Anatomia NOR: Darkthrone VIII (of IX)

SWITCH TO ENG 

PIĄTY OKRES – KORZENIE, CZYLI DOOM METAL
2016-2021 

 

17.Arctic Thunder (2016)

Czas trwania: 39:25, 8 tracków

Zanim wytłumaczę dlaczego jest to jeden z ulubionych albumów w dyskografii Darkthrone, wpierw chciałbym przybliżyć kontekst historyczny. Otóż, na tym etapie w swojej historii, konsensus był podzielony. Część ludzi zakochała się w grupie na nowo, dużo fanów doszło i generalnie można mówić o fali nowej popularności. Z drugiej strony, wiele osób zarzucało zbyt dalekie odejście od korzeni i stylu, z którego znany był zespół i o dziwo, mimo drwin ze strony Fenriza, gdzieś musiało to wewnętrznie zaboleć, ponieważ po dość skromnych latach, grupa wróciła z czymś, co można nazwać powrotem do formy.

Ale, żeby nie było tak prosto, należy powiedzieć wprost, że album ten pod żadnym pozorem nie przypomina wczesnych dokonań DT, wręcz przeciwnie, po raz kolejny grupa próbuje czegoś nowego. Mimo to, wiele osób (w tym ja) słyszy, że zespół chciał się rozliczyć z przeszłością i jakby oczyścić umysł, dlatego w efekcie końcowym dostaliśmy coś, co jak najbardziej można postawić obok trylogii i nie będzie to razić stylistycznie, mimo iż grupa bierze na tapetę Doom Metal. A nie razi, ponieważ tego typu elementy zawsze były częścią ich stylu, tyle, że nie w takiej skali i nie z takim brzmieniem.

Ponadto, dostajemy bardzo równy materiał, bez zapychaczy (co jest rzadkością u panów), z wyjątkowo silnymi riffami i bardzo poważnym klimatem, co moim zdaniem zadecydowało o tym, że płyta ta przetrwała próbę czasu i stała się kolejnym jasnym punktem w twórczości, choć nie ostatnim. Ale nie uprzedzajmy faktów. 


18.Old Star (2019)

Czas trwania: 38:10, 6 tracków

Ci, co nie byli przekonani co do „Arctic Thunder”, ostatecznie przekonali się przy okazji tej płyty. I choć moim zdaniem, to poprzednia płyta zjadła „Old Star” na śniadanie, to skłamałbym, gdybym powiedział, że ten twór nie wzbudza szacunku. Ponownie mamy Doom z Black Metalem i można się kłócić którego z elementów jest więcej, ale fakt pozostaje taki, że dostajemy bardzo, uwaga, wypracowany materiał. Nie ma tutaj takiej improwizacji jak wcześniej, jest bardzo solidne rzemiosło i może też to zadecydowało o tym, że dla wielu ludzi, jest to jeden z faworytów.

Tak szczerze powiedziawszy, jak się słucha nowszych płyt Darkthrone, to chciałoby się powiedzieć, że klasyczna trylogia to gówno w porównaniu z tym co obecnie robi zespół, ale ze względu na grzeczność, jak i to, że tego typu opinia by wkurwiła ludzi, nie mówi się o tym głośno, choć jest to wyczuwalne. To jest w sumie nie do wiary, że trzeba było tyle płyt, tyle lat, aby zespół osiągnął taką jakość. Bo to, że z wiekiem Darkthrone robi się coraz lepszy, to słychać, ale ponownie powiem, nie uprzedzajmy faktów. 

 

19.Eternal Hails (2021)

Czas trwania: 42:00, 5 tracków

Po krótkiej przerwie Darkthrone znowu poszedł za ciosem. Po przesłuchaniu tego albumu, przyznam szczerze, że nie mogłem się doczekać kolejnej płyty i chyba nie tylko ja, ponieważ kolejny krążek miał wyjść szybko, bo ledwie rok później.

Ale przejdźmy do rzeczy. Tym razem zespół wreszcie poszedł na całość i zrobił Doom Metal z elementami Black Metalu (głównie Celtic Frost). Ponadto, po raz pierwszy pojawiają się na płycie Keyboard / Syntezatory, ale nie w ramach intra, czy też robienia klimatu, ale jako integralna część piosenki.

Zresztą, jest to najdłuższa płyta Darkthrone z tego względu, że nie ma tutaj zapychaczy, outro ani innych bzdur, a zamiast tego 42 minuty czystej muzyki i tylko 5 kompozycji – najmniej w historii zespołu. Gdyby to był ostatni album grupy, byłby to paradoks, bo ich debiut miał 11 utworów, co też jest rekordem, jeśli chodzi o DT.

O tym, że to jest mocarny album, niech świadczy fakt, że po miesiącu jak nie słuchałem tej płyty, wystarczył krótki fragment, abym wszystko pamiętał i wiedział, gdzie co jest, który track, które miejsce itd. Jeśli natomiast chodzi o okładkę, to jest ona zbliżona do pierwszej wersji CD „Total Death”. Można powiedzieć wręcz, że jest to prequel, bo tam mieliśmy widok na zewnątrz, a tutaj jest w środku jaskini.

Nie ukrywam, że jestem niezmiernie ciekaw, co by było, gdyby ekipa wróciła albo do grania Death Metalu (na tym etapie ludzkości to tylko Therion nie wrócił), albo spróbowali swoich sił w Thrashu (ale to by im nie wyszło, bo granie Thrashu wymaga nie tylko siły, ale też dyscypliny. "Eternal Hails" generalnie kończy jeden z najlepszych etapów kariery, trwając tyle samo co poprzednio okresy, czyli 5 lat. 

NEXT: Eony 

Komentarze