The Upstarts: Trivax
Nie pytajcie mnie, skąd mnie naszła taka nagła ochota na pisanie o zespole z Iranu - jakoś tak samo przyszło he he. Mogę w sumie w przyszłości coś napisać o irańskiej scenie Metalowej, bo wbrew pozorom, jest o czym. Dość wspomnieć, że granie Metalu może się tam skończyć śmiercią, jeśli się będzie posądzonym o satanizm. Mimo to, kraj byłych Persów może się cieszyć dość jakościowym dorobkiem.
Trivax, kolejny przedstawiciel tegoż kraju, nie jest może aż tak młody - wszak powstał w 2009 r. Niemniej jednak, zanim byli w stanie coś wydać, musieli się przenieść do Anglii w 2011, gdzie skład się skrystalizował i mogli już działać bez większych przeszkód. "Wielki Szatan" (potoczne arabskie określenie na Amerykę?) jest ich już trzecim albumem, ale jednocześnie też pierwszym w liczącym się labelu - OSMOSE Records. I to wydanym całkiem niedawno, bo w 2025 r., więc jeszcze wciąż świeżym.
Wbrew moim oczekiwaniom, nie ma orientalnych, arabskich melodii, a zamiast tego jest Death Metal przefiltrowany przez Black Metalem, typowy dla zespołów z krajów Północnej Afryki (jak choćby egipski Crescent, ten typ tak ma). Przejawia się to w charakterystycznych, nostalgicznie brzmiących, ciągnących się sekcjach, niemalże jak wędrówka przez Wielką Pustynię Słonia. Inspiracje nowszym Behemoczem (Opus Contra Naturam) również mocno słyszalne. Mrok jest, ciężar jest, tylko trochę może jakiś wyróżniających się tracków brak.
Niestety, jest dużo męczenia buły i brakuje jakiegoś powera. Gdyby Panowie odrzucili w zupełności ten smętny Black Metal, to wyszłoby to im na zdrowie, gdyż ich Death Metalowa część aż się rwie do rozpierduchy, tylko jest właśnie ciągnięta w dół przez to Blackowe jojczenie i brzmienie. No nie porwało mnie to specjalnie, ot przyzwoita muza bardziej na rozkminę, niż na wygar.
Nie będę się więc silił na lanie wody i powiem wprost - nie ma niestety rewelacji, ale jako, że temat na czasie i do tego egzotyczny kraj, to jak nie macie co robić, to w sam raz do puszczenia w tle.
Komentarze
Prześlij komentarz