Metal Cinema: El Dia De La bestia (1995)
Jest kompletna posucha, jeśli chodzi o filmy dla fanów Metalu, dlatego trzeba głęboko szukać, aby coś znaleźć.
Ten hiszpański film, będący połączeniem Horroru i Komedii, opowiada prostą historię. Ksiądz postanawia odkryć położenie narodzin antychrysta, gdyż rzekomo odkrył datę jego narodzin. Aby lepiej zrozumieć jego istotę i cele, postanawia zacząć studiować zło. W tymże celu, na początku filmu udaje się do sklepu muzycznego, gdzie ironicznie poznaje też poczciwego Metala, z którym się szybko zaprzyjaźnia, a który z przyjemnością wprowadza go w meandry swej kultury*. Zawiązuje się więc niezwykłe duo, które wspólnie przeżyje dość hardkorową przygodę. Czy uda im się powstrzymać antychrysta?
Hiszpańskie kino, jak zresztą całe kino europejskie, łączy kilka elementów, których nie zobaczycie w normalnych, mainstreamowych filmach. Jest groteska, jest absurd, są nawiązania do kultury łacińskiej i klasyki, specyficzne poczucie humoru i kompletna swojskość. Pod wieloma względami, gdyby nie język, to bym pomyślał, że jest to film francuski. Owy ksiądz, co prawda, nie gestykuluje jak Louis De Funes, ale w paru punktach da się zauważyć podobny archetyp dynamicznego protagonisty.
To co mi najbardziej się spodobało, jest to, w jaki sposób została pokazana Metalowa kultura, w sposób bardzo serdeczny i życzliwy, gdzie choć nie da się uniknąć stereotypów (jak satanizm), to nie ma to jednak o dziwo pejoratywnego wydźwięku.
Film jest oczywiście kultowy i nie tylko fani Metalu powinni go obejrzeć, ale z pewnością jest to rzadki przykład, gdzie właśnie mamy do czynienia z udanym połączeniem muzyki podziemnej, z popkulturą.
Zdecydowanie polecam.
* scena ta jest o tyle fajna, że owy ksiądz przegląda różnorakie winyle i można tam zauważyć kilka mniej, lub bardziej znanych klasyków gatunku, jak i również parę hiszpańskich zespołów.
Komentarze
Prześlij komentarz