Ostatni wspólny numer Trey-Tucker.

God of the Forsaken – utwór kończący płytę, tak jak niegdyś „God of Emptiness” kończył „Covenant”. Utwór ma charakterystyczne wejście i główny motyw, nieco bez ładu i składu. Czuć w tym rękę Rutana, który zresztą napisał ten numer i lubuje się w tego typu zagrywkach. Zabrakło czegoś specjalnego na koniec albumu, ale i tak dostaliśmy porządną dawkę Death Metalu w latach, kiedy ten gatunek był praktycznie ignorowany przez lud.

Świeżość materiału: Wszystkie utwory na bank premierowe i tu można powiedzieć, że Trey się niemało napracował. 1 utwór Rutana, oraz 1 Tuckera, oraz 3 utwory stworzone na spółę, czyli duet Tucker-Azaghtoth. Świeżość oceniam na 100%

Komentarze