The Upstarts: Tenebro

Wieki temu pisałem o takim jednym włoskim zespole, co to nazywał się Fulci i oddawał hołd reżyserowi Lucio Fulci, łącząc Death Metal z soundtrackami do horrorów w formie synthwave (? nie wiem czy to dobrze nazywam, sorry jeśli się mylę). Tenebro podąża podobnymi śladami i również dedykuje swoją twórczość szeroko rozumianej makaroniarskiej kinematografii grozy (którą swoją drogą, warto poznać, póki się jeszcze żyje i ma czas). Choć z mniejszą ilością marketingowych chwytów, jak komiks, czy DVD, czy specjalnie wykonana okładka z wkładką, itp.

Jest jednak jedna zasadnicza różnica. Wręcz fundamentalna. Fulci, owszem, jest zespołem kreatywnym, ale są tylko "dobrzy". Tenebro zaś, jest zespołem wybitnym.

Jak niesie legenda, powstali w 2000 r., ale się rozpadli, bo grupa była zamieszana w jakieś nielegalne praktyki *, choć jest to mgliście napisane i myślę, że jest to ściema, bo dość powszechnie wiele młodych zespołów próbuje się podpiąć pod starsze lata. O jednym z członków wiadomo oficjalnie, że jest gówniarzem, urodzonym w 1997 r. O drugim z kolei zapewne celowo nie wiadomo nic. Niezależnie od tego, jak było naprawdę, ich pierwsze nagrania, które wyszły oficjalnie, powstały w 2019 r.

Na dzień dzisiejszy, czyli rok 2026, mają na koncie 3 płyty, 1 większą EP-ke, oraz kompilację gromadzącą pozostałe poza-albumowe wydawnictwa. I jeszcze split. Dość prężnie działają, nie powiem. Już ich pierwsza płyta mnie zaciekawiła, choć nie byłem nią zachwycony. Druga była o wiele lepsza i już mi się realnie spodobała. Ale to dopiero ich trzeci krążek uważam za perfekcję.

"Una lama d'argento" (2025) jest inspirowany uznanym reżyserem Dario Argento, którego koneserzy filmowi mogą kojarzyć z gatunkiem Giallo, czyli takim proto-slasher'em utrzymanym w konwencji Noir / Thrillera. Okładka nawiązuje m. in. do cudownego, genialnego filmu "Phenomena" (1985), którego naprawdę, ze szczerego serca polecam obejrzeć, jeśli ktoś nie zna.

Płytę otwiera niezwykle chwytliwy "Inferno" i ustawia on wysoki poziom, który pozostaje z nami niemalże do samego końca, z takimi mocnymi punktami, jak mój ulubiony "Sangue sui muri", ze względu na udane połączenie muzyki filmowej z Death Metalem (choć jest to bardziej rodzynek na płycie, niżli wizytówka), jak i promowane przez sam zespół żwawe "Impiccata" i kończący płytę, dopracowany i iście epicki "Jennifer".

Jak już wspomniałem wcześniej, Tenebro jest o klasę wyżej od Fulci w graniu Death Metalu. Albo po prostu idealnie trafia w mój gust, bo jest bardziej zróżnicowany. O ile Fulci nieco łoi monotonnie pod brutalną modłę, o tyle Tenebro jest bardziej zniuansowany i wysmakowany. Bo gitara potrafi oddać szacunek starej szkole grania Death Metalu, a jednocześnie bez kompleksów łączyć to z dysharmonijnymi zagrywkami, czy też nawet przejść w Goregrind, tylko po to, aby po chwili zrobić coś jak Immolation. I brzmi to niezwykle płynnie, bez czkawki.

Elementów składowych jest mnóstwo - efekty gitarowe, syntezatory, fortepiany, intra, delikatne wstawki, sample, cuda-niewidy. Grupa lubi się nieco bawić formułą i chętnie sięga po różne pomysły. Nie idzie jednak przesadnie w eksperymenty i chciałoby się rzec, że stara się dbać o to, aby utwór był logiczną kompozycją, a nie zlepkiem losowo połączonych koncepcji. W każdym bądź razie, jest się czym zachwycać.

Nieprzekonanych już bardziej nie mogę zachęcić, ale jak ktoś chce się zrelaksować przy świeżo brzmiącym Death Metalu, to będzie miał rozrywkę w sam raz na wieczór.

Czyżby byli powiązani z niesławnymi, satanistycznymi, rytualnymi morderstwami dokonywanymi przez zespoły Metalowe, we Włoszech, pod koniec lat '90? Jeśli nie znacie historii, to poczytajcie sobie o "The Beasts of Satan", Mario Maccione i śmierci Fabio Tollis'a. Powinienem zrobić chyba jakiś cykl o Kryminalnym Metalu, bo choć większość ludzi kojarzy norweskie wybryki, to już niekoniecznie ma jakąś wiedzę o równie absurdalnych historiach z reszty Europy. A jest ich wiele.

Komentarze

  1. Phenomena oglądałem, ciekawy klimat, podobnie Suspira od tego samego pana. W tym pierwszym swoją drogą w sountracku był Iron Maiden i Motorhead, ale ich utwory niezbyt pasowały do scen. Za to o zespole Goblin, który robił reszte soundtracku w tych filmach można by się osobno rozpisywać, motyw ze Suspirii był genialny.
    A o Abuserze też dawaj, będą różne spojrzenia na jedną płytę a to zawsze ciekawiej

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rozważam Goblin w ramach cyklu Beyond-Metal. Ewentualnie coś o Giallo.

      Skasowałem już Abusera, miałem to gdzieś w notatniku od miesięcy, więc sobie już daruję, bo ewidentnie nie miałem weny. Zwłaszcza że nie wydaje mi się, abym napisał coś odkrywczego, czego już u was nie było (swoją drogą polecam każdemu przeczytać reckę, jak i oczywiście przesłuchać płytę, jest to porządny kawał mięcha).

      Chyba tylko tyle mogę powiedzieć ciekawego, że jest to pierwszy polski zespół w barwach Xtreem Music, a tam się przewinęło dość sporo krajów (m. in. Peru, Nepal, Bułgaria, Salwador, Iran, Słowenia, Irlandia, Węgry, Japonia i oczywiście stali bywalcy, jak Niemcy, Francja, UK, Skandynawia) więc wreszcie ktoś od nas zaliczył i ten label, bo go osobiście bardzo lubię i też o nim pisałem tutaj.

      Ale to są jakby didaskalia, więc to chyba tyle z ciekawostek.

      Usuń

Prześlij komentarz