Anatomia USA: Morbid Angel IV
(stara analiza sprzed 10 lat, poprawiono błędy i powtórzenia)
.;..; .;..; .;..; .;..; .;..; .;..; .;..; .;..; .;..; .;..; .;..; .;..; .;..; .;..; .;..; .;..; .;..; .;..; .;..; .;..; .;..; .;..; .;..; .;..; .;..; .;..; .;..; .;..;
D OMINATION
Podobnie jak Heretic, ta płyta jest bardzo kontrowersyjna, tzn. bardziej dzieląca fanów niż zazwyczaj. Wielu ludzi, którzy są przychylni tej płycie mówią, że jest to ich najbardziej kreatywna i ciekawa płyta. Fakt jest faktem, że grupa była wtedy na szczycie, po sukcesie poprzednika. Czy poszli w kierunku komercji? Prawda jest pośrodku, z jednej strony album jest lżejszy i czytelniejszy od większości deathowych produkcji, ale wciąż nie można mówić tu o puszczaniu singli w radiu, nawet jeśli mamy do czynienia z „Where The Slime Live”.
Muzyka nieco znormalniała, przestała być aż tak przerażająca, jak była wcześniej. Wciąż jest posępnie, ale nieco bardziej chłodno, mechaniczniej. Nie ma szatana w utworach, a jest tematyka bardziej wojenno-społeczna. Brzmienie jest industrialowe i są eksperymenty ze strukturami utworów, co wychodzi nawet ciekawie. Płytę można nawet odpowiednio podzielić na części: pierwsze i ostatnie 3 tracki są eksperymentalne przy czym pierwsze 3 są szybsze i bardziej przebojowe. Zaś 3 utwory pośrodku są dosyć przeciętne, ale to już nie wina Trey’a. Wokal jest również bardziej core’owy, niż growlowy, ale też bez przesady.
Myślę, że jest też kwestia przyzwyczajenia się do albumu. Ci co nie chcieli się w niego zgłębić, nie docenili jego walorów. Zmieniły się też proporcje, jeśli chodzi o tworzenie utworów. Większość płyty i tak jest stworzona przez Trey'a, ale i tak 45% jest autorstwa Rutana. Utwory stworzone przez niego brzmią jak 100% Hate Eternal (przyszły zespół Rutana). Nie dziwi mnie więc fakt, że „This Means War” nie było grane na koncertach Morbidów, a właśnie Hate Eternal i owszem, grali ten track dość regularnie.
Kolejną krytyką jest okładka, co dla mnie jest już tym bardziej niezrozumiałe. Co prawda istnieją dwie wersje i o ile druga z posągami w piasku faktycznie jest chujowa, o tyle ta bardziej oficjalna jak najbardziej pasuje do grupy. Na pewno też znaczenie ma fakt, że sam Trey krytykował ten album. Ale głównie na tle tekstowym. Trey wolał skupić się na „Ancient Ones”. I swego czasu pocisnął w wywiadzie byłemu koledze, zrównując teksty Vincenta do wibratorów (czy jakoś tak).
Pomimo iż jest to dość długa płyta, pozostaje jakieś wrażenie niedosytu. Czy zespół mógł dać z siebie więcej? Możliwe, ale kosztem złamania swej koncepcji nie przekraczania 9 utworów na płytę (nie biorąc pod uwagę przerywników) na swoich płytach, o czym będzie można przeczytać dalej. Nie ukrywam, że wg mnie wkład Rutana na tej płycie był nieco kiepski w porównaniu z późniejszą płytą MA, czyli „Gateways to Annihilation”, gdzie Rutan stworzył dosyć dobre rzeczy. Kolejną sprawą, że w podziękowaniach Trey wymienia Chun Li ze Street Fightera, a w klipie do „Where The Slime Live” ma koszulkę z postaciami anime. Pierwsze oznaki wyraźnego szaleństwa? Oj tak…
Dominate – początek niemalże z kopa. Szkoda, że nie powstał klip do tego utworu. Jedyny utwór z tej płyty, który pojawił się na koncertówce MA. Utwór dość sprawnie przechodzi w następny, czyli…
Where The Slime Live – utwór, który jest oskarżany o bycie antysejsmicznym. To w tym okresie Vincent miał bardziej radykalne poglądy, których później nieco żałował. Ile w tym prawdy? Nie wnikam, zwłaszcza że Dawidek obracał się wśród gwiazd skrajnych ruchów ksenofobicznych. Dość wspomnieć, że Lemmy dał kopa w dupę Vincentowi jak ten przyszedł do jego przyczepy z "Mein Kampf" zamiarem omówienia tej książki. Sam tekst maskuje pewne poglądy i dosyć sprytnie przekazuje swoje przemyślenia. Jakby tego było mało, wokal również brzmi dosyć nietypowo, tak jakby był nagrywany pod wodą, lekko zamglony i dziwny. Należy też zwrócić uwagę na solówkę, można słychać w niej inspirację klasykami rocka.
Eyes To See, Ears To Hear – zespołowi udało się przełamać tu pewne schematy. Jest chwytliwy refren, co jest rzadkością, jeśli chodzi o ekstremę i jest on w stylu Covenant. Utwór tworzony wspólnie, czyli duet Trey – Rutan. Można się domyśleć kto wymyślił jaki moment utworu, tak bardzo różni się temperament obu gitarzystów.
Melting – przerywnik instrumentalny stworzony przez Rutana. Ciekawi mnie, czy stworzył go dobrowolnie, bo brzmi dosyć nudno i jakby był wymuszony.
Nothing But Fear – utwór powolny i dosyć nie w stylu MA. Co jest zrozumiałe zważywszy na to, że stworzony jest on przez Rutana. Wielu zagorzałych fanów MA zapewne uzna go za słaby. Tekst jest z kolei antytezą tego, co do tej pory robił MA, bo dotyczy tzw. robieniu biznesu na wojnie (czyżby kolejny "antysejmizm"?)
Dawn Of The Angry – kolejny powolny i nieco „cięty” utwór, choć początek jest dosyć przekonujący Na koncertach grany z innymi słowami, co wzbudza moje osobiste zaciekawienie, gdyż nigdzie nie znalazłem tekstu do tej wersji utworu. Od razu widać też skok jakościowy, gdyż ten track jest napisany przez Trey’a co oznacza nieco lepsze pomysły i riffy. Solówki są również nieco bardziej dynamiczne i zapadające w pamięć.
This Means War – znowu utwór Rutana i tym razem nieco słabizna. Mamy nawałnicę riffów, które rzadko kiedy idą w jakimś kierunku, jest to prostu sieka. Mimo to słychać gdzieś tego ducha MA. Możliwe, że Trey coś poprawiał po Rutanie. Jak już było wspomniane, utwór raczej pomijany na koncertach. Trochę domyślam się już dlaczego Trey nie był do końca przekonany do pomysłów innych muzyków i wolał realizować swoje. Pociechą jest to, że jest to dosyć krótki utwór.
Caesar's Palace – poniekąd jest to mój faworyt. Utwór zaczyna się nieco ambientowo i spokojnie, po to aby przejść w walec typu „Blessed Are The Sick”. Tematyka również bardziej historyczna. Jedyny chyba track, który jest czystym zwrotem w kierunku starego MA. Bardzo dobre riffy i solówki.
Dreaming – drugi przerywnik instrumentalny na płycie, tym razem autorstwa Trey’a, co słychać, gdyż jest nieco lepszy od „Melting”. Melodyjny i z pomysłem. Zrobiony w midi.
Inquisition (Burn With Me) – kolejny nieco zapomniany song na tej płycie. Jest to utwór nieco lekki i przygotowywujący do zakończenia płyty. Przebojowy, ale nie aż tak jak inne hity na tej płycie. Utwór również ma nieco „Blessowe” momenty. Bardzo dużo dobrych pomysłów, a mimo to, utwór jest traktowany nieco jako drugorzędny. Czy jest przekombinowany? Pytanie pozostawiam otwartym.
Hatework – utwór Rutana i najbardziej kontrowersyjny utwór. Industrial Death Metal? Częściowo. Track, który mógł zniesmaczyć wielu fanów. Mamy tu dosyć dużo ukrytych smaczków, które nie są specjalnie oczywiste, dopóki się nie wsłucha. Inna konstrukcja od reszty utworów na tej płycie dodając nieco do i tak już zróżnicowanego albumu. Brzmi on nieco bardziej jako outro, niż aktualny song.
Świeżość materiału: Wszystkie utwory są premierowe. O ile więc świeżość zasługuje na 100%, to warto powiedzieć, że połowa albumu była napisana przez Trey’a, a druga przez Rutana. Wszystkie teksty są napisane przez Vincenta, co nie spodobało się wtedy Trey’owi. Był to poniekąd koniec legendarnej epoki MA, zwanej potocznie „A-B-C-D”. Miały nastać trudne czasy zarówno dla sceny, jak i dla samego zespołu. Muzyka natomiast, miała się poprawić dużo bardziej.
Komentarze
Prześlij komentarz