Collector Corner: Ostrogoth
Blog to jest zawsze dobra okazja aby napisać o czymś, co się uważa za ważne. Postanowiłem się podzielić nieco przemyśleniami odnośnie dość niepozornej kompilacji nagrań belgijskiego Ostrogoth sprzed pierwszego mini-albumu, czyli kompilacji "Before the Full Moon" zawierająca nagrania z lat 1977-1983, jak jeszcze mieli oni inne nazwy, jak np. Stonehenge.
Ostrogoth należał do tzw. "Wielkiej Czwórki z Belgii", obok Acid, Cross-Fire i Killer, a które to grały szorstki, nierzadko diabelski, Speed Metal, zwłaszcza kultowy Acid z wokalistką Kate przebraną za Drakulę w czerwonym płaszczu. Mam wrażenie jednak, że mało kto może kojarzyć te zespoły, gdyż belgijska scena, podobnie jak szwajcarska, dość szybko wymiękły i po latach '80, przestała produkować kultowe zespoły. Ale o ile Szwajcarzy wciąż od czasu do czasu zapodali coś na poziomie, to Belgia poszła w Metalcore i bardziej "uliczne klimaty".
Powód, dla którego jest to chyba jedna z najważniejszych zdobyczy w mojej kolekcji nie jest dlatego, że są to jakieś genialne nagrania, czy też dlatego, że jest to luksusowo wydane, ale ponieważ pod wieloma względami jest to kwintesencja tego, po co się zakłada zespół. Czyli takie zwyczajne Jam Session po szkole i granie dla samej frajdy grania. Bez oczekiwań i po cichu marząc o wielkiej karierze. Kto się nigdy nie bawił w coś takiego, albo przynajmniej nie uczestniczył jako widz, ten zapewne nie zrozumie dlaczego to wydawnictwo jest tak fajne.
Parę numerów (w tym "Surrounded by Flashlights") wręcz wprost zżynają z Black Sabbath (głównie ery "Paranoid"). Nie brakuje coverów takich dinozaurów, jak Yardbirdz, The Godz, Steppenwolf, Fleetwood Mac, UFO, itp. Ale to co jest esencją, to improwizacja - a nuż coś się wykluje? Większość tego materiału nie została później wykorzystana, również częściowo dlatego, że grupa parokrotnie zmieniała nazwę, a wraz z tym, stylistykę.
Metalowe zespoły są generalnie bardzo zwarte i dograne, co często psuje nieco zabawę, czy to słuchając nagrań z prób, czy też koncertówek, bo zazwyczaj występuje brak różnic między poszczególnymi wersjami, a i często też nagrania live są podłej jakości. I trochę też da się to odczuć i tutaj - 4 CD mogą nieco zmęczyć, gdyż sesje te są nieco rozwleczone i brakuje jakiś bangerów, które chciałoby się analizować, za wyjątkiem materiału, który ostatecznie został użyty później, jak przygotowania do "Full Moon's Eyes" EP, czyli genialny, po prostu genialny "Lords of Thunder" (to jest właśnie to, co mnie najbardziej rajcuje), czy "Stormbringer".
Ku mojemu zdziwieniu, pierwsza część jest bardziej ekstremalna i szorstka, gdzie późniejsze okresy są bardziej już nastawione na typowo radiowe granie, jakie było popularne w latach '70/'80. Nie powiem, żeby Ostrogoth łagodził swój styl z czasem (nawet "Too Hot" ma w sobie coś szelmowskiego, mimo wymuszonej przez wytwórni komercjalizacji), ale to też był jeszcze inny mental i grupa nie należała do tych, co uważali że im szybciej i brutalniej, tym lepiej.
Chciałoby się podsumować moje wypociny, jako "muzyka dozwolona od lat 40", bo nie da się ukryć, że najwięcej frajdy z tym będą mieli ludzie starsi, lub tak jak ja (nie mam jeszcze czterdziechy na karku, ale już coraz bliżej), mający zacięcie historyczno-archeologiczne. Z drugiej strony, patrząc na gust moich młodszych kolegów, którzy lubią The Kinks (!), The Clash i inne stare pierdy, a kompletnie leją na współczesną muzykę, to kto wie... Świat jest wystarczająco popieprzony, więc nic mnie już nie zdziwi.
A tak to mniej więcej wygląda:
https://www.discogs.com/release/21723307-Ostrogoth-Before-The-Full-Moon/image/SW1hZ2U6NzE4MzYxMzg=
Dobry zespół, szkoda że nie będzie ich na Black Silesii, bo się już trochę na nich nastawiałem, za to wskoczył za nich wspomniany Acid. Trochę niedoceniana ogólnie ta belgijska scena, fajnie że o niej przypominasz
OdpowiedzUsuńDZIĘKI ZA KOMENTARZ
OdpowiedzUsuńPrzyznam uczciwie, bez bicia, że dopiero jakiś rok temu zacząłem się oglądać na poważnie za czymś innym niż Death oraz Thrash. Wyłom się zaczął od niemieckich kapel jak Necronomicon, Darkness, Vectom, Iron Angel. Niby je znałem, ale dopiero wtedy zacząłem słuchać nałogowo. Wiele z tych ekip było wydane deluxe przez High Roller i siup - jak mi dana wytwórnia spasi, to się wgryzam w cały katalog.
Najpierw podchwyciłem Acid, zaś Ostrogoth przykuł moją uwagę za sprawą EP "Full Moon's Eyes" i się wkręciłem w nich na dobre. A że mieli splita z Crossfire i Killer, to już miałem jakieś podstawy belgijskiej sceny.
-----------
Ten Acid, który będzie na Black Silesia jest o tyle specyficzny, że to jest wersja z oryginalną wokalistką i ze względów prawnych przemianowany na "Kate's Acid", bo jest tam jakaś kłótnia o prawa do nazwy (klasyka). Reszta składu to jakieś młodziaki bez doświadczenia. Niedawno wydali płytę "Hellbender" - przyzwoite, ale bez szału. Nie ma tego szataństwa pierwszych dwóch płyt i bardziej już takie motocyklowe granie jak trójka.
Natomiast co do zasady, Speed Metal zaczyna mieć renesans, ale unika błędów Neo-Thrashu z lat 2004-2007, który to w pewnym momencie stał się strasznie wysterylizowany. Spodziewaj się czegoś NAPRAWDĘ EKSTRA po majówce – po cichu liczę, że będzie to prawdziwy sztos dla wielu wiernych czytelników.
Ten Acid i tak lepszy niż żaden. Te wszystkie rozłamy i kłótnie o nazwy są już absurdalne, mamy już trzeci Venom...
Usuń