Anatomia USA: Morbid Angel VIII
(stary tekst)
|==||==|==||==|==||==|==||==|==||==|==||==|==||==|==||==|==||==|==||==|==||==|==||==|==||==|==||==|==||
H ERETIC
Morbid Angel - zespół, którego zrozumienie zajęło mi wiele czasu. Zespół podąża śladem perfekcjonizmu tak jak robił to Celtic Frost wcześniej. Każda płyta inna, każdy etap reprezentuje inną myśl, pomysł. "Heretic" jest odniesieniem do jednej z pierwszych nazw grupy, choć stylistycznie nie ma z tym nic wspólnego, a raczej próbuje wejść w nowe rejony.
Sama okładka już jest enigmatyczna i wymaga wyjaśnienia. Przedstawia ona Lilith, symbol buntu feministycznego. Mamy ją po obu stronach okładki: ogień i jej odbicie w wodzie. Muzycy zasugerowali też, że przy tej płycie zastosowali sztuczkę z numerologią, przy czym aby ona zadziałała, ważna była kolejność i znaczenie jakie utwory nadawały poszczególnym numerom. Dlatego przyjmuję założenie, że jeśli utwór "Praise The Stregth" jest piąty na płycie, to dlatego, że w numerologii oznacza to dynamiczną siłę, otwartą na zmiany i pełną energii.
Warto wspomnieć, że każdy z 3 muzyków, którzy tworzyli płytę mieli mieć solowy utwór na albumie, jednak basista zrezygnował. Pozostaje za to tzw. "Drum Check", który jest tribute'm i podziękowaniem dla perkusisty od gitarzysty, co teraz niejako nabiera innego znaczenia, gdyż owy pałker ma obecnie problemy zdrowotne.
Wiele osób narzeka na produkcję, ale ona poniekąd pogłębia poczucie alienacji. Jednakże, wedle eseju w książeczce, Trey chciał nie tylko zainspirować następne pokolenie, ale ukuł sobie na własną potrzebę "teorii próżni" i okrasił to również nawiązaniem do teorii nieszablonowego myślenia, poza schematami, tzw. "outside the box". Polecam sobie przeczytać, to jest dobre kilka stron tekstu. Komu się chce, może poszukać wywiadów, gdzie jest szczegółowo opisywane jak były ustawiane mikrofony, w jaki sposób nagrywano dźwięk, itp. Bardzo dużo pracy włożono w ten album i jest to zabawne, że zamiast wprawić w osłupienie słuchaczy, spowodowano reakcję niemalże odwrotną.
I tak, jest tu zero przypadkowości. Do "Enshrined by Grace" (który zdaje się miał być hitem na miarę "Immortal Rites") powstał pierwszym klip promocyjny od czasu "Domination". Dlaczego nie wyszło? Skoro "Justice For All", czy też "Pure Fucking Armageddon" mają swoich fanatyków, to myślę, że bardziej niż produkcja, przyczyna leżała w pewnym znudzeniu formułą stylistyczną, jak i powszechną modą na powrót do korzeni, gdzie innowacje musiały ustąpić oczekiwaniom fanów. Fani chcieli powrotu Vincenta, a nie kolejnej płyty z Tucker'em, której słuchali już tylko najbardziej wytrawni koneserzy (i jak to zawsze bywa, trzeba uważać, czego się życzy - przypis edyt.).
Odnośnie „Bonus levels” – jest to już chyba inny stopień szaleństwa, którego nie jestem w stanie opisać. Co ciekawe, zarówno z bonusowym CD (62 tracki), jak i bez niego (44), dają liczbę 8 (6+2, lub 4+4). Numerologia jak mówiłem, jest w przypadku tej płyty kluczowa do jej zrozumienia.
Cleansed in Pestilence (Blade of Elohim) – dość szybkie i brutalne otwarcie płyty. Zawiera charakterystyczne elementy zespołu i nazwałbym utwór ten niejako kontynuacją „Lion’s Den”, choć są to zupełnie różne utwory. Stylistycznie też, bliżej do „Gateways to Annihilation”. (jeden to nowy początek - przypis edyt.)
Enshrined by Grace – kolejny hit zespołu, do którego powstał teledysk. Gitary biczują słuchacza i lekko się zacinają tworząc w ten sposób ścianę dźwięku. Backing vocale zrobione przez Trey’a. Bardziej skomasowany niż poprzedni utwór. (dwójka oznacza harmonię i współpracę - przypis edyt.)
Beneath the Hollow – po dwóch petardach, dostajemy wolniejszą petardę. Jeden z bardziej posępnych, smutniejszych utworów zespołu. Moment, kiedy następuje późniejsze przejście pięknie tworzy logiczną progresję pomysłów. Melodyka tego tracku przywołuje najlepsze cechy ekipy i jeśli ktoś myśli, że zespół nie potrafi być melancholijny, jest to dowód na to jak bardzo są w błędzie. (trzy oznacza komunikację ciała i duszy - przypis edyt.)
Curse the Flesh – tracklista jest ułożona bardzo mądrze, ponieważ po dość ponurym utworze dostajemy coś środkowego. Utwór jest nieco przejściowy, ani za szybki, ani za energiczny, ani też powolny. Mimo to, nie brakuje charakterystycznych motywów. Utwór jest nieco refleksyjny i przypomina mi „Formulas…” ze swoją lekką inspiracją mułowatością.(cztery oznacza ciężką pracę i stabilizację - przypis edyt.)
Praise the Strength – kolejna kompozycja “środka”, choć tym razem brzmienie i riffy są bardziej wesołe. Nieco słabszy na tle innych i sprawia wrażenie zrobionego nieco na siłę, ale przy bliższym poznaniu zapada w pamięć i pozwala docenić strukturę i melodię. Różne techniki gitarowe z dodatkiem ekstra mułu. (pięć - wolność i zmiany - przypis edyt.)
Stricken Arise – przez długi czas był to mój faworyt i utwór, który sprawił, że pokochałem zespół. Mam wrażenie, że jest on bardzo niedoceniany. Po dwóch średnich tempach znowu dostajemy solidną petardę. Utwór jest nieco prostszy, jako że jest on napisany przez perkusistę przy pomocy Trey’a. To co mnie urzekło to bardzo solidny i potężny refren, jak i bardzo jadące refreny, prowadzące tempo i rytm utworu. Nie zabrakło też typowych dla zespołu polirytmicznych momentów, ale tym razem jest ich dużo mniej. (sześć odpowiada za opiekuńczość - przypis edyt.)
Place of Many Deaths – z tego co wiem, istnieje wersja z wokalem, co czyniłoby to brakującą 9 piosenką (jako że zespół na swoich płytach daje zawsze 9 utworów). Zamiast tego dostaliśmy instrumentala. Słychać jednak że planowane były zwrotki i refreny. W tle słychać dziwne odgłosy, które były bodajże zgrywane z ulicy, plus jeszcze jakieś pokręcone efekty. Co jest natomiast fascynujące, to progresja tego utworu. Choć jest to utwór ponury, to jego zakończenie jest optymistyczne, jakby następowało zwycięstwo. (siódemka oznacza introspekcję i poszukiwanie prawdy - przypis edyt.)
Abyssous – tzw. "cichy moment”, lub moment “wyciszenia”. Dla wiele osób będzie to zbędny przerywnik, który będą przewijać, ale ci ludzie prawdopodobnie nie lubią tego albumu w ogóle. Miły, skromny instrumental. (ósemka oznacza bogactwo? - przypis edyt.)
God of Our Own Divinity – poniekąd słychać, że zbliżamy się ku końcowi. Jest to kolejny utwór, który w tytule ma słowo „God of..”, tak jakby Morbid Angel chciał stworzyć pewien tryptyk. Sam utwór jest typowy dla tej płyty z przejściami, brzmieniem i progresją, aczkolwiek emocje na nim zawarte są bliższe poprzedniej płycie. Na dobrą sprawę ten utwór powinien był być zakończeniem, zwłaszcza, że zarówno „God of Emptiness”, jak i „God of the Forsaken” zamykały album. Jednakże domyślam się, że numerologia miała znaczenie dla takiej kolejności tracklisty. Gościnnie, gitarzysta Nile. (dziewięć to altruizm i mądrość - przypis edyt.)
Within thy Enemy – wadę tego utworu jest to, że jest nieco zbyt podobny do poprzednich i nieco chyba zabrakło pomysłu na dodanie charakteru, choć pojawia się i tutaj konkretny motyw. Mimo to, jest to kompozycja bardziej przejściowa, nawet jeśli nie brakuje tu dobrych momentów i rozwiązań. Ogólnie jednak dosyć zwięzłe zakończenie „normalnej” części płyty (choć nie jest to dobre określenie) i ostatni Death Metalowy utwór na tym albumie. (dziesięć, jako połączenie 1 i 0, oznacza nowe początki i niezależność - przypis edyt.)
Memories of the Past – w dobrej tradycji zespołu, dostajemy jako outro instrumentalne ścieżki. Nie są one jednak byle jakie, gdyż jest wyraźny motyw i melodia, która nadaje pewien mistyczny klimat. Utwór dość długi jak na instrumentalny. (11 - mistrzowski numer, oznaczający duchową dumę i intuicję - przypis edyt.)
Victorious March of Reign the Conqueror – kolejny, tym razem bardziej fortepianowy i z perkusją. Melancholijno-wzniosła kompozycja. Nie rozumiem dlaczego ludzie nie lubią tego typu smaczków. Nie widzę niczego złego w tym, że zespół określa siebie również i w taki sposób, choć wiadomo, że granie na gitarze idzie im dużo lepiej. Ale jakby tego było mało, dostajemy również jeden z dziwniejszych instrumentali, mianowicie…(12 to kolejna mistrzowska liczba, reprezentująca drogę do doskonałości - przypis edyt.)
Drum Check – wbrew pozorom nie jest to aż tak głupi i niepotrzebny track jak się wielu ludziom wydaje. Otóż koncept polegał na tym, że każdy z muzyków miał mieć własny instrumental w wersji solo. Trey stworzył „Born Again” (o czym później), Pete miał ten track. Tucker niestety jednak odmówił stworzenia utworu na basie i nieco spieprzył idee, za co mam osobisty żal do niego. Jest to ostatni track, na którym można usłyszeć Sandovala, co nadaje mu jeszcze innego charakteru. Ale wtedy nie mogli przecież przewidzieć przyszłości. Warto też powiedzieć, że nie jest to piosenka standardowa jeśli chodzi o styl Pete’a, gdyż tutaj po prostu się on nieco popisywał. W zwykłych utworach gra on inaczej i bardziej subtelniej. Tutaj mamy frontalny atak. (13 - transformacja i możliwość rozwoju - przypis edyt.)
Born Again – solówka z "Secured Limitations" (z poprzedniej płyty) zagrana jeszcze raz w wersji nieco demo. Jest to druga część mająca prezentować każdego członka zespołu indywidualnie. Niestety zabrakło basowego instrumentala, jako że Tucker nie jest graczem zespołowym. (14 - też transformacja i lekcja równowagi między swobodą a odpowiedzialnością - przypis edyt.)
Oprócz oficjalnych, wyżej wymienionych, można znaleźć jeszcze więcej ukrytych smaczków:
Inflections – sympatyczna gitarowa miniaturka pod numerem 30. (numer miłości i pokoju - przypis edyt.)
Tortured Souls – pod numerem 35 dostajemy odgłosy z “Place of Many Deaths”.. (35 - zmiana w życiu i protekcja... Aniołów? - przypis edyt.)
Terror of MechaGodzilla Lava! – ścieżka 41 zawiera solówkę z “Praise the Strength”. Określenie “lava” jest używane przez Trey’a właśnie na sola gitarowe. Tytuł zresztą tego tracku miał być nieznany, jednakże czytniki komputerowe, lub DVD są w stanie pokazać pod jakim tytułem dana ścieżka została nagrana jako audio. (41 - wsparcie aniołów w realizacji zmian w życiu - przypis edyt.)
Triplet Lava!! – nieznana solówka, którą można znaleźć w tracku 42. Dlaczego taki dobór? Co to oznacza? Nie wiem, ale efekt końcowy jest bynajmniej ciekawy. (42 - przepotężny symbol harmonii - przypis edyt.)
Doomcreeper (instrumental version of "Beneath the Hollow") – dowód na to, jak wspaniałym utworem jest "Beneath the Hollow", do tego stopnia, że zespół umieścił również jego wersję instrumentalną. Nie ma wielkiej różnicy, ale szczerze powiedziawszy, bardziej interesuje mnie niepublikowana wersja wokalna "Place of Many Deaths" Numer 43. (ważny numer, gdyż jest kulminacją poprzednich dwóch i oznacza wzrost świadomości - przypis edyt.)
Laff – ostatnia ścieżka na płycie (44) i ostatnia "lava", czyli tym razem już ostatnie i prawdziwe outro. Bardzo wymowne i konkretne, nawet jeśli krótkie. W ten sposób doszliśmy do końca podróży zwanej „Heretic”. Osobiście życzyłbym sobie więcej tego typu płyt w życiu. (44 - wytrwałość - przypis edyt.)
Świeżość materiału: Wszystkie utwory i tym razem czysto (choć nie wiem, czy Enshrined by Grace nie było przypadkiem grane wcześniej na koncertach), ale i tu można powiedzieć, że Trey się napracował i to chyba nawet bardziej niż poprzednio. Płyta miała być tworem całego zespołu i oddawać charakter poszczególnych członków. 1 utwór napisany razem z Sandoval'em, który jeszcze stworzył kilka instrumentali. Świeżość oceniam jak najbardziej zasłużenie na 100%. Tym razem zespół się wyjątkowo postarał.
----------------------------------------
I na tym kończymy cykl Morbid Angel. Mam też napisaną analizę dla "Illud", ale swoje przemyślenia napisałem już wcześniej, więc nie ma sensu się powtarzać.
Komentarze
Prześlij komentarz