Anatomia ASY: Melechesh
Spadkobierca Mezopotamii, czyli Asyria, co do zasady, nie ma swojego ISO-Code, bo i też nie istnieją oficjalnie na mapach, więc go zmyśliłem na potrzeby tego posta. Choć Melechesh powstał w Izraelu, nie jest zespołem izraelskim, a Asyryjskim. Asyria ma bowiem swoją własną społeczność i swój ruch wyzwoleńczy, o którym można poczytać tutaj (strasznie rzygliwa flaga, mogliby sobie wymyślić ładniejszą):
https://en.wikipedia.org/wiki/Assyrian_independence_movement
(polecam poczytać o tym, jak Asyryjczycy byli wydudkani przez "aliantów", mimo poniesienia tzw. "daniny krwi" - Asyria została potraktowana po Pierwszej Wojnie niemalże gorzej niż Polska po drugiej)
Współczesna Asyria mieściłaby się mniej więcej gdzieś tutaj (niemalże w tym samym miejscu co inna nacja, czyli Kurdowie):
Palestyna nie jest więc jedynym narodem, któremu odmawia się państwowości. Patrząc na historię i problemy Asyrii, to rozbiory Polski przy nich wydają się być błahostką. My mieliśmy farta w dużej mierze za sprawą rewolucji bolszewickiej w Rosji i upadku rzeszy Niemiec, połączonych z działalnością polityczną tak wybitnych jednostek jak Piłsudski, Dmowski, czy też Paderewski. Asyryjczycy nie mieli ani takich elit, ani tym bardziej szczęścia. Imperium Osmańskie, mimo upadku, na pożegnanie zrobiło im ludobójstwo pod koniec pierwszej Wojny Światowej, zwane "Sejfo", czyli "miecz" (pamiętamy o klikaniu w pogrubione zdania). Niemalże połowa populacji Asyryjskiej została wybita (czyli jakieś ponad ćwierć miliona luda).
I patrząc na to, ile dekad musiało minąć i jaki trud musiał być włożony, zanim uznano na arenie międzynarodowej analogiczne armeńskie ludobójstwo (które działo się w tym samym miejscu i czasie), tak podejrzewam, że Asyrii prawdopodobnie nigdy się nie uda zaznać sprawiedliwości. Otóż, w nagłośnieniu problemu Armenii bardzo dużo pomógł System of a Down, dzięki to któremu udało się zwrócić uwagę świata, czego nie jestem w stanie samego powiedzieć o Melechesh i Asyrii. Może należało zrobić jakiś benefis dla konkretnej akcji społecznej? Kij wie. Zresztą, na dzień dzisiejszy, jest to jedyna grupa, o której wiem, że przyznaje się do swojego asyryjskiego pochodzenia.
Natomiast to, że Melechesh jest jak najbardziej wybitnym zespołem, jest już bardziej oczywiste. Połączenie orientalnej nuty ze standardami Black / Death. Trafili swą muzyką we właściwy czas, kiedy to tego typu etniczne granie zaczynało zyskiwać na popularności, w dużej mierze za sprawą sukcesu Nile (swoją drogą, najwięcej na tym skorzystały właśnie arabskie zespoły z Północnej Afryki, dość wspomnieć Nervecell i Scarab).
Przyznam szczerze, że nie jest mi łatwo określić, którą płytę Melechesh lubię najbardziej, bo bez kitu jak mało który zespół, nie splamili się w swym życiu kaszaną, no ale jeśli chodzi o rekomendacje, to najbezpieczniejszą opcją są ich druga i trzecia płyta, czyli "Djinn" (2001) i "Sphynx" (2003). Debiut też był kultowy, więc w sumie też by się nadawał, ale to jest takie banalne polecać pierwszą płytę... W każdym razie jest to taki "beginner pack" dla kogoś, kto chciałby się wkręcić, choć jak już wspomniałem, można się spokojnie brać za jakikolwiek inny krążek.
Z czasem zespół zaczął grać bardziej "chwytliwe" numery, ale nie poświęcił przy tym epickości i ambicji - średni utwór grupy trwa z dobre 5 minut, ale to też dlatego, że dużo się dzieje, jak i pojawią się egzotyczne instrumenty, jak: Bağlama, Daf / Riq, oraz Darbuka. I nie jest to tani chwyt marketingowy, są one użyte jak pełnoprawny sprzęt, choć w dużej mierze są to odmiany perkusji. Nie chcę wam lać wodę, ani przedłużać agonii z czytania tego posta, więc sobie kliknijcie w odnośniki, jeśli chcecie się coś więcej dowiedzieć - dość wspomnieć, że mają one również specyficzne znaczenie kulturowe i historyczne.
Dużym plusem formacji jest też ich oszczędna dyskografia. Od 1993 r. wydali "tylko" 6 LP i 3 EP (najnowsza w tym roku), oraz 1 split i 2 demówki. Im jestem starszy, tym bardziej doceniam wstrzemięźliwość u artystów. Swoją drogą, to jest trochę zabawne, że bogobojny Max Cavalera pojawił się gościnnie na płycie "Enki" (2015), choć sam zainteresowany przyznał, że przy nagrywaniu "Archangel" (również 2015) zaczął słuchać Behemoth, Belphegor i właśnie naszych dzisiejszych bohaterów, no ale Max to równy gość.
Kończę więc już swoje przynudzanie - jest sobota, najwyższa pora wziąć się za słuchanie!
Komentarze
Prześlij komentarz